0

Zewsząd atakują nas obrazy pięknych ludzi bez skazy, szczęśliwych rodzin mających czas na pracę, dom i swoje pasje, mogących realizować bez przeszkód swoje marzenia. To wszystko powoduje, że nasza samoocena może drastycznie się obniżyć.

W rozmowie wyjaśniamy:

  1. Samoocena – czym jest?
  2. Dlaczego wysoka samoocena jest taka ważna?
  3. Skąd się bierze niska samoocena?
  4. Jakie mamy obszary samooceny?
  5. Jakie są rodzaje samooceny?
  6. Jak pracować nad samooceną?
  7. Dlaczego to jest tak ważne, by pracować nad samooceną gdy jest się mamą?
  8. Czy poczucie własnej wartości a pewność siebie to synonimy?
  9. Najlepsze metody wspierania Mam w dbaniu o swoją samoocenę i pracy nad nią. Na czym polega metoda thank you for today?
  10. Czym jest słoik wdzięczności?
  11. Kim jest wewnętrzny krytyk?
  12. Jakie on ma znaczenie dla nas – Mam?
  13. Jak najlepiej odreagowywać stres i emocje, mając w domu małe dzieci i ograniczony czas?
  14. 5 złotych rad, jak dbać o samoocenę, pewność siebie i poczucie własnej wartości w byciu mamą.

Nasz ekspert:

Karolina Choszcz – coach, która na co dzień wspiera mamy w ramach projektu Odlotowa Mama.

Problemy z samooceną – rozmowa z Karoliną Choszcz

Transkrypcja

Dominika Hapek: Naszym tematem dziś są problemy z niską samooceną. Moim i Państwa gościem jest Karolina Choszcz, akredytowany coach, Odlotowa Mama, kobieta niesamowita, prywatnie mama trójki dzieci. Witam Cię serdecznie.

Karolina Choszcz: Witam. Pracuję z mamami, które są zmęczone, przytłoczone, sfrustrowane codziennością, są w niedoczasie i ciągle piją zimną kawę. Pomagam im zmienić chaos i wyczerpanie w spokój, radość i frajdę z macierzyństwa. Wspólnie tworzymy wizję macierzyństwa, która jest bardzo ważna tak naprawdę, i bardzo dużo podczas tego spotkania będę o tej wizji mówić. Na co dzień piszę blog, nagrywam Podcast Odlotowych Mam, prowadzę warsztaty i sesje indywidualne.

DH: Fantastycznie. Ja jeszcze tylko przypomnę, że live jest realizowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030. Bardzo Was proszę, żebyście zostawiali lajki, serduszka i podziękowania za to, że Karolina jest dzisiaj z nami i będzie naszym ekspertem. Żeby już nie przedłużać, chciałam zapytać, czym tak naprawdę jest ta samoocena, o której dzisiaj będziemy rozmawiały.

KCh: Samoocena to jest postawa wobec siebie oparta na samowiedzy, czyli na tym, jak dobrze siebie znamy, jak siebie oceniamy. Samoocena jest dla nas tym, czym jest fundament dla domu. To jest trochę tak jak z układanką. Samoocena jest jednym z elementów, z puzzli, który razem z poczuciem własnej wartości, z pewnością siebie tworzy coś, co pomaga nam zbudować wizję macierzyństwa – bo będziemy mówić o samoocenie w kontekście bycia mamą.

DH: I powiedz mi, dlaczego samoocena jest tak ważna. Bo tutaj będziemy też poruszały mocno bycie mamą, docenianie siebie przez pryzmat bycia mamą. Dlaczego to jest takie ważne?

KCh: Samoocena jest istotna, żeby stworzyć wizję macierzyństwa i móc ją realizować po swojemu. Żeby ta wizja macierzyństwa była Twoja, spójna z Tobą. Nie taka, jak ktoś Tobie narzuci, jak ktoś Tobie wymyśli, tylko taka, którą Ty podążasz, bo wiesz, co dla Ciebie jest ważne. Masz swoje priorytety, masz swoje zasady i jesteś im wierna. To samoocena daje Ci siłę, żeby faktycznie tą drogą iść. Jeśli tego nie ma, to ktoś inny za Ciebie wyreżyseruje Twoją wizję macierzyństwa. I wtedy w tej wizji macierzyństwa jest bardzo dużo „powinnam”, „wypada”, „trzeba” – to są nasze przekonania. Można by o tym mówić dużo. Myślę, że na to będzie jeszcze czas później.

DH: A powiedz mi, proszę, w takim razie, skąd bierze się niska samoocena.

KCh: Ja bym tu raczej powiedziała, jakie są elementy samooceny, i może, jak to wytłumaczę, to będzie łatwiej uszeregować, że jest niska, zawyżona, zaniżona i zdrowa samoocena. Warto jest to rozgraniczyć i poszukać, na którym ja jestem etapie. Więc jeśli chodzi o samoocenę, to jest tak naprawdę to, co o sobie wiemy. Nie to, co wiemy od innych, kto nam coś powiedział, jakie my jesteśmy. Jak się przygotowywałam do tego wystąpienia, to przypomniał mi się film z Julią Roberts – Uciekająca panna młoda. Ona tam za każdym razem miała innego narzeczonego, zanim jeszcze nie zdążyła uciec. Jeden lubił jajka na twardo, drugi na miękko, trzeci w koszulkach, czwarty sadzone. I ona za każdym razem lubiła dokładnie takie same jak on. Ona nie miała swojego zdania. Nie miała swojego smaku wyrobionego, w takim sensie, że zawsze się podporządkowywała.

To nie jest tak, że ktoś nam powie, jakimi my powinnyśmy być mamami, tylko Ty sama to musisz czuć. I to też jest kwestia takiego docierania się z dzieckiem, poznawania się i budowania tej relacji w macierzyństwie, ale także testowania. To, co dla mnie jako mamy trójki dzieci jest dobre, dla Ciebie wcale nie musi być. Ty możesz mieć inne wartości, inne priorytety i sobie testujesz, poznajesz i wybierasz, co dla Ciebie jest właściwe, z czym Ty się dobrze czujesz. Więc warto sobie zadać pytania: Co mi służy? Co mi nie służy? Z czym ja się dobrze czuję? Kiedy jestem szczęśliwa? Co się na to składa? Jak ja reaguję w danej sytuacji? Jakie jajka lubię? Co mi smakuje? Żeby wiedzieć, co jest moje w tym wszystkim. Wtedy Ty tworzysz tę wizję macierzyństwa i ona jest faktycznie spójna z Tobą.

DH: Reasumując: musimy siebie bliżej poznać, żeby móc w pełni się realizować jako mamy, a nie realizować czyjś plan.

KCh: Bo to jest też to, co o sobie sądzimy tak naprawdę. Nie tylko, co o sobie wiemy. Pracuję z mamami i jestem święcie przekonana, że każda mama jest wyjątkowa i odlotowa. Jak nagrywam podcast i pytam, co dla Ciebie znaczy być odlotową mamą, to ta odlotowość ma naprawdę bardzo dużo znaczeń, dużo obliczy. Tu nie ma odpowiedzi jednej, słusznej i właściwej. Więc to nie jest tak, że musisz się wpisać w jakiś konkretny szablon, tylko po prostu bądź mamą taką, jaką jesteś. I jesteś wyjątkowa.

Kolejną rzeczą, która wpływa bardzo na naszą samoocenę, są przekonania i to, co wyniosłyśmy z domu. I to, co już wcześniej powiedziałam: „wypada”, „powinno być”, „należy”, „trzeba”. Jest także porównywanie się, które może być na plus, kiedy jest to porównywanie takie, które inspiruje, zachęca do rozwoju. A może być też na minus, jeśli samoocena spada, bo czujemy się gorsze, bo mamy poczucie krzywdy, bo nie doceniamy tego, co mamy. I gdzieś nawet może się pojawić rywalizacja. Także to jest to porównywanie, które zdecydowanie nam nie służy, nie służy naszej samoocenie.

O przekonaniach można by mówić dużo. One są tak naprawdę trochę, jak taki kamień w bucie. I my przez jakiś czas możemy sobie iść z tym „powinno się”, „wypada”, „należy”, „trzeba”. I ten kamień, co jakiś czas da nam o sobie znać. A po pewnym czasie – i to też jest bardzo indywidualna kwestia –frustracja będzie narastać, kamień będzie coraz bardziej ocierał, uwierał. I to będzie taki sygnał, że nie jest mi z tym dobrze, że trzeba coś z tym zrobić – dać sobie czas, żeby ten kamień wyjąć, przeanalizować, co mnie wkurza, co mnie uwiera, co mnie boli.

DH: Myślę, że bardzo wiele mam jest w takim natłoku codzienności, tak jak Ty powiedziałaś na początku. Mamy żyją na takim autopilocie i tak naprawdę nie mają wiele czasu na zastanawianie się, na myślenie. Rano wstają, ogarniają dzieci, potem do pracy, po pracy szybki obiad, odbieranie dzieci w międzyczasie ze szkoły, z przedszkola, później w domu odrabianie lekcji w szybkim tempie, zajęcia dodatkowe, później wieczorna rutyna związana z kolacją i z kładzeniem dzieci spać. I tak dalej, i tak dalej. I często moje podopieczne mówią: „Ja po prostu wieczorem padam ze zmęczenia. Nie mam na nic siły, jestem wyczerpana. I jadę tak naprawdę na takim autopilocie, żeby to wszystko realizować, i nie mam czasu się zastanawiać. A jak bym się zaczęła zastanawiać, to jeszcze, nie daj Bóg, bym coś zobaczyła, czego może lepiej nie widzieć”. Czy uważasz, że jest wiele kobiet, które właśnie tak funkcjonują?

KCh: Myślę, że jest takich mam bardzo dużo, tym bardziej że żyjemy w takich bardzo zabieganych czasach. Dlatego myślę, że warto tę wizję macierzyństwa realizować tak bardzo po swojemu. My często mamy różne wyobrażenia, na przykład pod wpływem korzystania z mediów społecznościowych. Nawet dotarłam do badań, które Uniwersytet Pensylwanii przeprowadził w 2018 roku. I może to nie jest nic tak bardzo odkrywczego, ale pokazały one, że korzystanie z mediów społecznościowych bardzo wpływa na samoocenę, niestety, w sposób negatywny, bo często się porównujemy.

W mediach są kreacje, a nie takie prawdziwe życie. Celebrytki na ściankach tydzień po porodzie w sukni sexi flexi – to niby są tylko migawki w tej naszej zabieganej codzienności, ale niestety bardzo wpływają na samoocenę mam. Bo chciałabym, żeby było tak, a jest inaczej. Wtedy rodzi się stres, bo jestem tu, a chciałabym być tam. Właśnie tego czasu jest jakby coraz mniej. To jest taka bolączka. A czasu mamy tak naprawdę wszyscy tyle samo. Chodzi o to, jak nim gospodarujemy.

DH: Powiedziałaś na początku naszego spotkania, żeby pracować nad sobą. Chciałam zapytać o poczucie własnej wartości, pewność siebie i samoocenę. Spotkałam się z tym, że kobiety używają tych wyrażeń jako synonimów.

KCh: To nie są synonimy, na pewno. Jesper Juul powiedział: „Twoja wiedza na temat tego, kim jesteś, jest poczuciem Twojej wartości”. Czyli to jest to, jak o sobie myślisz, czy uważasz, że z Tobą jest OK. Mając poczucie własnej wartości, możesz budować wiarę w siebie, czyli wiarę i świadomość, do czego jesteś zdolna, w czym jesteś dobra. A pewność siebie – każda z nas ma pewność siebie. Tylko że to są takie pokłady w nas mniej lub bardziej ukryte, które się uaktywniają.

I to znowu jest taka bardzo indywidualna kwestia, bo każda z nas ma jakąś czynność, w której czuje się jak ryba w wodzie. To może być gotowanie, szydełkowanie czy jakieś zadania, ćwiczenia, jazda samochodem. I kiedy wykonuję te zadania – cokolwiek, w czym czuję, że jestem dobra – mam tę pewność siebie. Także my to mamy i to się uaktywnia w niektórych sferach życia. Tak bym to rozgraniczyła. Natomiast znowu nawiąże do puzzli, bo one się po prosu uzupełniają i dopiero razem tworzą fantastyczną całość.

DH: Dostałyśmy w pigułce informacje o samoocenie, o pewności siebie, o poczuciu własnej wartości. Czy chciałabyś coś jeszcze dodać? Ja jestem już tak ciekawa tych praktyk i technik, że nie mogę się doczekać. I myślę, że nasi słuchacze i widzowie również. Czy chciałbyś jeszcze jakoś domknąć ten temat, zanim przejdziemy do metod?

KCh: Tak.

DH: To bardzo proszę.

KCh: Powiem jeszcze tylko o obszarach samooceny. Warto jest sobie zrobić taką tabelkę plus i minus i sprawdzić, jak to jest u nas dzisiaj, jeśli chodzi o: wygląd, myślenie, działanie, relacje, płeć i to, jak siebie postrzegam w kontekście bycia człowiekiem moralnym, uczciwym. Bo to jest takich pięć aspektów, przy których można zrobić sobie takie samobadanie. Jeśli chodzi o wygląd, to ja już trochę powiedziałam o mediach społecznościowych. Jeśli chodzi o myślenie, działanie (czyli inteligencję, kompetencje, zdolności i umiejętności), to jest nic innego, jak to, ile razy się czegoś uczymy jako mamy. Dziecko się nie rodzi z instrukcją obsługi. Ja mam troje dzieci i każde ma inną instrukcję obsługi. Nasze macierzyństwo się zmienia, bo my, jako mamy, się zmieniamy.

I zdarza się, że my sobie wyrzucamy, że jesteśmy beznadziejne, że czegoś nie umiemy, że coś nam nie wyszło. Kiedy dziecko się czegoś uczy, to my kibicujemy. I są fanfary na pierwszy krok, na akcję nocnik. A same od siebie bardzo dużo wymagamy i jesteśmy względem siebie bardzo krytyczne. Później będę jeszcze mówić o naszym wewnętrznym krytyku.

O krytyce, porównywaniu się można powiedzieć bardzo dużo. Pamiętam, jak poszłam sama z dziećmi do kościoła, z trójką. Mąż był wtedy na uczelni i stwierdziłam, że pójdę sama. One jeszcze wtedy były dużo młodsze. Teraz mają pięć, siedem, dziewięć. Wtedy mniej więcej dwa, cztery, sześć, więc taka jazda bez trzymanki. Poziom ich koncentracji i grzeczności to nie był level master. No więc kosztowało mnie to dużo stresu. A potem, jakoś w tygodniu, byłam z dziećmi na placu zabaw i usłyszałam od jednej mamy: „A widziałam Panią w kościele. My z mężem się zastanawiamy nad trzecim, ale jak Panią widzę w kościele z trójką dzieci, to nam się odechciewa”. Więc trzeba wiedzieć, co się mówi. Takie uwagi mogą wpływać na czyjeś poczucie własnej wartości, na czyjąś samoocenę.

To samo może się zdarzyć w przychodni, kiedy dziecko płacze po szczepieniu, jest za gorąco i tak dalej. I słyszysz te kąśliwe uwagi. Jest bardzo dużo ludzi dobrych, którzy przepuszczą w kolejce, i to jest super – tego trzeba się trzymać, to trzeba doceniać. Natomiast umiejętne zwracanie uwagi, przyjmowanie krytyki to też ważne kwestie. Szczególnie jeśli jest się taką mamą, której samoocena może bardzo podupaść, kiedy spotka się z nieżyczliwym komentarzem. Także na to też uczulam.

Aha! I warto też, jak już się zrobi plusy i minusy, po pół roku, po roku zrobić sobie to jeszcze raz i zobaczyć, na jakim etapie ja jestem teraz. Jak ta moja ocena dziś ma się do tego, co było pół roku wcześniej. Więc to jest ważne.

I jeszcze tutaj chciałabym dopowiedzieć o zdrowej samoocenie. Zdrowa samoocena to jest przede wszystkim znajomość siebie: swoich zalet, swoich talentów, swoich atutów, swoich mocnych stron i znajomość również swoich minusów, tego, że mam wady, mam słabości i może nie we wszystkich kwestiach jestem doskonała. Natomiast te wady, słabości akceptować nie na poziomie „klękajcie narody, oto jestem”, tylko z takim zdrowym podejściem – „OK, nad tym trzeba popracować, to temu się przyjrzę, to tutaj zobaczę, co da się z tym zrobić, może będę umiała zrobić to lepiej”. I przeramować trochę to myślenie, żeby nie skupiać się na minusach, na tym, że znowu mi nie wyszło. Tylko pamiętać o swoich plusach, a dodatkowo jeszcze koncentrować się na tym, co można zrobić lepiej. No i teraz przechodzę do tego, co można zrobić lepiej.

DH: Zwrócę się do osób, które zaczęły nas oglądać dopiero niedawno: proszę, żebyście zadawały pytania do naszego eksperta. My do tych pytań wrócimy na końcu naszego spotkania. Proszę również o to, żeby zostawiać lajki, serduszka w podziękowaniu za to, że nasz ekspert jest dzisiaj z nami. I nie obawiajcie się, to nagranie zostanie na naszym fanpage’u, a także będzie udostępnione na kanale YouTube: Sama Mama TV Channel. Osoby, które nie mogą być dzisiaj z nami, nie mogą oglądać na żywo, też zachęcam do zostawiania komentarzy pod nagraniem. My do tych komentarzy wrócimy w późniejszym terminie. A teraz przechodzimy do najbardziej ekscytującej dla mnie części naszego dzisiejszego spotkania, czyli do technik – jak podziałać w praktyce. Oddaję głos naszemu ekspertowi.

KCh: Dziękuję. Zacznę od Thank you for today. Jest to metoda, którą ja pracuję, i ona się wzięła z mojego wcześniejszego życia zawodowego. Moje doświadczenia zawodowe to lotnictwo. Kiedy latałam i byłam stewardesą, to kapitan po skończonym rejsie zawsze mówił: „Thank you for today”. I w tym zdaniu było bardzo dużo takiego docenienia: dobra robota, dziękuję za dzisiaj. I we mnie wtedy to bardzo mocno wybrzmiewało. Gdy zostałam mamą, to moje Thank you for today chciałam odnaleźć w tej zabieganej codzienności, często poplamionej, często gdzieś tam z pieluchą, z nocnikiem, z laktacją i tak dalej, i tak dalej. Chodzi o docenienie siebie, danie sobie takiego Oskara na koniec dnia, przybicie sobie piątki, zauważenie u siebie i u innych nawet małych kroków.

I też docenienie siebie za supermoce. Bo my na co dzień mamy bardzo dużo supermocy, chociażby właśnie wyszykowanie dzieci rano, siebie do pracy, ogarnięcie całego poranka, tej bieganiny. A te nasze supermoce często nam powszednieją i sądzimy, że każda mama to potrafi, każda to robi. Warto jest je u sobie zauważyć i docenić. To jest właśnie to Thank you for today – wdzięczność, docenienie, zauważenie tego, co robię.

Drugim takim patentem jest słoik mocy, może być to słoik wdzięczności, może być to słoik sukcesów. Ja o nim usłyszałam pierwszy raz od Oli Budzyńskiej, Pani Swojego Czasu – u niej chyba jest słoik sukcesów, ja mam słoik mocy. Można mieć swój własny, indywidulany i trzymać tam swoje drobne osiągnięcia, te małe kroki. To nie musi być wcale zdobycie Oskara czy Nobla, czy czegoś innego. My mamy słoik rodziny i tam są nawet sukcesy nocnikowe dzieci. Fajnie jest pisać datę i po czasie wyjmować te karteczki. Nie dość, że jest później dużo śmiechu, to też jest taka wartość dodana – samo napisanie, wrzucenie to jedno, ale kiedy to potem wyjmujemy i sobie czytamy, to naprawdę działa.

Trzecim patentem jest rozmowa z krytykiem wewnętrznym. Krytyk wewnętrzny jest tak naprawdę naszym sprzymierzeńcem. To jest część nas samych, tylko że kiedy my po całym dniu chciałybyśmy sobie przyznać Oskara, to krytyk wewnętrzny przyzna nam Złotą Malinę. I jego zadaniem jest utrzymanie status quo, tak żeby się nic nie zmieniało. W coachingu on jest nazywany często strażnikiem zmiany. I on tak naprawdę ma dobre intencje, tylko ten jego status quo to jest nic innego jak: „A idź z tym kamieniem w bucie, no co ci on przeszkadza”. A kamień mi naprawdę przeszkadza.

Więc to jest właśnie kwestia przedyskutowania sobie tego ze strażnikiem zmiany. I tu też trzeba się zatrzymać, żeby ten kamień wyjąć, i usiąść sobie na ławce. (Można sobie tego strażnika zmiany czy krytyka wewnętrznego nawet jakoś nazwać. On tak naprawdę nie ma złych intencji). I zadać sobie pytania: Czy ja chcę się tak czuć? Co mi to daje, że ja się tak czuję? Co ja mogę z tym zrobić? Kto zasiał we mnie to przekonanie? Czy ono mi służy? W jakich sytuacjach to się uaktywnia, że ja tak o sobie myślę? Żeby to sobie przeanalizować. To znowu gdzieś tam w tej bieganinie może być trudne, więc warto faktycznie dać sobie chwilę albo dwie, albo i więcej, żeby się temu bliżej przyjrzeć.

DH: Jeżeli mogłybyśmy zrobić stop-klatkę na tym krytyku wewnętrznym. Moje Drogie Panie, Drogie Mamy, ten krytyk wewnętrzny, o którym tu powiedziała Karolina, to jest chyba jeden z ważniejszych elementów, z którym warto się zaprzyjaźnić w naszym życiu. Bo bardzo często jest tak, że poddawane ocenie innych osób, wkładamy sobie do głowy różne myśli. I w naszej głowie się to wszystko transformuje, i później nasz krytyk wewnętrzny wbija szpilę, że coś nie wyszło, że było nie tak, nie zostało dopracowane na szóstkę z plusem. I ja zawsze myślę o tym, że to troszkę jak w szkole. Jak dziecko przynosi do domu czwórkę, no to nie mówimy mu: „A czemu nie szóstka”. Tylko mówimy: „Super, o wow! Fajnie napisałeś (czy napisałaś) ten sprawdzian. Widać, że się dużo przygotowywałeś. I teraz zaliczyłeś, jest super”. I myślę, że warto też głośno mówić: „Wiesz mam problem, bo wydaje mi się, że jestem dla siebie za surowa, proszę, doradź mi. Powiedz, jak u ciebie to wygląda”. Warto porozmawiać o tym z inną mamą i porozmawiać z samą sobą, czy rzeczywiście nie jestem dla siebie zbyt surowa. Nie wiem, czy czytałaś Czułą przewodniczkę.

KCh: Tak, mam ją.

DH: Ja również ją czytałam, zaraz po premierze. Tam jest taki fragment, w którym kobieta reaguje na sytuację w pracy. Nie wysłała jakiegoś maila i mówi: „Jejku, ty kretynko, nie wysłałaś maila, ale z ciebie idiotka!”. A potem czytamy, żeby powiedzieć to samo swojej koleżance w pracy: „Ale z ciebie idiotka, bo nie wysłałaś maila do klienta, no kretynka!”. Wasza relacja już by nie wyglądała tak samo po takiej rozmowie. I raczej ta koleżanka nie byłaby do Ciebie przychylnie nastawiona. A my sobie serwujemy takie negatywne opinie, myślenie, które gdzieś w nas później zostaje. I dlatego uśmiechnęłam się, jak powiedziałaś o tym wewnętrznym krytyku, i czekałam na moment, żeby zrobić stop i powiedzieć, jakie to jest ważne, co my w siebie ładujemy. Bo do dzieci też nie mówimy: „Ale z ciebie x czy y, bo dostałeś dzisiaj jedynkę”. Tłumaczymy to gorszym dniem, gorszym samopoczuciem, trudnym zadaniem do wykonania czy w jakiś inny sposób. Natomiast nie jesteśmy tak surowe jak w stosunku do siebie. Nawet zauważyłam, że do partnerów (czy mężów, chłopaków) jesteśmy bardziej przyjaźnie nastawione niż same do siebie.

KCh: Tak, zgadza się. I sposobem na krytyka wewnętrznego może być też właśnie słoik mocy. Bo kiedy wyjmujemy karteczkę z takim – może nam się wydawać – małym sukcesem, jedną, drugą, trzecią, kolejną, to właśnie mamy kolejne argumenty, żeby przedyskutować z krytykiem i pokazać mu: „Ha, ha! Wcale tak nie jest. Tu się mylisz, kochany!”.

DH: Trzeba się z nim zaprzyjaźnić.

KCh: Zaprzyjaźnić, tak. I bardzo mocno to się zazębia i pasuje do mocy słowa, bo tak nazwałam czwartą technikę. Tutaj polecam Michała Zawadkę – zarówno dla dzieci, jak i dla nas, mam. I to nie tylko poezję motywacyjną, ale również taką serię Chcę być kimś!. Michał Zawadka bardzo dużo pisze i odnosi się do tego, co o sobie mówimy, co o sobie myślimy. I jest właśnie takie powiedzenie, na które możemy nie zwracać uwagi: „udało się”. Mówiąc, że coś się nam udało, umniejszamy swój trud, umniejszamy swoje zaangażowanie.

Dajmy na to, że jest poranek i udało mi się wyszykować dzieci – to, że ten poranek wyglądał spokojnie i przebiegł w miłej i bezstresowej atmosferze, stało się dlatego, że dzieci poszły odpowiednio wcześnie spać i rano można było je dobudzić. To, że nie trzeba było 15 minut szukać klucza, że dzieci są już spakowane na następny dzień, a nie robią tego rano, to, że mamy przygotowane ubrania na kolejny dzień i rano nie ma problemu „gdzie moja skarpeta” albo „nie chcę tej spódniczki, bo się za mało kręci”, to nie jest tak, że się udało. Tylko to jest kwestia naszego zorganizowania, przygotowania, zaangażowania i takich różnych tipów, patentów na to, żeby faktycznie ten poranek mógł przebiegać w miłej i spokojnej atmosferze.

Mama jest trochę jak saper i te miny umie przewidzieć i sprawnie zdetonować.

Druga sprawa to jest właśnie to, co już wcześniej powiedziałaś, cytując Czułą przewodniczkę – jak o sobie myślmy, jak o sobie mówimy, kiedy nam coś nie wyjdzie. Podczas warsztatów jedno z zadań polega na tym, żeby napisać to, co sobie powiem albo pomyślę, kiedy na przykład źle skręcę samochodem, coś stłukę. I jeśli jest to coś negatywnego, to trzeba to skreślić, napisać coś pozytywnego, a potem to samo powiedzieć do osoby obok tonem miłym, seksownym, kokieteryjnym. Chodzi o to, żeby ten nasz krytyk wewnętrzny się nie nakręcał, bo jak on się nakręci, to rodzi się stres, frustracja. Najczęściej na wieczór serwujemy sobie taką fabrykę trosk, idzie wtedy pełną parą.

DH: Dokładnie tak.

KCh: I takim piątym patentem jest umiejętność odreagowania swoich emocji, bo one zbierane i kumulowane dadzą o sobie znać. I często wystarczy taka iskra zapalna, niekoniecznie jakaś bardzo ważna sprawa, tylko naprawdę drobnostka, i niekontrolowane emocje mogą siać spustoszenie. A to jest coś, czego na pewno żadna mama nie chce. Więc warto jest znaleźć ten wentyl, umieć odreagować emocje i również pomóc w tym dzieciom. Bo, tak jak powiedziałam, każde dziecko ma inną instrukcję obsługi i każde inaczej odreagowuje. Także każdy może szukać swoich własnych patentów. Ja mogę się podzielić swoimi: oddech, spacer, ćwiczenia, przytulas, muzyka. I tu wracamy znowu do samooceny, bo kiedy my siebie lepiej znamy i wiemy, kiedy i jak reagować, to też ta nasza samoocena wzrasta.

DH: Kiedy słuchałam tego, co mówiłaś, zrodziło mi się pytanie, jak kobieta, mama, która jest z dziećmi, ma mało czasu, mogłaby odreagować stres. Jak mając w domu małe dzieci, które jeszcze nie chodzą do szkoły, taka mama mogłaby sobie pomóc, odreagować stres i dać upust tym emocjom (zdrowy upust)?

KCh: Takim najprostszym, najtańszym, zawsze i wszędzie dostępnym narzędziem jest oddech, świadomy głęboki oddech – podkreślam, że świadomy. Można wziąć go pełną piersią i po prostu zatrzymać. Kiedy wdychamy, liczymy do ośmiu, zatrzymujemy, liczymy do dwóch, a wydychamy już ze spokojem – długi spokojny wydech. Tych oddechów może być czasami trzy, pięć i to jest na już, na teraz, to na pewno pomoże tak doraźnie. Warto jest też tego uczyć dzieci, bo to uspokaja, dotlenia, no i naprawdę jest zawsze dostępne, nie trzeba tego nosić w torebce. [śmiech]

DH: Czyli oddech. Patrzę powoli na czat, co tam się dzieje, czy są jakieś pytania do Karoliny. Jeżeli macie jakieś pytania, zainteresował Was temat lub któryś z wątków, to proszę piszcie na czacie, my będziemy do tego wracać. A ja bym prosiła, Karolina, o to, żebyś podała jakichś pięć złotych zasad, złotych rad, które Ty na swoich warsztatach proponujesz swoim podopiecznym w tym procesie zmiany i pracy nad samooceną.

KCh: Przede wszystkim to jest Thank you for today, bo tutaj tak naprawdę wpisuje się bardzo dużo. To jest wdzięczność, docenienie siebie, zauważenie swoich starań, takich nawet małych kroczków. To może być ugotowany obiad – tylko teraz przy trójce dzieci ugotuj obiad, który będzie zdrowy, przy którym cały dzień nie będziesz stała w kuchni, będzie odpowiedni dla alergika i jeszcze taki, który zje niejadek. Więc doceniajmy się za takie małe rzeczy. Bo te supermoce nam powszednieją i ich nie zauważamy.

Więc myślę, że Thank you for today i te małe kroczki, żeby też nie wymagać od siebie nie wiadomo ile, tylko mierzyć siły na zamiary. Czasami nasza lista rzeczy do zrobienia na dzisiaj jest po prostu przeogromna. A jeśli my od siebie wymagamy nie wiadomo czego, to później życie to weryfikuje. No bo jest plama, dziecko trzeba odebrać z przedszkola, bo jest chore, i te nasze plany legną w gruzach. I wtedy oczywiście co robimy? Biczujemy się, zapętlamy. I ten nasz krytyk wewnętrzny wtedy faktycznie na wieczór zafunduje nam fabrykę trosk. Także trzeba dać sobie przyzwolenie na małe kroki, doceniać się i mieć w sobie taką wdzięczność i też odwagę, żeby prosić o pomoc. To też jest bardzo ważne.

Kolejną rzeczą, którą właśnie zaadaptowałam z lotnictwa jest bardzo popularny już zresztą motyw, jak w samolocie podczas dekompresji, czyli spadku ciśnienia w kabinie, spada maska.

Procedura bezpieczeństwa – nie zdrowego egoizmu, tylko bezpieczeństwa – mówi, żeby tę maskę nałożyć najpierw sobie, potem innym.

I to tak jest, że jak my sobie nie pomożemy, nie poradzimy sobie z własnymi emocjami, to dzieci to zobaczą. Natalia de Barbaro powiedziała w Czułej przewodniczce, że dzieci rozliczają nas z waluty, którą jest czas. I jak my nie damy nawet kawałka tego czasu dla siebie, to potem będzie stres, frustracja i to wszystko się odbije na naszych najbliższych tak naprawdę.

DH: Najpierw ten czas dla siebie i zadbanie o swoje potrzeby.

KCh: Tę maskę załóżmy najpierw sobie, sobie dajmy ten czas, to może być właśnie oddech, to może być telefon do przyjaciółki, to może być kawa ciepła – nie taka dopijana przez cały dzień, tylko ciepła kawa wypita we własnym towarzystwie, z książką na przykład. Ja tu mówię tak naprawdę tylko o 10 minutach, więc to są te małe kroki.

DH: Cudownie. Bardzo się cieszę, że poruszyłyśmy taki ważny temat i że przyjęłaś moje zaproszenie. Wiem, że można znaleźć Cię w sieci, więc, proszę, powiedz, gdzie Cię można znaleźć, jak można skorzystać z konsultacji z Tobą.

KCh: Mam nadzieję, że pod nagraniem będą wklejone linki: www.odlotowa-mama.pl (można również się zapisać na newsletter), jestem też na Facebooku jako Odlotowa Mama. No i zapraszam na warsztaty, a szczególnie – na gratisowe konsultacje. Konsultacja jest niezobowiązująca. Jest to rozmowa dwóch odlotowych mam i po tej rozmowie na pewno poczujesz się lepiej. Jest to bardzo wartościowa rozmowa. Także serdecznie, serdecznie zapraszam do wspólnego przyjrzenia się Twojej wizji macierzyństwa, Twojej samoocenie i temu, co można dalej z tym zrobić.

DH: Ja również serdecznie rekomenduję korzystanie z zasobów wiedzy, czasu i energii naszego gościa. Zachęcam do podcastów, które Karolina nagrywa. Są fantastyczne. Rekomenduje Wam, żebyście w odnośnikach, które będą pod nagraniem, to znalazły i zerknęły, i spróbowały się może też umówić na taką niezobowiązującą konsultację. Moje Kochane, ja, jak zawsze, proszę o lajki, serduszka, podziękowania za to, że nasz gość był dzisiaj z nami. Bo to jest zawsze takie miłe i serdeczne, kiedy Wy dziękujecie. Przypomnę, że live był realizowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030. Moim i Państwa gościem była Karolina Choszcz, Odlotowa Mama. Dziękuję bardzo za spotkanie.

KCh: Dziękuję serdecznie.

Transkrypcja i korekta – Anna Mudryk (anna.mudryk@gmail.com)

Zobacz także:

Wewnętrzny krytyk jako przeszkoda do samoakceptacji