Czy pamiętamy, jakimi byliśmy dziećmi? Czy nasze dzieciństwo było beztroskie, pełne radości bezpieczeństwa i swobody? A może w rodzinie istniał problem, o którym się nie mówiło, a dziecięca radość mieszała się ze smutkiem, napięciem albo poczuciem, że trzeba na coś uważać?
Dorastamy, zmieniamy się, podejmujemy dorosłe role, ale nie zostawiamy dzieciństwa całkowicie za sobą. W pewnym sensie nadal nosimy w sobie dziecko, którym kiedyś byliśmy, wraz z jego emocjami, potrzebami i sposobami radzenia sobie z tym, co było wtedy zbyt trudne.
Kiedy dorosły reaguje jak dziecko
Czasami możemy zauważyć, że w określonych sytuacjach reagujemy znacznie intensywniej, niż wynikałoby z tego, co właśnie się wydarzyło. Ktoś nie odpowiada na wiadomość, krytykuje nas, odmawia, okazuje chłód i nagle pojawia się ogromny lęk, złość, rozpacz albo poczucie odrzucenia. Możemy wybuchnąć, wycofać się, zerwać kontakt albo długo przeżywać doznaną krzywdę.
Dlaczego tak się dzieje?
Ponieważ nie reagujemy wyłącznie na teraźniejszość. Aktualne wydarzenie dotyka starej rany. Dorosła część nas wie, że czyjeś zachowanie nie musi oznaczać odrzucenia. Jednak ta bardziej wrażliwa część psychiki może doświadczać sytuacji tak, jak kiedyś przeżywało ją dziecko: „Nie jestem ważna”, „Znowu mnie zostawią”, „Coś jest ze mną nie tak”, „Zawiodłam kogoś”.
Schematy, które zabieramy ze sobą w dorosłość
Pomocna w zrozumieniu tego mechanizmu jest koncepcja schematów Jeffreya Younga, twórcy terapii schematów. Schematy możemy rozumieć jako głęboko zakorzenione wzorce myślenia, odczuwania i reagowania, których źródła często znajdują się we wczesnych doświadczeniach dziecięcych.
Dziecko przychodzi na świat z podstawowymi potrzebami emocjonalnymi. Potrzebuje bezpiecznej więzi, miłości i akceptacji, ale także autonomii, możliwości wyrażania uczuć, spontaniczności i zabawy oraz realistycznych granic. Nie chodzi przy tym o idealne dzieciństwo ani idealnych rodziców. Dziecko potrzebuje środowiska, które w wystarczającym stopniu odpowiada na jego potrzeby.
Jeśli jednak ważne potrzeby pozostają przez długi czas niezaspokojone, dziecko próbuje zrozumieć rzeczywistość. Może dojść do wniosku: „Jestem nieważny”, „Nie mogę ufać innym”, „Muszę zasłużyć na miłość”, „Jeśli pokażę, czego potrzebuję, zostanę odrzucony” albo „Muszę być idealny, żeby mnie zaakceptowano”.
Dziecko dorasta, ale takie przekonania niekoniecznie znikają. Mogą później wpływać na związki, przyjaźnie, relacje zawodowe i sposób, w jaki traktujemy samych siebie.
Wrażliwe Dziecko
W terapii schematów mówimy również o trybie Wrażliwego Dziecka. Możemy potraktować go jako metaforyczną część naszej psychiki, w której zapisane są między innymi doświadczenia lęku, samotności, odrzucenia, bezradności czy niezaspokojonych potrzeb.
Szczególnie silnie może przeżywać je dziecko z natury bardziej wrażliwe, intensywnie odbierające emocje innych ludzi, napięcie czy sygnały płynące z otoczenia. Wrażliwość sama w sobie nie jest słabością. W sprzyjającym środowisku może rozwinąć się w empatię, uważność, kreatywność i zdolność tworzenia głębokich więzi. Jeśli jednak dziecko dorasta w atmosferze krytyki, emocjonalnego chłodu, chaosu czy braku bezpieczeństwa lub nawet przemocy, może być bardziej podatne na utrwalenie przekonań związanych z odrzuceniem, skrzywdzeniem, nieważnością, zależnością czy wadliwością.
W dorosłości nie musimy już pamiętać konkretnych wydarzeń, aby nadal odczuwać ich konsekwencje. Uczucia zapisane są w naszym ciele. Czasem są subtelnie odczuwane jako „gula w gardle”, czasem jako ból brzucha czy głowy, a czasem jako wewnętrzny dygot.
Człowiek, który wielokrotnie doświadczał skrzywdzenia, może być nieufny i stale oczekiwać złych intencji. Osoba, która czuła się nieważna w dzieciństwie, może szczególnie boleśnie reagować na brak zainteresowania w dorosłości. Ktoś, kto musiał zasługiwać na akceptację, może przez całe życie próbować być doskonały.
Jak zaopiekować się dzieckiem w sobie?
Praca z wewnętrznym dzieckiem nie oznacza obwiniania rodziców ani nieustannego rozpamiętywania przeszłości. Jej celem jest raczej zrozumienie: dlaczego pewne sytuacje tak bardzo mnie poruszają i czego naprawdę wtedy potrzebuję?
Możemy zacząć od obserwowania własnych reakcji. Kiedy pojawia się silna emocja, zamiast natychmiast siebie oceniać, warto zapytać: „Co mnie tak zabolało?”, „Czego się teraz boję?”, „Czy znam to uczucie z wcześniejszych lat?”, „Czego potrzebuję?”.
Pomocne bywają również zajęcia twórcze np.: rysowanie, taniec, śpiew czy zabawa. Każda aktywność czy kontakt z ludźmi pozwala odzyskać spontaniczność i kontakt z radosną częścią siebie. Można pisać listy, których nie trzeba nikomu wysyłać: do matki, ojca, innej ważnej osoby albo do siebie z dzieciństwa. Taki list może stać się sposobem na nazwanie tego, czego kiedyś nie mogliśmy powiedzieć.
Ważną praktyką jest także samowspółczucie. Kiedy reagujemy „jak dziecko”, często uruchamia się wewnętrzny krytyk: „Przesadzasz”, „Znowu sobie nie radzisz”, „Nie powinnaś tak czuć”. Tymczasem można odpowiedzieć sobie inaczej: „Widzę, że to mnie bardzo zabolało. Spróbuję zrozumieć dlaczego”.
Spotkanie z dzieckiem, którym kiedyś byliśmy
Możemy również wykorzystać prostą wizualizację. Zamknij oczy i wyobraź sobie spokojne, bezpieczne miejsce. Może to być ogród, plaża, pokój albo miejsce istniejące wyłącznie w twojej wyobraźni.
Po chwili zobacz dziecko zbliżające się do ciebie. To ty sprzed wielu lat. Nie zmuszaj obrazu, żeby wyglądał w określony sposób. Zauważ jedynie: ile dziecko ma lat? Jak wygląda? Czy jest smutne, przestraszone, samotne, a może zaciekawione?
Usiądź obok niego i powiedz: „Jestem tutaj. Chcę cię posłuchać. Możesz mi wszystko powiedzieć”.
A potem słuchaj – słów, obrazów, gestów, emocji. Na zakończenie możesz wyobrazić sobie, że przytulasz to dziecko i mówisz mu coś, czego być może najbardziej potrzebowało usłyszeć.
Nie możemy zmienić własnego dzieciństwa. Możemy jednak zmienić sposób, w jaki dzisiaj opiekujemy się jego śladami. Jako dorośli mamy coś, czego jako dzieci nie mieliśmy – większą świadomość, możliwość wyboru i zdolność dawania sobie tego, czego kiedyś zabrakło. Jako dorośli możemy też asertywnie się obronić, zadecydować czy chcemy mieć kontakt z osobą, która ciągle nas rani.
Wewnętrzne dziecko nie musi pozostać wyłącznie symbolem dawnych ran. Jest w nim również ciekawość, radość, spontaniczność i zdolność zachwycania się światem. Być może dojrzewanie nie polega na tym, żeby przestać być dzieckiem. Polega również na tym, żeby nauczyć się być dla niego dobrym, troskliwym dorosłym.
Zdjęcie: Gemini
Zobacz także:
Psycholożka i terapeutka pracująca z dorosłymi. Prowadzi praktykę indywidualną w nurcie terapii poznawczo-behawioralnej oraz terapii schematów, wspierając pacjentów w obszarach regulacji emocji, pracy z traumą i trudności w relacjach. Autorka książki Szczęśliwa dorosła córka



