Powrót do szkoły on-line, czyli kiepski żart.

By mówić o powrocie do szkoły, należałoby najpierw doświadczyć przerwy od niezmiennych przecież od miesięcy szkolnych okoliczności, które wtłoczono nam do domów. Wyjechać do innej scenerii, pojeździć na nartach, sankach, popatrzeć na góry i odetchnąć powietrzem z innego kodu pocztowego. 

Zmiany pejzażu jednak nie było, bo większość z nas (przynajmniej oficjalnie) została na ferie w domach, grzejąc te same poduchy na kanapie, oglądając seriale na Netflixie z samego dołu listy tych polecanych, atrakcji innych niż spacer nie doświadczając.

I tu kolejne skutki uboczne pandemii: skok wagi, ogólna ospałość wynikająca z bezruchu i niemożność podejmowania regularnej aktywności fizycznej, choćby w formie codziennych podróży do pracy, odbierania dzieci ze szkoły, daje nam w kość. My, dorośli, jakoś sobie radzimy. Większy problem narasta w przypadku dzieci, którym zdroworozsądkowo nie da się wytłumaczyć tej sytuacji, ani tym bardziej wymagać jej zrozumienia, a im młodsze nasze pociechy, tym gorzej znoszą cywilizacyjny zastój.

Uziemione przed komputerem na kolejny semestr, na potęgę tracą sprawność fizyczną i jakąkolwiek motywację do ruchu. Kiedyś ciężko było ściągnąć dzieciaki do domu na obiad, gdy biegały po placach zabaw, wciąż zajęte. Teraz niechętnie wychodzą z łóżka „do szkoły”, dostają zadyszki na półgodzinnym spacerze i odpoczywają na półpiętrze, wchodząc po schodach.

Lekcje wuefu online to kolejny absurd. W niektórych szkołach nauczyciel ocenia uczniów na podstawie screenów z aplikacji monitorującej wykonanie ćwiczeń, najwyraźniej ignorując słuszne podejrzenie, że cała klasa obskakuje zaliczenie tym samym screenem. Równie sprawiedliwe byłoby automatyczne wpisanie wszystkim piątek, albo ocena osiągnięć fizycznych na podstawie ilości mrugnięć powieką na minutę.

Rodziców obciążono odpowiedzialnością za zdalną szkołę, a przed nami kolejne zadanie: jaką formę ruchu zaproponować dzieciom, których hermetyczny świat nie daje szans na normalną aktywność fizyczną? I – przede wszystkim – kiedy? Pomiędzy robieniem obiadu i pracą zdalną?

Szczęśliwi ci, którzy mają psa i nieco starsze dzieci. Ja swoje posyłam na zakupy, zaprzęgam do prac domowych i gotowania (które okazuje się świetnym sposobem na wspólne spędzanie czasu) i wysyłam ze śmieciami, z pełną świadomością, że to wciąż za mało.

A Wy? Jak sobie radzicie?