0

Internet to zarazem błogosławieństwo i przekleństwo. Błogosławieństwo, bo daje szybki dostęp do różnego rodzaju informacji i pomaga zająć dziecko, gdy potrzebujemy chwili na wykonanie pilnej sprawy, a przekleństwo, bo na użytkownika czyha wiele niebezpieczeństw – niezależnie od wieku.

Na spotkaniu dowiesz się:

  1. Czy w dzisiejszych czasach można mówić o bezpiecznym Internecie?
  2. Kiedy i w jaki sposób wprowadzać dziecko w świat Internetu?
  3. Jak chronić prywatność swoją i dziecka w Internecie?
  4. Jakie narzędzia pozwolą nam na zachowanie bezpieczeństwa naszego dziecka w Internecie?
  5. Czego absolutnie dzieci nie powinny udostępniać w Internecie?
  6. Dobre praktyki korzystania z Internetu przez dzieci.
  7. Jakie mamy możliwości prawne (formalne), kiedy nasze dziecko staje się ofiarą hejtu w Internecie?
  8. Pięć złotych zasad bezpiecznego korzystania przez dzieci z Internetu

Nasz gość:

Kamila Chęcińska – instruktorka programowania i robotyki, trenerka kompetencji cyfrowych, w tym cyberbezpieczeństwa, Latarniczka Polski Cyfrowej. Obecnie realizuje doktorat na Akademii Górniczo-Hutniczej. Jeśli chcecie się więcej dowiedzieć o Pani Kamili to zapraszamy na stronę sites.google.com/view/checinscy/home

Bezpieczne dziecko w internecie – rozmowa z Kamilą Chęcińską

Transkrypcja:

Dominika Hapek: Moi Drodzy, dzisiaj zapraszam Was na rozmowę z niesamowitą kobietą, która opowie nam o tym, jak nasze dziecko może być bezpieczne w sieci. Temat jest bardzo ważny, bardzo na topie. Wczoraj obchodziliśmy Dzień Bezpiecznego Internetu. W związku z tym dzisiaj wybrałyśmy właśnie tę tematykę. Naszym gościem jest pani Kamila Chęcińska, która jest instruktorem programowania i robotyki, trenerem kompetencji cyfrowych – w tym też zajmuje się cyberbezpieczeństwem. Obecnie realizuje doktorat na Akademii Górniczo-Hutniczej. Prywatnie szczęśliwa mama małego bobasa.

Rozmawiałyśmy przed wejściem na antenę, że Pani ma szczęście, bo dzidziuś już śpi. Wiem, że nie we wszystkich domach jest taka możliwość. I wiem, że nie wszyscy z Was mogą być z nami na żywo. W związku z tym, Kochani, pamiętajcie, że dla tych osób, które będą odsłuchiwały nasze spotkanie, jest szansa zadawania pytań pod nagraniami – na fanpage’u czy na YouTubie. Będziemy na nie odpowiadać.

Pani Kamilo, proszę powiedzieć, skąd w ogóle zainteresowanie tematyką ze świata męskiego – bo często mówi się, że programowanie, informatyka, dział IT to taka męska sfera. Skąd takie zainteresowanie? I skąd w ogóle pomysł na założenie firmy szkoleniowej w tym kierunku?

Kamila Chęcińska: Dzień dobry, witam Państwa serdecznie w ten wieczór. Tak, mój maluszek śpi, aczkolwiek to nigdy nie jest pewna sprawa. Więc gdybyśmy Grzesia usłyszeli w tle, to przepraszam, ale on uwielbia szkolić, bo z mamą całą ciążę szkolił, zatem chętnie się wypowiada.

Drodzy Państwo, skąd męskie zainteresowanie? No faktycznie jestem taką techniczną kobietą, można by powiedzieć, aczkolwiek nie, to wcale nie męskie zainteresowania. Zawsze powtarzam wszystkim moim uczniom, że programowanie to jest pewien styl myślenia, który należy wypracować. Bo proszę zwrócić uwagę – programujemy w Pythonie, C++, Javie, JavaScripcie, no masę mamy tych języków. Dzieci próbują swoich sił na przykład w Strachu. To skąd mamy wiedzieć, który język wybrać, który będzie za kilka lat dalej na topie. To nie o to chodzi, by się nauczyć języka (oczywiście o to też w jakimś tam docelowym momencie), ale o styl myślenia – bardzo taki logiczny, algorytmiczny – który należy wypracować. I od tego wszystko się zaczyna. A potem, proszę mi wierzyć, idzie już z górki. I to bardzo ładnie widzę po moich uczniach. A zarażono mnie tym jeszcze w liceum, gdzie mieliśmy programowanie, no i tak się zaczęło.

DH: Super. Bardzo się cieszę. Wśród naszych znajomych dość wiele osób programuje i większość akurat jest reprezentantami płci męskiej, aczkolwiek wiem, że w Krakowie działa fundacja wspierająca właśnie zaangażowanie kobiet, które są pasjonatkami i takich działań w internecie, i cyberbezpieczeństwa i chcą znaleźć pracę w IT. Także widzę, że coraz większe zainteresowanie to budzi.

Nas dziś interesuje temat bezpieczeństwa dzieci w internecie, ponieważ bardzo wiele dzieci dzisiaj od najmłodszych lat już ma kontakt z komputerem, z internetem. Ja chciałam zapytać, czy my w ogóle w dzisiejszych czasach możemy mówić o internecie, używając formuły: „bezpieczny internet”.

KCh: To bardzo ciekawe pytanie. Może to zabrzmi bardzo górnolotnie, ale internet jest zarówno tak bezpieczny, jak i niebezpieczny. Drodzy Państwo, musimy pamiętać o tym, że pomimo naszych ogromnych starań prędzej czy później nasze dziecko będzie miało kontakt z internetem. Ono się dowie od kolegi w szkole, na urodzinach, od sąsiada. Gdzieś ten internet koniec końców pozna. Internet jest tylko narzędziem i trudno mówić, czy to narzędzie samo w sobie jest bezpieczne, czy niebezpieczne. Kluczowe jest to, do czego my go użyjemy – czy damy się oszukać, czy będziemy znali pewne zasady, jakimi się rządzi internet i dzięki którym będziemy w stanie być bezpieczni. Tutaj właśnie rodzice odgrywają ogromną rolę we wprowadzaniu dziecka w świat internetu, który jest nieodzowną częścią naszej rzeczywistości.

Nawet jeżeli zainstalujemy masę programów, zabezpieczymy przeglądarki, stworzymy odpowiednie konta Microsoftu, to mimo wszystko dziecko będzie narażone na kontakt z jakimiś niewłaściwymi treściami. Mam na myśli treści o charakterze pornograficznym, o charakterze dyskryminacyjnym, nawołujące do zachowań brutalnych, do autodestrukcji, do rasizmu – można wymieniać bez liku. Dziecko będzie miało z tym kontakt poprzez pomyłkowe wyszukania, poprzez reklamę, banery. Więc my musimy dziecko chronić nie tylko różnego rodzaju programami zabezpieczającymi, ale też nauczyć bezpieczeństwa w internecie. Tak jak na co dzień uczymy nasze dzieci, żeby bezpiecznie przechodziły przez drogę, żeby bezpiecznie zachowywały się w szkole. Jak byłam mała, pamiętam, że rodzice mnie ostrzegali, żeby na ulicy nie rozmawiać z nikim obcym. A czy my uczymy tego samego dzieci w internecie? Czy wiemy, z kim one tam się kontaktują? Taka świadomość także jest bardzo ważna.

DH: Warto też wiedzieć, kiedy my powinniśmy to dziecko wprowadzać w świat internetu, w jaki sposób to robić. Myślę, że każda mama, każdy rodzic ma dobre intencje, tylko niekoniecznie ma tę świadomość zagrożeń takich jak pisanie z nieznajomymi czy podawanie miejsca zamieszkania, czy innych danych z dokumentów. Dziecko może być totalnie nieświadome i troszkę podchwytliwymi narzędziami osoba, która ma złe intencje, może to dziecko zmanipulować. Więc jak tutaj wprowadzić dziecko bezpieczniej? Kiedy je wprowadzać – czy jest jakiś określony wiek? Czy są statystyki, kiedy najlepiej to robić i w jaki sposób?

KCh: Niestety zawiodę Państwa, ale nie ma takiej granicy, że od tego momentu już możemy wprowadzać, do tego momentu musimy odczekać. Natomiast nie pozostawię tu Państwa bez rozwiązania. Literatura z tego zakresu co prawda nie wskazuje jakiegoś konkretnego wieku, aczkolwiek bardzo często znajdujemy w niej pewne przesłanki o gotowości dziecka do wkroczenia w cyfrowy świat – znajdujemy taką serię pytań. Generalnie te pytania sprowadzają się do tego, czy nasze dziecko będzie świadomie korzystało z Internetu (czy będzie jednak przeklikiwało i wybierało, co mu gdzieś tam pod myszkę popadnie)? Czy będzie umiało zbudować relacje, takie zdrowe relacje w świecie realnym i wirtualnym – czy będzie umiało to rozróżnić? Czy będzie się umiało „wyłączyć” z internetu, wyjść z niego, odróżnić tę rzeczywistość? To oczywiście jest kilka z wielu pytań. No i jeśli odpowiemy na nie twierdząco, to możemy powiedzieć, że nasze dziecko jest gotowe. To wszystko zależy od takiego rozwoju psychologicznego naszych dzieci, no i gdzieś musimy to sami ocenić.

Natomiast druga część Pani pytania to: jak w takim razie nasze dziecko wprowadzać?

Jeżeli już uznamy, że dziecko jest gotowe podjąć tę cyfrową przygodę, to wielu rodziców decyduje się tutaj na wybór różnych przyjaznych dla dzieci stron internetowych. Sami Państwo wiedzą, że jak wpiszemy w wyszukiwarkę „strona dla dzieci”, to wyskoczy ich tutaj absolutnie bez liku. I faktycznie – korzystanie na początku z przyjaznych dzieciom stron, jest dla dzieci takim płynnym wejściem w ten cyfrowy świat, bardzo przyjemną formą. Natomiast my musimy zadbać o to, żeby te treści, które na początku już dawkujemy, faktycznie były dostosowane dla dzieci. Bo to jak się nazywa strona, a jakie ona faktycznie treści zawiera, to dwie różne sprawy, więc proszę się nie sugerować tylko nazwą. Musimy zwrócić uwagę, żeby ta strona nie zawierała treści brutalnych, wulgarnych, pornograficznych. Żeby nie dopuszczała nawet tego typu reklam, banerów, bo dziecko jeszcze nie będzie umiało sobie z tym psychicznie poradzić. Dodatkowo taka strona powinna mieć także przyjemną dla dziecka estetykę – żeby umiało się w niej odnaleźć, żeby ona go nie przerażała, nie przerastała. To są wytyczne, które daje się wkraczającym w świat cyfrowy – od tego mogą zaczynać.

Kolejną kwestią, która leży po naszej stronie jest zadbanie o to, jakie dane dziecko będzie udostępniać. Bardzo często strony wymagają podania imienia, nazwiska, nawet adresu. A nie ma potrzeby, żeby te dane od razu umieszczać w internecie. Zadbajmy o to, żeby jak najmniej danych dziecko musiało udostępniać – stron mamy do wyboru wystarczająco dużo. To będzie taki pierwszy krok do cyfrowej ochrony naszej prywatności. Żeby nie zostawić Państwa bez rozwiązań, zachęcam do zajrzenia na stronę Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Tam znajdą Państwo katalog stron – ten katalog nazywa się BeSt – w którym wymienione są strony przyjazne dzieciom, przetestowane przez Fundację, bo ona dba właśnie o cyberbezpieczeństwo. I tam też znajdą Państwo katalog BeStApp. To jest z kolei katalog aplikacji przyjaznych dzieciom. Oni też mają swoją własną przeglądarkę, która się nazywa BeSt, i ona też jest dedykowana dla dzieci. Więc od tego bym zaczęła. A nie mówiąc już o stronach, ale raczej o grach, proszę też się zawsze sugerować oznaczeniem PEGI – czasami widzimy je na opakowaniach różnych gier. To jest takie oznaczenie, które pokazuje, czy gra jest odpowiednia dla dziecka w danym wieku.

DH: Troszkę powiedziała już Pani o tym, jak chronić nasze dziecko i jego dane w wirtualnym świecie. Natomiast ja chciałabym doprecyzować, jakie są konkretne narzędzia, które możemy pobrać. Skąd je brać, aby uniemożliwić udostępnianie (świadome bądź nieświadome) pewnych treści przez dziecko? Aby właśnie ochronić dziecko i jego prywatność w internecie.

KCh: W taką ochronę prywatności zawsze wchodzą dwa czynniki. Chociaż bardzo często wiele osób zadaje mi pytanie o narzędzia, to ja na przekór troszkę dzisiaj opowiem o takim czynniku i ludzkim, i oczywiście także pod kątem narzędzi. Zacznę od tego ludzkiego, dlatego że on – jak się okazuje ze statystyk – ma ogromną wartość. I to bardzo często człowiek jest najsłabszym ogniwem w tym wszystkim. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy towarzyszyli dzieciom na początku przygody z internetem. A nawet i na późniejszych etapach. Żebyśmy dziecko uświadamiali, że aby zachować prywatność, przede wszystkim publikujmy mniej.

Drodzy Państwo, to co się raz znajdzie w internecie, pozostaje w internecie na zawsze.

Nawet jeżeli wydaje nam się, że to już skasowaliśmy, że to już nie jest zapamiętane, to nie jest prawda. Jeżeli nasze dziecko myśli, że wysłało zdjęcie tylko do swojego kolegi albo na prywatną grupę, to nie jest prawda – to trafiło do internetu, to już zobaczyło światło dzienne. Stąd takie ostrzeżenie: Publikujmy mniej! A jeżeli już publikujemy, to przede wszystkim dbajmy o to, żeby te treści nie były kompromitujące, żeby te zdjęcia, które publikujemy nie były roznegliżowane, żebyśmy nie byli na nich w dziwnych pozach. To wszystko może być wykorzystane przeciwko nam.

Jeżeli dziecko będzie chciało założy sobie jakieś konto, to sprawdźmy, czy musi podawać imię, nazwisko, adres (czasem jeszcze jest potrzebny numer telefonu), czy tych danych nie jest za dużo. Czytajmy politykę bezpieczeństwa danej strony – gdzie te dane są wykorzystywane i po co. Bo może niekoniecznie te dane są tam potrzebnie lokowane. Przede wszystkim także sprawdzajmy wiarygodność źródeł. Proszę sobie zrobić dzisiaj taki test. Proszę wejść w Sklep Play i wpisać słowo kalkulator. Wyskoczą Państwu przeróżne aplikacje kalkulatora. Tam przy każdej aplikacji będą Państwo widzieli, jakie dane będą potrzebne tej aplikacji albo do czego ta aplikacja będzie chciała mieć dostęp. I znajdą Państwo kalkulatory, które będą chciały mieć dostęp do naszej lokalizacji, do naszych multimediów – kompletnie niepotrzebnie. To jest taki bardzo prosty przykład tego, jak możemy się naciąć. A bardzo często, przeklikując „dalej, dalej, dalej, tak, tak, zgadzam się”, godzimy się na naprawdę niesamowite rzeczy.

A jeżeli chodzi stricte o narzędzia do ochrony prywatności, to zachęcam Państwa tutaj do ustawień przeglądarki, do niezapamiętywania haseł, do niezapamiętywania, broń Boże, numerów PIN do kart. Ja wiem, że to jest bardzo wygodne, ale może zakończyć się dla nas szkodliwie. Zachęcam do korzystania z kart incognito, do kont prywatnych w przeglądarkach, do czyszczenia plików cookies albo sprawdzania, jakie pliki są zapamiętywane. Myślę, że to powinno pomóc w ochronie naszej prywatności.

DH: Wiele wątków się pojawiło i dają dużo do myślenia. Moje dzieci już są na takim etapie – i myślę, że naszych widzów również – że mają już swój telefon i często sobie instalują gry ze Sklepu Play. Dzieci robią to automatycznie, są teraz bardzo bystre, korzystają z wielu narzędzi intuicyjnie. I tak jak Pani powiedziała, dzieci nieświadomie klikają „dodaj, dodaj, dodaj”, przechodząc proces dołączenia do jakiejś aplikacji, pobrania jakiejś gry. Jakie to może mieć skutki dla takiego dziecka i dla rodzica? Jeżeli dziecko, ściągając sobie jakąś grę czy aplikację na telefon, zaznacza wszystkie zgody – co się może niedobrego wydarzyć w konsekwencji?

KCh: Przede wszystkim taka aplikacja będzie miała dostęp do naszych multimediów (czyli będzie widziała, jakie mamy zdjęcia), do lokalizacji (czyli nie tylko będzie wiedziała, gdzie się logujemy, ale też będzie wiedziała, gdzie się poruszamy, w jakim obrębie). Nie wiemy, do czego takie dane ta aplikacja wykorzysta. Dodatkowo przeklikując „dalej, dalej”, godzimy się na zgody marketingowe – wykorzystanie naszego adresu mailowego czy adresu telefonu do takich celów. A potem się dziwimy, kiedy nagle dostajemy dziwne telefony z niewiadomych firm. To jest ten moment, kiedy te nasze dane wypływają sobie, trafiają do takich ogólnych baz i z tego następnie korzystają inne firmy. Oczywiście w dobie RODO jesteśmy w stanie poprosić o wycofanie naszych danych z takiej bazy.

No ale te dane wypływają. Mało tego – ściągając nawet nie tylko aplikacje ze Sklepu Play, ale przede wszystkim także różne programy z internetu, bardzo często godzimy się na zainstalowanie dodatkowych programów. I czasami będziemy wiedzieli, co zainstalowaliśmy, a czasami nie. No proszę się przyznać, czy zdarzyło się kiedyś Państwu właśnie instalować jakiś program, ściągać go z jakiejś strony, i nagle się okazuje, że mamy dodatkową wyszukiwarkę albo dodatkową przeglądarkę, albo, nie daj Boże, jakiś inny program. To są właśnie te konsekwencje.

DH: Czyli wszystko robić z rozsądkiem, spokojnie, czytając krok po kroku, co jest napisane w trakcie rejestracji czy pobierania czegoś. Proszę mi powiedzieć, jak to jest z grami. Bo bardzo często się tak zdarza, że moje dzieci mówią: „mamo, bo tutaj trzeba podać wiek”.

KCh: No właśnie. To jest kolejna kwestia. Zasady cyberbezpieczeństwa mówią, że gdzie nie trzeba, nie podajemy wieku, daty urodzenia. Te dane mogą być wykorzystane przeciwko nam, one mogą wypłynąć. Nawet mojej dzieci na zajęciach, kiedy muszą założyć jakiś nick, to dają na końcu albo datę urodzenia albo wiek. A to jest jeden z podstawowych błędów. Właśnie nawet nie tyle aplikacja musi prosić, co dziecko samo to zdradzi. Więc ostrzegajmy dzieci, że nawet tworząc hasła czy tworząc nicki, nie podajemy tego. Nie wiemy, kto to przeczyta, kto się z nami skontaktuje i po co. Myślę, że nie muszę Państwu mówić wprost, do jakich niecnych celów takie rzeczy się wykorzystuje.

DH: Przygotowując się do tego spotkania dość mocno poszukałam w internecie, co może naszym dzieciom zagrażać. I to, co znalazłam, mnie przeraziło. Niewiele trzeba się natrudzić, żeby wyszukać grupy ze zdjęciami dzieci z wakacji, w strojach kąpielowych lub bez strojów. To nie są dane, które tak trudno jest znaleźć. Jestem przerażona, ponieważ wczoraj był Dzień Bezpiecznego Internetu, dzisiaj nasze spotkanie, a nie zdawałam sobie w ogóle sprawy, że ludzie są w stanie ściągać z prywatnych profili zdjęcia dzieci w różnym wieku (dziewczynek, chłopców, nastolatków). Jest to niesamowite. Już nie będę mówiła, jakie treści i komentarze się pojawiały pod tymi zdjęciami. Natomiast właśnie to udostępnianie niby tylko znajomym na naszych publicznych profilach, może bardzo mocno zagrozić bezpieczeństwu naszych dzieci. Nie wiem, czy Pani byłaby uprzejma, bo to nie było w zakresie naszych pytań na dzisiaj, powiedzieć o zdjęciach, które są wykorzystywane poza granicami Polski.

KCh: Kiedy nasze zdjęcia trafiają do internetu, my się na to godzimy, my je publikujemy. Ale właściwie nie wiemy, do czego zostaną wykorzystane. W dobie Photoshopa wszystko jest możliwe. Więc im bardziej „zachęcamy”, im bardziej te nasze zdjęcia są roznegliżowane, a jeszcze w szczególności dziecięce, tym bardziej mogą być wykorzystane do niecnych celów. Takich przypadków jest naprawdę bez liku. Oczywiście to nie jest tak, że nie mamy osób na straży bezpieczeństwa – istnieje wiele organizacji, które wyszykują tego typu strony, oznaczają je na czarnych listach, blokują, zgłaszają je. Ale mimo to nasze zdjęcia mogą być gdzieś wykorzystane. A w momencie, kiedy to trafia na skalę międzynarodową, to nasze narzędzia do ścigania tych złych osób są coraz słabsze. Dlatego że jednak wychodzimy poza granice kraju, no i wtedy musimy nawiązać współpracę międzynarodową.

Też byłam świadkiem nie tyle wykorzystania zdjęcia, co wypływu danych, przepływu finansów na skalę międzynarodową. Wiele ludzi, moich znajomych, zostało okradzionych w ten sposób, że nagle ktoś z ich karty wypłacił pieniądze. Stało się tak przez to, że oni na przykład opublikowali zdjęcie, gdzie był fragment karty, albo zapisali dane, albo gdzieś podali tę kartę nieopatrznie, albo nie zauważyli, że strona nie jest prawdziwą stroną, tylko jest bardzo podobna do tej, na której chcieli coś kupić, albo gdzie zapisali swoją kartę. I nagle zostali okradzeni. Doszło do współpracy międzynarodowej i nie jest już tak prosto znaleźć osobę, która dokonała tej zbrodni, więc tym bardziej ostrzegam.

Wrócę jeszcze do zdjęć, bo to taka prosta, głupia sprawa, a może być naprawdę bardzo nieprzyjemna. Proszę sobie na przykład wyobrazić, że publikujemy zdjęcie lub nasze dziecko publikuje zdjęcie, które będzie dla niego kompromitujące, kiedy przypadkiem wypłynie. I nagle będzie narażone na hejt w szkole. Ile dzieci popełnia samobójstwa właśnie przez takie „głupoty”.

DH: To jest właśnie kwestia, którą również chciałam poruszyć – fala hejtu, która w tym momencie wśród dzieci się pojawia w związku z lekcjami zdalnymi, w związku z tworzeniem się grup nieformalnych, do których dzieci są zapraszane na Facebooku, w innych social mediach. Bardzo wiele tragedii się wydarza, o których my słyszymy tylko w telewizji i w radiu czy czytamy w gazetach, gdzie dzieci zapraszane są do wykonywania różnych zadań, czynności, poddawane presji społecznej, grupowej. I niestety kończą się te doświadczenia dramatycznie. I tu już alarmują i psychologowie, i terapeuci, żeby bacznie obserwować zmienne zachowanie dziecka, ponieważ grupa przeniosła ten hejt szkolny, który był wcześniej dokuczaniem, dogryzaniem, właśnie do sieci. I moje pytanie brzmi: jak my, rodzice, możemy dziecko prawnie ochronić przed takimi sytuacjami? No bo jeżeli dziecko jest obrzucane negatywnymi komentarzami, permanentnie jest na nie wylewana fala krytyki, jest sukcesywnie alienowane z grupy – to jak my, rodzice, możemy wesprzeć nasze dziecko? Ale też jakich narzędzi prawnych możemy użyć, żeby takie sytuacje nie miały miejsca?

KCh: Niestety hejt jest bardzo popularną praktyką internetową i dlatego mamy liczne przypadki, kiedy nasze dzieci spotykały takie sytuacje. I tutaj wskazywane są dwie ścieżki postępowania. Hejt zawsze ma jakieś źródło i jeżeli to źródło jest w obrębie najbliższych znajomych czy w obrębie klasy, czy szkoły, to wskazane jest, żeby pierwsze kroki podjąć właśnie z wychowawcą – podczas rozmowy z nim przedstawić tę sytuację. Pomocny będzie również psycholog szkolny, pedagog – oni prowadzą takie pierwsze działanie uświadamiająco-zapobiegające takim sytuacjom. Sama była świadkiem, jak w jednej ze szkół doszło do sytuacji, że szkoła wzywała policję po to, żeby ta przeprowadziła pogadankę – bo mundur inaczej wpływa na dzieci – żeby policjanci powiedzieli o aspektach prawnych, konsekwencjach. Natomiast jeżeli ten hejt ma większą skalę i to nie jest tylko kwestia szkoły, ale na przykład jakieś grupy w internecie, gdzie nie znamy tych osób, to zdecydowanie jesteśmy tutaj zobowiązani, by takie sytuacje zgłaszać na policję.

DH: Czyli tutaj już do organów ścigania należy się zgłosić. A co przygotować, jak pójdziemy zgłaszać takie sytuacje? Co powinniśmy ze sobą zabrać: telefon dziecka czy zrobić screeny, czy wydrukować te treści? Czy na własną rękę szukać sprawcy? Bo często Ci sprawcy są anonimowi, rzadko kiedy są z imienia i nazwiska. Co rodzic w pierwszej kolejności, przygotowując się, powinien poczynić?

KCh: Szukanie na własną rękę to jest szukanie igły w stogu siana. Tak jak Pani mówi w internecie wszyscy są anonimowi. Dzisiaj mają konto, jutro go nie mają. Szukania na własną rękę absolutnie bym nie polecała, aczkolwiek faktycznie musimy udowodnić ten hejt, pokazać, gdzie on miał swoje źródło, jakie to były komentarze. Więc to, co my możemy zrobić, to albo pokazać na żywo, albo w postaci takich wydruków. Przy czym musimy mieć świadomość tego, że policja może nas poprosić właśnie o dostęp bezpośredni do takiego konta, żeby oni byli w stanie kontynuować nasze konto i mogli starać się dotrzeć do sprawców tego hejtu.

DH: Proszę mi powiedzieć, czego nasze dzieci absolutnie nie powinny udostępniać w sieci.

KCh: Tak jak wspomniałam, przede wszystkim zwróćmy uwagę na zdjęcia – żadnych zdjęć, szczególnie zdjęć kompromitujących. Drugim aspektem – bardzo ważnym – są dane. Dzieci bardzo chętnie podają swoje imię, nazwisko, wiek, adres zamieszkania, szkołę, do której chodzą. To są dane, których ujawniania bez potrzeby należy zdecydowanie unikać. Dodatkowo nasze dzieci absolutnie nie powinny ujawniać loginów, haseł, żeby konta, które prowadzą, nie uległy przejęciu. A dzieci rzadko są tego świadome i ja nawet często na zajęciach słyszę: „Mam psa Borysa i wszystkie moje hasła są z tym związane”. No jak już to wiemy, to niewiele trzeba, żeby to hasło złamać.

Kolejną kwestią są tajemnice rodzinne. Dzieci lubią opowiadać nie tylko, gdzie mieszkają, ale także jak ich dom jest zlokalizowany, co się gdzie znajduje w domu. Myślę, że niejeden już czeka na taką informację. Ostrzegam więc przed opowiadaniem wszelkiego rodzaju tajemnic rodzinnych, które nie powinny wyjść w internecie. No a dzieci chcą się tymi faktami pochwalić i one często wypływają. Już nie wspominam oczywiście o jakichś PIN-ach do kart czy hasłach do profili zaufanych, bo podejrzewam, że nie zawsze dzieci wtajemniczamy w takie sprawy. Ale gdyby były w posiadaniu takich rzeczy, to zdecydowanie musimy je ostrzec, że to nie tylko wpłynie na nie, ale na całą rodzinę.

DH: Warto z dziećmi rozmawiać na temat bezpieczeństwa, tłumaczyć im to, o czym Pani tak szeroko opowiedziała, pokazywać może jakieś nagrania edukacyjne. Wstawimy, jeżeli Pani pozwoli, pod naszym nagraniem w komentarzu odnośnik do tej fundacji, która dba o bezpieczeństwo dzieci w internecie, sugerując, z jakich stron i narzędzi może dziecko korzystać. Natomiast myślę, że my, jako rodzice, powinniśmy też tłumaczyć dzieciom, że w internecie osoba, która jest miłą, przyjemną koleżanką, rówieśnicą, wcale nie musi taką być. I tak naprawdę jest to kreowanie fałszywego wizerunku, żeby zmylić dziecko żądne takiej akceptacji, aprobaty, dziecko, które jest zagubione, dziecko, które może być w kryzysie, które potrzebuje zainteresowania. Bardzo często dzieci piszą z osobami, których tak naprawdę nigdy nie widziały, nigdy na żywo się z nimi nie spotkały w klasie, w szkole czy poza szkołą na zajęciach dodatkowych. Ale ta osoba sugeruje, że mają wiele wspólnego, wzbudza zaufanie dziecka. Opowiada, że podobne rzeczy przeżywa, że ma dokładnie takie same problemy w domu.

Myślę, że na nas, jako na rodzicach, ciąży odpowiedzialność, żeby pokazywać dzieciom i śmiało mówić o tym, co się może złego wydarzyć – że dziecko może zostać uprowadzone, że może zostać skrzywdzone przez osobę, która ma złe intencje. Bo wiele z nas myśli: „To nam się nie przydarzy. Mieszkamy na wsi, to nas to nie spotka. Mieszkamy w dużym mieście, no przecież wszędzie są kamery. Przecież dziecko zawożę do szkoły samochodem, a potem je po szkole odbieram również samochodem”. Mamy jakby ułożone w głowie, że tak zabezpieczamy dziecko, na tyle sposobów, że nie ma fizycznie możliwości, żeby coś złego mu się stało.

KCh: A jednak się dzieje. Ktoś tak mądrze kiedyś powiedział: „Poświęć uwagę swojemu dziecku, bo jeżeli jej nie poświęcisz, poświęci mu ją internet”. I to jest prawda. Teraz będę chciała Państwu powiedzieć o składnikach cyberbezpieczeństwa – są to czynnik ludzki i techniczny. Zacznijmy od tego ludzkiego. Przede wszystkim my, jako rodzice, powinniśmy z dzieckiem wkraczać w strefę internetu. Powinniśmy je wprowadzać i uświadamiać, jakie niebezpieczeństwa mogą na nie tam czyhać. To są takie pierwsze kroki, jakie możemy podjąć. Drodzy Państwo, daleka jestem od tego, żeby nakładać na rodziców takie jarzmo, że rodzic musi być dobrym internautą, psychologiem, lekarzem i wszystkim innym. Ja sobie zdaję sprawę, że sami czasami czegoś nie wiemy. My też popełniamy błędy. Dlatego w internecie jest bardzo dużo treści edukacyjnych przeznaczonych dla dzieci właśnie z zakresu cyberbezpieczeństwa.

Pierwsza taka rzecz, która mi przychodzi na myśl, to jest seria filmików na YouTubie, która się nazywa „Owce w sieci”.

Jest to taki pakiet historyjek bardzo moralizujących, opowiadających o życiu owieczek w zagrodzie. I każda z tych owieczek korzysta z internetu. I te owieczki publikują zdjęcia bez kożuszka, poznają tajemniczego przyjaciela, są ofiarą stalkingu, zdradzają układ bacówki i tak dalej. Ulegają różnym trendom w internecie. Każda z tych historyjek oczywiście kończy się dobrze i morałem. Ważne, żeby dziecko nie tylko obejrzało filmik, ale żebyśmy też prowadzili rozmowę na ten temat. To nie tak, że my raz porozmawiamy z dzieckiem o internecie i koniec. To nie ma się skończyć na jednej rozmowie. My dziecko chcemy wprowadzać. Bardzo ważne jest to, żebyśmy słuchali, co dziecko spotyka w internecie, jak ono go poznaje. Niech nam opowie, co dzisiaj widziało, czy coś je przestraszyło, coś zdziwiło, czegoś nie rozumie. My wtedy jesteśmy w stanie na to zareagować, wytłumaczyć mu to.

Dziecko nie poradzi sobie z takimi trudnymi treściami, jakie czasami widzi dorosły i je olewa. Dziecko będzie o tym myślało, nie będzie wiedziało, jak na to zareagować. Dlatego tak ważne jest, żeby mu towarzyszyć i być z nim nie tylko od przypadku. Ważne jest także to, że z tych rozmów możemy dowiedzieć się, jak dziecko poznaje internet – czy klika przypadkiem, wchodzi ze strony na stronę, czy jest bardziej świadome. To też może mieć bardzo duży wpływ na to, na jakie niebezpieczeństwo będzie narażone.

Kolejne treści, które są bardzo edukacyjne i które polecam, są na stronie sieciaki.pl.

Na tej stronie znajdziemy masę gier, quizów, krzyżówek. Tam jest radio, podcasty z zakresu cyberbezpieczeństwa przeznaczone właśnie dla dzieci. Tam dzieci, grając, mogą ratować tożsamość w internecie. Ratują się przed niebezpieczeństwami i w ten sposób się edukują. Tam też jest specjalny kurs, który dzieci mogą zrobić, i uzyskać Certyfikat Sieciaka. Tam też my, nauczyciele i rodzice, znajdziemy treści dla nas. Nauczyciele tam znajdą scenariusze zajęć, przyjazne strony dla dzieci, a my znajdziemy masę informacji właśnie takich, które też padają na tym spotkaniu – jak to dziecko wprowadzać, jak utworzyć pewną umowę między rodzicem a dzieckiem na początku tej przygody z internetem, jakimi zasadami się kierować. Są tam także liczne pozycje literaturowe.

Kolejna strona, ale to już z kolei dla rodziców, nazywa się dziecko w sieci.

To jest w ramach takiej dużej kampanii „Chroń dziecko w sieci”. Tam jest lista przyjaznych stron. Tam są oprogramowania do kontroli rodzicielskiej, masa informacji, jakie dzieci mogą spotkać niebezpieczeństwa, jak sobie radzić z trudnymi sytuacjami z dzieckiem w internecie.

Kolejnym aspektem, jak się edukować w tym zakresie, jak edukować nasze dziecko, są różne pozycje literaturowe. I ja tu mam dla Państwa książkę Jak nie zgubić dziecka w sieci. Bardzo ciekawa pozycja – i ostatnio popularna w Empiku – pani Zyty Czechowskiej. Ona oczywiście opowiada o cyberbezpieczeństwie. Tam są też te pytania, o których Państwu mówiłam, jak rozpoznać gotowość dziecka do wkroczenia w świat cyfrowy. Ale co mnie ujęło najbardziej to to, że książka także wskazuje, w jaki sposób wykorzystać internet do rozwoju naszego dziecka, a szczególnie dzieci z takimi specjalnymi potrzebami. Pani Zyta Czechowska w ogóle jest bardzo znanym pedagogiem w tym zakresie i właśnie tutaj świadomie edukuje nas, jak możemy dobrze wykorzystać to narzędzie do tego, żebyśmy rozwijali nasze dzieci.

Drodzy Państwo, ja z moich zajęć z dziećmi wynoszę taką smutną prawdę, że nasze dzieci wiedzą, że w internecie da się dobrze pograć. Ale jeżeli je proszę, żeby wyszukały coś, na przykład kurs walut albo jaka jest godzina w innym kraju, to nie są w stanie w ogóle tego zrobić. Tak jakby ta edukacja dzieci albo te pierwsze początki dzieci w internecie są związane tylko i wyłącznie z graniem. I tak nie powinno być. Dziecko powinno się rozwijać, rozwijać swoje umiejętności plastyczne, muzyczne. To też powinno być dla nas wskazówką, jakie strony wybierać dla niego na początek. A z czasem wiedza dziecka powinna się poszerzać o to, że internet jest do zdobywania informacji, do sprawdzania czegoś. Możemy coś wyszukać na mapach. Możemy poszukać jakichś definicji. By dziecko miało świadomość, że to nie jest tylko zabawa, ale także może służyć innym celom.

Natomiast jeżeli chodzi o bezpieczeństwo dziecka pod kątem technicznym, to tu możemy wykorzystać konto Microsoftu o nazwie Microsoft Family Safety.

Jest to specjalne konto, które możemy utworzyć na naszym komputerze. Będzie ono przeznaczone dla dziecka. I tam jesteśmy w stanie wprowadzić wiele, wiele ograniczeń. Przede wszystkim: w jakich godzinach to konto jest aktywne, ile dziecko czasu może spędzić na komputerze, jakie strony może odwiedzić, jakie aplikacje ma zainstalowane. My z naszego komputera jesteśmy w stanie podglądać, co aktualnie dziecko robi, jaka była historia jego działań (z czego korzystało, jaki czas, jakie strony wyszukiwało). Jesteśmy w stanie praktycznie wiele rzeczy kontrolować, nawet ustawiać to, że gdyby dziecko chciało zainstalować jakiś program albo coś kupić w intrenecie, dokonać jakiejś transakcji, to nie zrobi tego, dopóki my nie wyrazimy zgody. Więc to jest takie pierwsze narzędzie, po które wielu rodziców sięga, i ja też Państwa do niego zachęcam.

Jeżeli chodzi o te strony internetowe, na które dziecko może zaglądać albo nie, to możemy to zrobić z poziomu przeglądarki. Ale ja zachęcam do oprogramowania Kaspersky Internet Security. To jest specjalny program właśnie do ochrony dziecka w internecie pod kątem tego, jakie strony odwiedza, jakie dane udostępnia, czy te dane bezpiecznie udostępnia. To też chroni jego hasła w internecie. Tam właśnie możemy napisać, jakie są strony zagrażające dziecku i na które absolutnie je nie wpuszczamy. Natomiast proszę pamiętać, że tych stron przybywa jak grzybów po deszczu, a nam trudno jest zabezpieczyć dziecko przed absolutnie całym złem.

Dlatego przechodzę do trzeciego narzędzia, jakie chce Państwu polecieć. Jest to oprogramowanie Norton. Na pewno Państwo je znają. To jest takie popularne oprogramowanie antywirusowe. Oni oprócz oprogramowania antywirusowego prowadzą taką specjalną bazę. Ona jest dostępna na stronie Nortona – taka czarna lista stron internetowych z nieodpowiednimi treściami. Jesteśmy tam w stanie zgłosić jakąś stronę i oni ją recenzują, opiniują. I albo trafia na tę czarną listę albo nie. Instalując oprogramowanie Nortona, możemy także z tego skorzystać. Norton też szczyci się ochroną tożsamości w internecie, ochroną haseł. Więc to jest kolejny program, który zawsze polecam na szkoleniach.

Wiem, że także abonenci Orange mają specjalny pakiet, który nazywa się Chroń Dzieci w Sieci.

On także dba o bezpieczeństwo pobieranych aplikacji i treści wyszukiwanych w internecie, ale z kolei na telefonie. No i przypominam o Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę – mamy tam ten spis stron, tę przeglądarkę przyjazną dzieciom. Także naprawdę materiałów jest bardzo dużo w sieci.

DH: Tak. Myślę, że warto się tym zainteresować i podjąć działanie w tym kierunku, żeby wybrać to, co nam, jako rodzicom, najbardziej odpowiada, jest do nas najbardziej dopasowane. Tak jak Pani słusznie zauważyła, rodzice mają różny poziom zaawansowania w tych sprawach, a dzieci teraz bardzo szybko się rozwijają, korzystają z różnych stron i my możemy nie nadążyć. Więc warto się zapoznać z materiałami, warto ich poszukać. Myślę, że trzeba też pamiętać, że najważniejszy jest umiar. I warto też dzieciom tłumaczyć, chociaż jest to trudne w dzisiejszych czasach, że balans w korzystaniu z internetu, w korzystaniu z komputera, w korzystaniu z tej wirtualnej rzeczywistości dla takiej higieny codziennej trzeba zachowywać. Bo niektóre dzieci mogłyby przesiedzieć cały dzień na lekcjach zdalnych, a potem jeszcze popołudnie na grach. I nie mają takiej potrzeby wyjścia, integrowania się z kolegami czy spędzenia czasu na świeżym powietrzu lub na jakichś aktywnościach fizycznych.

I teraz myślę w kontekście tych wszystkich uzależnień, które się pojawiają. Bardzo dużo się o nich mówi – że dzieci są już uzależnione od telefonu, są uzależnione od komputera. Myślę tutaj o pytaniach, które rodzice wysyłali do nas w prywatnych wiadomościach. Jak dziecko odciąć, jeżeli już widzimy, że zaczyna się problem z nałogowym korzystaniem, z nierozstawaniem się z telefonem i wsiąkaniem w tę rzeczywistość wirtualną? Jak dziecko znowu zaangażować w nasze domowe działania, domową atmosferę? Jak zainteresować zajęciami pozalekcyjnymi czy szkołą?

KCh: Musimy na początku sobie odpowiedzieć, z czego to wynika, że dziecko woli spędzać czas w internecie. I to jest też bardzo często poruszane w różnych pozycjach literaturowych. Wiele wywiadów na ten temat się prowadzi, jest masa artykułów na ten temat – że dziecko ucieka w przestrzeń cyfrową, dlatego że tam się czuje lepiej z jakiegoś powodu. Bo jest bardziej akceptowane może. Bo może ma jakieś supersiły w grze, których nie ma na co dzień. I to sprawia, że czuje się jakoś wyjątkowo. A na co dzień nikt nie jest wyjątkowy w klasie, nie ma superzdolności. Może nie czuje akceptacji ze strony rodziców. Może nie czuje tego, że my je rozumiemy, że słuchamy. A tam jest ten tajemniczy przyjaciel, który słucha, który rozumie, który się o nie troszczy.

Powodów może być masa. Jedno jest pewne – musimy odkryć, co nasze dziecko tam ma, czego mu brakuje.

I pokazać, że w tej rzeczywistości – tej realnej – jest także coś, co może je zainteresować. Jeżeli znajdziemy już powód, to postarajmy się, żeby w tym rzeczywistym świecie ten powód naprawić. Żeby dziecko chętniej wracało do rzeczywistości, a nie uciekało w świat cyfrowy. To jest bardzo ważne, żeby zachować ten balas pomiędzy światem wirtualnym a rzeczywistym, bo faktycznie bardzo łatwo go zatracić.

Ale odwołam się do tego, co powiedziałam wcześniej – warto świadomie wprowadzać dziecko w świat internetu i ustalać z nim pewne reguły. Tłumaczyć mu, jak ważne jest to dla naszego zdrowia, bezpieczeństwa, żebyśmy właśnie co godzinę robili przerwy od komputera, odrywali się. Żeby wychodzić pobiegać, spotkać się z przyjaciółmi, żeby utrzymywać takie prawdziwe relacje, nie tylko wirtualne. Dziecko będzie się tymi zasadami kierowało również w przyszłości. A jeżeliby uciekało, to znaczy, że czegoś mu brakuje, coś jest nie tak. No i tutaj psycholog powinien się w tej kwestii wypowiedzieć, nie ja. Ale my na pewno powinniśmy podjąć działania – na przykład skontaktować się właśnie z psychologiem – aby znaleźć przyczynę tego, co się dzieje, i ją naprawić. Może to będzie okrutne, co powiem, ale jak czytam różne artykuły i słucham różnych historii, to niestety bardzo często w rodzinie dziecko nie ma tej akceptacji, nie czuje bezpieczeństwa, no i dlatego ucieka.

DH: Myślę, że warto też powiedzieć o tym, że oczekujemy od dzieci pewnych zachowań, a nie dajemy im stuprocentowo przykładu swoim zachowaniem. Wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, w której rodzice mówili do dziecka: „odłóż telefon”. A sami po powrocie do domu z pracy wspólnie z telefonem jedli posiłki, gdzieś cały czas był włączony telewizor czy komputer i ci rodzice mieli oczy wklejone w monitor. Jednak własny przykład, pokazanie dziecku, że da się odłożyć telefon, jest najlepszą metodą i lekarstwem, żeby wymagać od dziecka takiego zachowania.

KCh: Tak, przykład idzie za nami, zdecydowanie. I to nie tylko jeśli chodzi o uciekanie do internetu. Jeżeli mówimy o bezpieczeństwie, dziecko będzie patrzyło na nas i na to, co my mu przekazujemy, a jak się my zachowujemy. I to będą pierwsze lekcje, jakie odbierze. Tak mówią wszystkie pozycje literaturowe. Zacznijmy od nas samych po to, żeby świadomie to dziecko edukować. Chociaż jest masa narzędzi, które jesteśmy w stanie dać dziecku, to i tak rodzica nic nie zastąpi.

DH: Tak, to prawda. Pani Kamilo, na koniec naszego spotkania chciałabym poprosić widzów, którzy są z nami na żywo, o to, żeby zadawali pytania. Jeżeli mają jakieś pytania do Pani to teraz jest ten czas, kiedy możecie Państwo je zadać na czacie. Ja proszę o serduszka, lajki w podziękowaniu za to, że nasz gość był dzisiaj z nami. A Panią bardzo bym prosiła o takich pięć złotych zasad bezpiecznego dziecka w internecie na zakończenie mojej części spotkania.

KCh: Dobrze.

Pierwsza zasada, na którą musimy uczulić dziecko to: nie ufaj obcym w internecie. Absolutnie pod żadnym pozorem się z nimi nie spotykaj bez wiedzy rodziców, bez ich obecności albo bez obecności jakiegoś rówieśnika.

Druga sprawa: uważaj, jakie dane publikujesz, i jeżeli nie musisz ich podawać, podawaj ich jak najmniej.

Trzecia zasada: kontroluj, jakie zdjęcia publikujesz. Uważaj, żeby nie publikować zdjęć kompromitujących, zdjęć roznegliżowanych, zdjęć, z którymi może się stać coś niedobrego w internecie.

Czwarta zasada: znajdź umiar pomiędzy czasem, który spędzasz z rówieśnikami i z rodzicami w rzeczywistym świecie, a czasem, który spędzasz w internecie.

I piąta zasada: netykieta. Nie mówi się o tym dużo, ale powinno. Jeżeli my nie chcemy paść ofiarą hejtu, to nauczmy się, żebyśmy byli dla innych tacy, jacy oni mają być dla nas. Jeżeli uświadomimy dziecko, jakie powinno wstawiać komentarze – że anonimowość nie usprawiedliwia i że powinno zachowywać kulturę w sieci – to będzie to miało zbawienny wpływ i na nie, i na innych użytkowników internetu.

DH: To bardzo ważne, co Pani powiedziała, i myślę, że warto przestrzegać tych złotych zasad. Nie wiem, czy Pani przemknęła wiadomość, że Onet odciął możliwość komentowania, ponieważ była tak duża fala negatywnych komentarzy. Podjęto decyzję, że komentarze nie będą się pojawiały w ogóle – można zostawić serduszko, lajka, emotikonki.

KCh: Nie dziwię się im. W internecie każdy jest mądry.

DH: Operatorzy serwisów internetowych też zauważają problem braku wyważenia w opiniach i chęci złośliwego przekazania jakichś treści negatywnych. Więc w nas, Drodzy Rodzice, jest wielka siła i możliwości, aby nasze dzieci bezpiecznie funkcjonowały w internecie, który jest pokładem i skarbnicą wiedzy. Daje nam możliwość kontynuowania znajomości i nawiązywania kontaktów z całym światem, czerpania z zasobów muzeów i galerii. Możemy przejść się wirtualnym spacerem po różnych wspaniałych miejscach, do których wcześniej mogliśmy docierać tylko w książkach czy jakichś albumach. Więc nauczmy nasze dzieci, żeby świadomie korzystały z tych wartościowych treści, które znajdują się w internecie. Wiem, że Pani jeszcze chce coś dodać, więc oddaję głos.

KCh: Jedna myśl mi się jeszcze nasunęła. Pani wspomniała, że internet jest narzędziem, które możemy dobrze lub źle wykorzystać. To, jak je wykorzystamy, zależy od nas. Natomiast zdobywanie wiedzy jest bardzo ważne i chciałabym bardzo uczulić na to, żeby poszerzać horyzonty naszych dzieci. Bo jak czasami pytam: „to co robisz w internecie?”, to słyszę: „wchodzę na fajnegierki.pl”. No to w takim razie zdobywanie wiedzy przez internet faktycznie jest ograniczone. Musimy też dzieci uczulić na to, że nie wszystko, co jest napisane w internecie, jest prawdą. I my często też się na to nacinamy, że nie każda wiadomość zamieszczona w internecie jest potwierdzoną informacją. Dlatego nauczmy dziecko takiego krytycznego podejścia do tych informacji – że ono może tę informację potwierdzić w encyklopedii, w książce, a może zapytać rodzica – żeby nie wierzyło ślepo temu, co przeczyta.

DH: To chyba jest taka kropka nad i dla naszego spotkania. Podpinam się pod wszystko, co Pani powiedziała. Podpinam się pod każde słowo dotyczące bezpieczeństwa dzieci w sieci. Uważam, że jako rodzice mamy taką moc sprawczą, żeby uchronić nasze dzieci przed złem i tą ciemną stroną internetu. A wielki potencjał internetu możemy wykorzystać do tego, żeby poszerzać horyzonty naszych najmłodszych i uczyć ich bezpiecznego czerpania z wartościowych treści. Mamy do dyspozycji narzędzia, wsparcie różnych organizacji, wsparcie firm tworzących oprogramowanie dla rodziców, więc korzystajmy z tego. Chciałam jeszcze zapytać, gdzie można Panią znaleźć w sieci, gdzie można korzystać z Pani usług. Bo wiem, że Pani również szkoli i to nie tylko dorosłych, ale też przede wszystkim dzieci.

KCh: Zapraszam Państwa na stronę checinscy.pl. Tam znajdą Państwo przekierowanie bezpośrednio do moich usług i zapraszam na szkolenia indywidualne, które za pomocą tej strony można umówić. Natomiast na co dzień prowadzę zajęcia grupowe z programowania, robotyki, cyberbezpieczeństwa – współpracuję z firmą Cyberpaka, na której stronę zapraszam. Tam znajdą Państwo całą ofertę. Więc przez te dwie strony – checinscy.pl i cyberpaka.pl – będą w stanie Państwo nawiązać ze mną kontakt.

DH: Cudownie. Zachęcam Państwa do tego, żeby rozwijać kompetencje swoich dzieci i korzystać z usług pani Kamili. Dziękuję Pani bardzo za przyjęcie zaproszenia. Dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi. Jest Pani inspiracją dla rodziców i skarbnicą wiedzy. Myślę, że wiele pytań może się również pojawić pod naszym nagraniem, więc będziemy na pewno do nich wracać po zakończeniu naszego spotkania. Na ten moment życzę samych sukcesów w życiu zawodowym.

A Państwa zachęcam do dzielenia się swoimi doświadczeniami związanymi z bezpieczeństwem dzieci w internecie. Jakie Państwo macie pomysły? Jak Wy realizujecie ten proces wdrażania dzieci? Podzielcie się proszę w komentarzach swoimi pomysłami, bo może zainspirujecie też innych rodziców. I to, co u nas na spotkaniu nie zostało powiedziane, a Wy wprowadzacie w swoje życie i macie przetestowane w praktyce, może być pomocne dla kogoś, kto akurat jest na etapie wprowadzania swojej pociechy w świat internetu. A to są bezcenne uwagi i zawsze mile widziane na naszym profilu.

KCh: Ja też Państwu serdecznie dziękuję i trzymam za Państwa kciuki. Życzę samych pozytywnych doświadczeń z internetem. No i mam nadzieję, że do zobaczenia kiedyś może już w realnym świecie, nie tylko internetowym.

DH: Myślę, że my się na pewno jeszcze nie raz spotkamy, Pani Kamilo, bo temat jest bardzo ważny. Dziękuję Państwu za uwagę i dziękuję jeszcze raz za przyjęcie zaproszenia. Do zobaczenia.

Transkrypcja i korekta – Anna Mudryk (anna.mudryk@gmail.com)

Zobacz także:

Jak kontrolować, co robi nasze dziecko w internecie