Szewc bez butów chodzi, czyli Mama Pedagog

Szewc bez butów chodzi, czyli Mama Pedagog 

Ciężko być Mamą… Ciężko być wciąż uśmiechniętą…

Wstaje sobie taka mama do pracy. Uśmiechnięta. Bo taka już jest. Dokładna, bo lubi kiedy wszystko jest zaplanowane i na swoim miejscu. Rano – szybciutko śniadanko dla dzieci, ubranka przygotowane… Szybki prysznic, delikatny make-up. Biegiem do samochodu, odśnieżanie i do swojej ulubionej pracy. 

W przedszkolu 25 dość głośno wrzeszczących Bąbelków. Same dzieci są zwykle słodkie, ale Rodzice owych małych człowieków… Masakra. Dlaczego nierówno zapięte guziczki? a rękawiczki mokre po wyjściu na dwór?? Malujecie w przedszkolu??? Ile Gucio zjadł? Nie wie Pani czy 10 łyżek zupy czy 6? Przecież to niedopuszczalne. Kiedy taka Mama „obrobi” poranne rozmowy z Rodzicami swoich ukochanych podopiecznych, pomoże podać śniadanko, wysłucha opowieści niecierpiących zwłoki.. O hemoroidach Cioci Krysi, o tym, że to Tata Basi przyczepił zapasowe majtki Oliviera do tablicy z rysunkami dzieci, o tym, że Mama wieczorem wciąż się uśmiechała, bo wreszcie na Walentynki dostała od Taty to, co lubi najbardziej … Czyli piwo ☺ O czym pomyśleliście? Czas na zajęcia dydaktyczne… Praca z książką (ach te trudne, wredne litery, Ciociu), teatrzyk cieni, aerobik na bosaka, wykonanie ptaszka z plasteliny i piórek (piórka we włosach, plastelina w sukience i pod paznokciami ☺). Jeszcze tylko dokumentacja, dwie prace na arcyważny konkurs, opinia dla Wojtusia bo rano idzie do psychiatry i już prawie wychodzi do domu. Pani Dyrektor – jak zwykle kiedy już jestem za drzwiami, ma tysiąc pytań o wycieczkę do Fabryki Czekolady, o zajęcia online o myciu zębów, a może  kiedy będzie spotkanie w sprawie wszawicy
w młodszej grupie…  

Kiedy już owa Mama wyjdzie ze swojego wspaniałego miejsca pracy, biegnie po zakupy. Pamięta o ulubionych bułeczkach synka, jogurcikach dla córeczki, koralikach na technikę, lekturze na czwartek, papierze toaletowym i zeszycie do muzyki. Gdy już zrobi zakupy, odbierze płaszcz z pralni, biegnie do stęsknionych dzieci. Do domu.

W domu zaduch, śniadanie nie zjedzone – wciąż na tym samym miejscu. Dzieci w pidżamach, zdalne lekcje trwają. Królik uwieszony na klatce – głodny bo nikt do niego nawet nie zajrzał. Gdyby potrafił wydawać odgłosy, obudziłby sąsiadów 3 piętra niżej. W łazience powódź – mąż – król tego domu ☺☺☺ brał prysznic, umywalka tonie w paście do zębów (dzieci próbowały wycisnąć i wsadzić od nowa do tubki ☺). Ktoś włożył rozmrażające się na obiad mięso z powrotem do zamrażalnika. Dzieci krzyczą, że głodne, Król, że „ojej jak późno, nie zdążyliśmy nawet wyjść na spacer”. W szkolnym notatniku bliźniaków wypracowanie na dwie strony o ulubionej przygodzie z wakacji. Oboje chcą pisać o tym samym, ale przecież wypracowania muszą być dwa. A one były razem i chcą to samo.

O zgrozo. Pani z geografii zadała esej o Afryce, a Pani z historii – na wczoraj – opis życia Łokietka. Bądź tu człowieku wiecznie uśmiechniętym, zaplanowanym… No przecież się do cholery nie da! Nie da się olać. Nie da się nie wrzeszczeć. Nie da się wyjść i polecieć na Baleary! Co robi Mama – Pedagog? Niby wie, że trzeba pomagać z umiarem, że trzeba dać się dziecku wykazać, że muszą się uczyć na własnych błędach, ale też dać wiarę że samo sobie poradzi. Otóż Mam wie (bo uczyli na studiach, bo czytała, bo sama radzi innym rodzicom, co robić – mądrala taka). Wszystko wie, ale jest też Prawdziwą Mamą. Więc najpierw się wydziera (biedni sąsiedzi), potem wrzeszczy, że bałagan, że bez śniadania, że mięso zamrożone, że nic nie wie o Łokietku, że nie zdążymy… Długo wrzeszczy, wścieka się i krzyczy. Nie jest ani trochę uśmiechnięta, a nawet wplata całkiem „nieładne” wyrazy.
Po lekkim zasianiu strachu, z obłędem w oczach, trzeba jednak zakasać rękawy, odgrzebać życiorys Łokietka, poszperać w atlasie i przypomnieć jak wygląda Afryka. Kiedy po wielu krzykach, zakazanych wrzaskach wszystkie prace wreszcie wysłane, dzieci nakarmione i zadowolone, Mama stoi pod prysznicem – uśmiechnięta, bo kolejny dzień przetrwała. Dzieci ogarnięte. Król łaskawie znalazł drugą fajną przygodę i wypracowanie zostało oddane w innych egzemplarzach. Czasem się przydaje ☺ Rzadko, bo rzadko ale jednak.

Wszyscy wiemy, że przysłowie „Szewc bez butów chodzi” jest prawdziwe. Dziś też Mama miała zagwozdkę, czy być bardziej Mamą, czy Pedagogiem. Podczas całowania dzieci na dobranoc, tłumaczyła, że powinny same, że następnym razem tylko pomoże, nie napisze… że przeprasza, że krzyczała itd., itd. Wycałowane, „odrobione” dzieci zasnęły. Mama uśmiechnęła się, patrząc na swoje dwa największe szczęścia. Kocha Je nad życie. Bycie Mamą jest ważniejsze. Trudne, ale jakie piękne.