0

Część kobiet, które oczekują na dziecko lub zostają matkami, zadaje sobie pytania: Czy będę wystarczająco dobrą mamą? Czy dam swojemu dziecku to, czego sama potrzebowałam? Czy nie powtórzę błędów swoich rodziców?

Z pewnością nie zadajemy sobie pytania: jaką matką jestem dla siebie? Bo co to właściwie oznacza zostanie matką dla siebie? Czy zaopiekowanie się swoimi potrzebami i uczuciami całkowicie wystarcza, by być dla siebie dobrą matką?

Bycie matką biologiczną nie zawsze oznacza, że potrafimy otoczyć troską własne emocje, potrzeby czy słabości. Można wychowywać dzieci z ogromnym oddaniem, a jednocześnie każdego dnia opuszczać samą siebie. Krytykować się, ignorować swoje zmęczenie, wymagać perfekcji i żyć w przekonaniu, że na odpoczynek trzeba sobie najpierw zasłużyć.

Mamy mylne przekonanie, że nasze dzieci uczą się z tego, co do nich mówimy. A one uczą się funkcjonowania, radzenia sobie z problemami, tworzenia więzi z tego, co zaobserwują u nas, jak traktujemy same siebie, jak funkcjonujemy w relacjach.

Czasem, od matek, które do mnie przychodzą, słyszę: „Nigdy nie chciałam krzyczeć na swoje dziecko. Obiecałam sobie, że będę inna niż moja matka”.

Jednak w chwili zmęczenia, bezradności czy silnych emocji z ust wielu kobiet padają dokładnie takie same słowa, które kiedyś raniły je w dzieciństwie. To nie muszą być konkretne słowa, może to być negatywizm i krytycyzm, który kierujemy do dziecka, bo same nie radzimy sobie z frustracją życia. To nie oznacza, że nie dotrzymałyśmy obietnicy wobec siebie i jesteśmy złymi matkami, to mówi, że jesteśmy zmęczone i nie dajemy sobie prawa do błędu.

Chcę Ci z tego miejsca powiedzieć, że jeśli czytasz ten artykuł, zastanawiasz się nad tym, jesteś świadoma błędów swoich rodziców i własnych błędów i może nawet próbujesz coś zmienić w swoim zachowaniu ale nie zawsze to wychodzi, to znaczy ze jesteś na najlepszej drodze do stawania się dobrą matką dla siebie.

Nasze dzieci potrafią dotknąć miejsc, które w nas samych nigdy nie zostały utulone i zaopiekowane. Dziecko nieświadomie uruchamia dawne doświadczenia odrzucenia, bezradności, samotności czy lęku. W takich momentach reagujemy nie tylko na jego zachowanie, lecz także na własne, niewidzialne rany. Macierzyństwo staje się więc czymś znacznie więcej niż wychowywaniem dziecka. Staje się spotkaniem z własnym wewnętrznym dzieckiem. Wystarczy, że dziecko z tobą nie współpracuje, powie „Jesteś najgorszą matką. Nienawidzę Cię”, ma swoje zdanie lub odrzuca twoją opinię i już uruchamia się skrypt odrzucenia z przeszłości.

W każdym z nas pozostają części, które wynikają z dziecięcych doświadczeń. Kiedyś zabrakło w tych doświadczeniach bezpieczeństwa, akceptacji i ukojenia. To właśnie one odzywają się, gdy zostajemy matkami.

To pytanie warto zadawać sobie częściej niż pytanie o to, czy jestem wystarczająco dobrą mamą. Od wielu lat psycholodzy i eksperci od zdrowia psychicznego mówią – zadbaj najpierw o siebie, a będziesz szczęśliwą, spełnioną matką. Tylko jak to zrobić i jeszcze ogarnąć wszystkie obowiązki? Jak mam poświęcić sobie czas kiedy po 8 godzinach pracy odbieram dzieci ze szkoły, przedszkola, przygotowuję obiad, zmywam, nastawiam pranie, odrabiam lekcje, zaganiam dzieci do łóżek, czytam bajkę na dobranoc i padam nieprzytomna na koniec dnia albo jeszcze przed snem bezwiednie „skroluję” telefon lub oglądam kolejny serial. To nie jest plan dnia samotnych matek- to bardzo często scenariusz dnia matek, które zbyt wiele biorą na siebie. Pomimo, że u boku stoi partner, mąż, ojciec dzieci to przekaz wielopokoleniowy brzmi „musisz być silna”, „nikt tego nie zrobi za ciebie”, „jesteś z tym sama”.

Wiele kobiet niesie na swoich barkach znacznie więcej niż własną historię. Nosimy w sobie lęk swoich matek, milczenie i poczucie obowiązku babć. Moja prababcia zmarła na zapalenie płuc kilka dni po tym, jak w połogu poszła na pole. Osierociła moją trzyletnią wtedy babcię, jej miesięcznego braciszka i jeszcze dwójkę starszych dzieci, tylko dlatego, że uważała, że musi dać radę. Kto miałby konkurować z jej siłą? Oczywiście kobiety w jej rodzie.

Takich historii jest wiele. Przez pokolenia kobiety uczyły się przede wszystkim przetrwania. Miały być silne, poświęcające się i niewidzialne. Odpoczynek bywał luksusem, a własne potrzeby schodziły na ostatnie miejsce. Dzisiaj, na szczęście, decydujemy się zatrzymać ten wielopokoleniowy bieg, nie chcemy przekazywać tego cierpienia naszym córkom. Być może właśnie na tym polega współczesne macierzyństwo, że nie tylko tworzymy więź z dzieckiem, ale na nowo budujemy więź z samą sobą.

Kiedy nauczymy się być dla siebie czułe, obecne i bezpieczne, nasze dzieci nie będą już dorastać w cieniu naszych niezagojonych ran. To być może najpiękniejszy prezent, jaki możemy przekazać kolejnemu pokoleniu.

Jako matki chcemy na tyle wyposażyć nasze dzieci, by mogły samodzielnie i dobrze funkcjonować jako dorośli. Stąd jedną z najważniejszych kompetencji psychicznych jest umiejętność zaopiekowania się sobą.

Matkowanie sobie to codzienna obecność przy sobie. Zadaj sobie teraz proszę takie pytania:

  • Czy potrafię siebie przytulić, gdy się boję?
  • Czy często oceniam siebie?
  • Czy pozwalam sobie płakać?
  • Czy mówię do siebie z czułością, czy głosem surowego krytyka?
  • Czy stawiam granice, kiedy ktoś je przekracza?
  • Czy odpoczywam bez poczucia winy?

Spróbuj sobie na nie odpowiedzieć, szczególnie wtedy gdy jest ci źle: „Jestem tutaj. Nie zostawię cię samej”, „Możesz na mnie liczyć”, ,„Możesz być sobą”, „Możesz być słaba i przyznać się do tego”.

Każda z nas ma własną odpowiedź na to pytanie. Jedna chce być cierpliwa, druga obecna, trzecia niezastąpiona. Zwykle jednak myślimy o tym, co będziemy robić jako matki. Znacznie rzadziej zastanawiamy się nad tym, kim będziemy dla naszego dziecka.

Psychoterapeutka Jasmin Lee Cori, autorka książki Matka niedostępna emocjonalnie, opisuje aż dziesięć funkcji dobrej matki. Nie chodzi w nich o perfekcję ani o spełnianie nierealistycznych oczekiwań. Są to raczej drogowskazy pokazujące, czego dziecko najbardziej potrzebuje, aby rozwijać się emocjonalnie.

Matka jest dla dziecka źródłem – daje początek życiu, ale także poczucie, że „mam prawo istnieć”. Jest bezpieczną przystanią, do której można wrócić po porażce, lęku czy zachwycie. Staje się lustrem, w którego oczach dziecko odkrywa, kim jest i czy zasługuje na miłość. Jest regulatorem emocji, pomagającym uspokoić układ nerwowy wtedy, gdy świat wydaje się zbyt trudny. Bywa także kibicem, który wierzy, zanim dziecko samo uwierzy w siebie, mentorką, która pokazuje wartości, obrończynią, uczącą stawiania granic i bazą – wewnętrznym domem, do którego można wracać przez całe życie.

Od razu powiem, że nie chodzi o to, aby każdą z tych ról wypełniać idealnie. To kierunek, by być „wystarczająco dobrą matką”, nie doskonałą, ale wystarczająco obecną i wystarczająco czułą. To właśnie ta codzienna, niedoskonała obecność buduje w dziecku poczucie bezpieczeństwa. Dla dziecka to nawet lepiej, że nie musi dorównywać tej doskonałej matce, konkurować z jej siłą i talentami.

Tutaj wiele kobiet zatrzymuje się na chwilę i zastanawia się, czy same tego doświadczyły w relacji ze swoją matką. Czy moja mama była dla mnie bezpieczną przystanią?, Czy potrafiła ukoić mój lęk?, Czy widziała mnie taką, jaka naprawdę byłam?, Czy kibicowała mi, gdy najbardziej tego potrzebowałam?

Te pytania pomagają zrozumieć siebie teraz, swoje niezaspokojone potrzeby, nieutulone emocje. Na szczęście mózg i psychika pozostają plastyczne przez całe życie. Możemy zrozumieć swoje dziecięce potrzeby jako dorośli i w roli swojej wewnętrznej matki się nimi zaopiekować. Zacznijmy od obecności. Wewnętrzna matka  patrzy na ciebie bez oceny, zauważa emocje, zanim zaleją, jest przy tobie w chwilach niepokoju, jest uważna, współczująca i czuła. A przede wszystkim JEST.

Artykuł powstał na podstawie książki „Szczęśliwa dorosła córka. Uzdrowienie ran z dzieciństwa”, poświęconej wpływowi doświadczeń z dzieciństwa na dorosłe życie oraz procesowi budowania bezpiecznej relacji z samą sobą.

Zdjęcie: Gemini