Pieniądze – jak o nich rozmawiać?

Pieniądze jako jeden z ważniejszych tematów w związku, może przysparzać nam problemy, jak o nich rozmawiać, aby czuć się komfortowo i nie zranić partnera?

Wywiad z Martą Kobińską – Dyrektor finansową, która opracowała autorską metodę pokonywania negatywnych schematów postępowania z pieniędzmi oraz drogę do wolności finansowej bez blokujących przekonań.

SM: Jak rozmawiać o pieniądzach w związku? 

M.K.: Finanse w związku budzą wiele emocji. W zależności od tego, jaki kobieta ma stosunek do pieniędzy, w taki sposób będzie o nich rozmawiać z partnerem. Z danych statystycznych wynika, że blisko połowa małżeństw rozstaje się z powodu nieporozumień na tle finansowym.

Jak w takim razie rozmawiać na temat pieniędzy? Najlepiej wprost. Jednak wszystko zależy od tego, kogo mamy po drugiej stronie i jak bardzo się różnimy w kwestii podejścia do pieniędzy. Jedni krępują się o nich mówić, inni są bezpośredni.

Jakie korzyści płyną z posiadania wspólnego lub osobnego konta bankowego? 

Wiele kobiet traktuje wspólne konto jako punkt honoru w związku. Z jednej strony chcemy być niezależne i samodzielne, ale gdzieś tam głęboko mamy zakorzeniony stereotyp, że to jednak mężczyzna powinien zapewnić byt rodzinie. Wspólne konto jest poniekąd potwierdzeniem tego stereotypu w myśl zasady “co moje to i twoje”. Kobiety nadal zarabiają mniej od mężczyzn nawet wtedy, gdy pracują na tych samych stanowiskach. W takich sytuacjach wspólne konto ma sens. Co więcej, statystyki pokazują, że w dalszym ciągu podział obowiązków domowych jest bardziej obciążający dla kobiet. Często dostęp do wspólnego rachunku w banku w głębi siebie traktujemy jako nasze wynagrodzenie za obowiązki w domu. A konto z partnerem dla wielu z nas jest poziom najwyższego zaufania względem siebie.

Posiadanie oddzielnych kont też ma swoje zalety. Zwłaszcza wtedy, gdy nie chcemy pokazywać naszych dodatkowych zarobków – premii lub nadgodzin. Daje nam to poczucie władzy i kontroli. Ale czy w zdrowym związku o to chodzi? Niestety, nie. 

Jakie problemy mogą wyniknąć z posiadania jednego wspólnego konta? 

Jeżeli mamy tylko jedno konto to każdy wydatek jest widoczny. Wówczas każda suma pobrana z bankomatu może stanowić potencjalny powód do kłótni. Tutaj ważne jest zabezpieczenie wszelkich pełnomocnictw do rachunku i wszystkich subkont, jakie posiadamy. 

Oddzielne konta mogą sugerować brak zaufania do partnera – moje pieniądze to moja sprawa i nikt nie będzie mnie sprawdzał, na co je wydaję. W taki sposób budujemy powoli mur, który trudno będzie zburzyć. Szczególnie w sytuacjach, kiedy nie mamy w zwyczaju omawiać naszej bieżącej sytuacji finansowej, czy też bieżących wydatków. 

Jakie rozwiązanie jest zatem najlepsze?

Najczęściej sugeruję rozwiązanie hybrydowe. Jedno wspólne konto, z którego dokonuje się wszystkich wydatków związanych z utrzymaniem domu i rodziny. Drugie konto – oddzielne, z którego nie musimy się nikomu tłumaczyć, ponieważ pieniądze należą tylko do nas.

Taki system wymaga policzenia wszystkich wydatków, jakie mamy – najlepiej w skali całego roku, ponieważ np. opłaty na ubezpieczenie dokonuje się raz w roku. Po podzieleniu sumy na 12 miesięcy powstaje kwota, która jest niezbędna do utrzymania domu i rodziny. Zestawiamy to z przychodami każdej ze stron. Jeżeli zarobki są na podobnym poziomie, to wpłacamy na wspólny rachunek po połowie. Jeżeli w przychodach  jest duża dysproporcja, to wpłata na wspólne konto powinna być do nich proporcjonalna. Dla przykładu załóżmy, że miesięczne koszty utrzymania wynoszą 10 tysięcy złotych. Kobieta zarabia 4 tysiące, a mężczyzna – 12. W przychodach całkowitych zarobki kobiety stanowią zatem 25%. Z tego wynika, że na wspólne konto kobieta powinna wpłacić 2,5 tys. zł a mąż 7,5 tys. zł. Reszta zostaje na  prywatnych kontach i nikt nie musi się z niej tłumaczyć.

Jak zabezpieczyć swoje finanse? 

Możemy zastosować model, który opisałam w poprzednim pytaniu. Jest wiele narzędzi do zabezpieczenia swoich finansów, ale warto pamiętać, że jeżeli mamy wspólnotę majątkową, to wszystko, co zgromadziliśmy po zawarciu małżeństwa stanowi majątek wspólny. Najmądrzejszym posunięciem będzie zainwestowanie w swój rozwój. Rozwijajmy swoje pasje, zdobywajmy wiedzę. Budujmy swoją własną dobrą relację z pieniędzmi. Jeżeli nie mamy tego w zwyczaju, to wprowadźmy cotygodniowy wspólny przegląd rachunków i przychodów. Warto zaangażować partnera w planowanie wydatków, rozmawiajmy na temat potencjalnych zagrożeń finansowych lub szans na dodatkowe przychody. Budowanie partnerskiej relacji, w której każdy czuje się doceniony i ważny, to długa droga, ale warto ją pokonać.

Nie możemy czekać na moment, w którym wydarzy się coś nieprzewidzianego – śmierć partnera, rozpad związku czy też ciężka choroba. Nikt nie zakłada, że nam się coś takiego przytrafi, jednak statystyki nie pozostawiają złudzeń. Dla jasności nie mówię tego, by kogokolwiek straszyć, ale po to, by każda z nas zdała sobie z tego sprawę. Sytuacje niespodziewane pojawiają się nagle. Kiedy coś złego nas spotyka “zwala nas z nóg” i dodatkowo powoduje wzrost frustracji związanej z pieniędzmi.

Dodasz coś od siebie na zakończenie naszej rozmowy, by zachęcić kobiety do budowania dobrej relacji z pieniędzmi?

Przede wszystkim warto przeanalizować własną relację z pieniędzmi. Jakie kierują nami schematy i przekonania. Obserwujmy partnera w codziennych działaniach. Dowiedzmy się, w jakim modelu finansowym dorastał. Nie tłumaczmy złych zachowań i nie koloryzujmy niedociągnięć. Zdaję sobie sprawę z tego, że to może być trudne, ale na szali znajduje się własny komfort finansowy. To nie egoizm, tylko rozsądek. Pokusiłabym się również o stwierdzenie, że dbanie o siebie i o swoje finanse jest naszą powinnością. Związek dwojga ludzi, oprócz całej tej romantycznej otoczki, dodającej nam skrzydeł, jest przede wszystkim prozą życia. To wyzwania dnia codziennego, radości, smutki oraz mniejsze lub większe problemy, które weryfikują fundamenty naszego związku. Jeżeli tego nie zrozumiemy, to któregoś dnia możemy stanąć przed wyzwaniem, w którym jesteśmy same – bez oszczędności, bez pracy, a nawet z długami. I chociaż nikomu tego nie życzę, to moje klientki często właśnie w takim punkcie swojego życia się znajdują.

Dziękuję za rozmowę.