0

Depresja nie dotyczy ludzi słabych, tylko tych, którzy byli silni zbyt długo

Jacek Hugo-Bader

Depresja to więzienie, do którego mamy klucz, tylko nigdy nie chce nam się go szukać

Kevin Hearne

Depresja może spotkać każdego z nas. Różne sytuacje: gwałtowne – jak śmierć bliskiej osoby, rozwód  – czy długotrwałe mogą stać się przyczynkiem do jej rozwoju. Jak rozpoznać pierwsze objawy depresji i gdzie szukać pomocy radzi psycholog i seksuolog – Agata Bukowska, z którą rozmawiała Dominika Hapek.

Czego dowiesz się z rozmowy:

  1. Co to jest depresja?
  2. Jakie są przyczyny depresji?
  3. Jak objawia się depresja?
  4. Jak pomóc osobie z depresją?
  5. Gdzie szukać pomocy jeśli masz depresję?
  6. Jak wspierać członków rodziny z depresją?
  7. Jak pomóc samotnej matce chorej na depresję?

Nasz gość:

Agata Bukowska – psycholog, seksuolog Potrzebujesz pomocy? Możesz skontaktować się z Panią Agatą poprzez stronę https://www.bukowska-psycholog.pl/

Depresja – cichy zabójca – rozmowa z Agatą Bukowską

Transkrypcja

SAMA-MAMA: 23 lutego obchodziliśmy Światowy Dzień Depresji i tematem naszej rozmowy jest właśnie Depresja – cichy zabójca. Pani Agata Bukowska, psycholog i seksuolog będzie moim gościem. Witam serdecznie Pani Agato. Proszę powiedzieć czym się Pani na co dzień zajmuje? Skąd Pani jest?

Agata Bukowska: Dzień dobry. Dziękuję bardzo za zaproszenie cieszę się, że mogę tutaj dzisiaj być. Jestem z Wielkopolski. Nazywam się Agata Bukowska. Jestem magistrem psychologii. Aktualnie jestem również w trakcie studiów podyplomowych na dwóch kierunkach: nurtu poznawczo-behawioralnego i także specjalizacji psychologii dziecięcej. Na co dzień zajmuję się pracą we własnym gabinecie psychologicznym. Przyjmuję zarówno stacjonarnie jak i online. Prowadzę spotkania z osobami, tak naprawdę, z całej Europy i świata – łączymy się dzięki najnowszym technologiom online. Oprócz tego jestem też wielką miłośniczką i ratowniczką zwierząt.

SM: Tak jak wspomniałam poruszymy wyjątkowy temat. Poważny. Depresja to temat, który bardzo mocno dotyka nie tylko osobę chorą, ale też całą jej rodzinę. Kiedy możemy zacząć mówić o stanach depresyjnych?

AB: Na początku jeszcze chciałabym powiedzieć, że depresja, czyli ten cichy zabójca, o którym dzisiaj rozmawiamy, jest aktualnie jedną z najczęściej rozpoznawanych chorób i/lub zaburzeń psychicznych. Szacuje się, że cierpi na nią już prawie 350 milionów osób na świecie, więc jest to temat zdecydowanie bardzo ważny. Każdy z nas może zetknąć się z osobą cierpiącą na depresję lub stany depresyjne w trakcie swojego życia.

Jak to rozpoznać? To jest bardzo dobre pytanie. Często zaczyna się od zaburzeń snu. Mogą pojawiać się wybudzenia. Na przykład osoba budzi się bardzo wcześnie rano, o 4.00, 5.00 nad ranem i nie może już później dłużej zasnąć. Może pojawiać się również bezsenność lub w drugą stronę – senność nadmierna, czyli tak naprawdę przesypianie całego dnia i nocy i tak można zalegać w łóżku praktycznie całe dnie. Musimy też wyróżnić kilka rodzajów depresji. Mamy epizod depresyjny łagodny, umiarkowany i ciężki. I one mają te same objawy – różnią się jedynie ich natężeniem.

Kiedy więc możemy zacząć mówić o takich stanach depresyjnych? Na pewno wówczas kiedy osoba, która do tej pory wykonywała wszystkie obowiązki domowe, brała udział w życiu rodzinnym, uprawiała sport, miała swoje hobby, teraz traci zainteresowanie wszelkimi aktywnościami. Nie tylko obowiązkami domowymi czy opieką nad dzieckiem, czy jakimkolwiek spędzaniem czasu wspólnego z rodziną. Wycofuje się z tych aktywności. Zaczyna się z nich wycofywać i pojawiają się problemy ze snem, problemy z apetytem – też bardzo często mogą być wahania wagi przez to – i nie tylko, może pojawiać się spadek wagi, ale również wzrost wagi pomimo niezmienności diety. Bo wcale nie musi być tak, że osoba zaczyna więcej jeść.

SM: Czy kobiety, które są w sytuacji okołorozwodowej, czy sytuacji mocno stresogennej związanej z rozstaniem, mogą mieć takie symptomy wskazujące, że to już stan depresyjny?

AB: Tak, oczywiście. Mogą się pojawiać takie objawy czy stany depresyjne, które nie są jeszcze stricte chorobą DPSI czy zaburzeniem, chorobą afektywną, czyli właśnie depresją. Ale różni się to tym, że jeżeli mamy w odpowiedzi na jakieś stresy czy na jakieś trudne wydarzenia życiowe taki spadek nastroju, obniżenie tego nastroju, senność czy bezsenność pod wpływem jakichś stresów, to te wszelkie objawy, które się pojawiają, nawet zaburzenia apetytu czy snu, powinny ustąpić w momencie rozwiazywania się tej sytuacji stresowej czy dostrzeżenia jakiegoś światełka w tunelu, jakiegoś wstąpienia na drogę do rozwiązania tych trudności. A kiedy pojawia się depresja jako choroba afektywna, wtedy żadne czynniki pozytywne zewnętrzne nie są w stanie już wyciągnąć nas z tego stanu. Szacuje się, że aby można było stwierdzić, że jest to depresja, to taki stan przewlekły musi trwać około dwa do sześciu tygodni

SM: A jakie czynniki zewnętrzne mogą się przyczynić do tych stanów depresyjnych? To jest indywidualna sprawa, czy jest jakiś kanon, który się do tych stanów może przyczynić?

AB: To wszystko zależy od naszej wrażliwości. Od tego jaki mamy próg wytrzymałości i radzenia sobie z trudnymi sytuacjami – zdolności wykształconych już prawdopodobnie od wczesnego dzieciństwa. Ale mamy też taki rodzaj depresji jak depresja reaktywna. Czyli depresja, która pojawia się w odpowiedzi na jakąś sytuację zewnętrzną, czyli byłaby to śmierć bliskiej osoby, czy rozwód, czy opuszczenie przez partnera, czy jakiekolwiek inne, np. utrata pracy, zależy to od naszych wewnętrznych zdolności radzenia sobie z tą trudną sytuacją. To wszystko jest kwestią indywidualną. Niektórzy potrafią sobie radzić z trudnymi sytuacjami, a inne osoby, które też mogą mieć skłonności genetyczne i biologiczne w odpowiedzi np. na rozwód, pozostanie samemu z dzieckiem czy utratę pracy – jakiekolwiek trudne sytuacje życiowe przyczynią się u nich do wykształcenia depresji reaktywnej, czyli depresji, która jest odpowiedzią na to trudne wydarzenie życiowe.

SM: Czy sytuacja, która jest aktualnie, czyli pandemia, pozostanie w domu, odizolowanie od społeczeństwa, i tutaj też myślę o dzieciach o tym, że mają lekcje zdalne, że praktycznie rok dzieci są w domach, nie kontaktują się z rówieśnikami. Najczęściej to mamy zostają z tymi dziećmi w domu i realizują home office jako system zawodowy i naukę zdalną jako system edukacyjny. Czy to też wpływa i odbija się na nas, na kobietach szczególnie?

AB: Oczywiście. Aktualna sytuacja, która już trwa rok, tak jak Pani wspomniała, ma ogromny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i również fizyczne. Obserwuje się to właśnie m.in. tym, że nastąpił ogromny wzrost osób potrzebujących pomocy psychologicznej. Osoby, które do tej pory radziły sobie świetnie, czy na jakimś prawidłowym, optymalnym poziomie, w momencie zetknięcia się z zagrożeniem miejsc pracy, zamknięciem w domach, radzeniem sobie z opieką nad dziećmi, łączeniem tego z pracą, z dbaniem o dom, to wszystko przyczynia się do kryzysów psychicznych. Szczególnie u kobiet, które bardzo często zostają z tym same. Również sama pandemia, kwarantanny, czas przebywania 24 godziny na dobę ze sobą w zamknięciu sprzyja także kryzysom małżeńskim, które mogą prowadzić oczywiście do rozwodu. Obserwujemy bardzo duże nasilenie małżeństw, które trafiają na terapie par w związku z tym co aktualnie się dzieje.

SM: Dlaczego nie potrafimy sobie radzić w tej sytuacji? Dlaczego jest tak nam trudno z tą codziennością się zmierzyć?

AB: Trudno jest nam sobie z tym radzić, dlatego że przede wszystkim ta globalizacja świata, to wszystko co widzimy w internecie czy na różnych portalach, Instagramie czy na Facebooku, to wszystko wydaje się takie proste – podróże, piękny świat. Mamy również mnóstwo odniesień do siebie co wpływa na naszą samoocenę. Im więcej dostrzegamy tych różnic, które kiedyś nie były zauważalne, jeszcze 50 lat temu nie było tak łatwo porównywać się z innymi, a jak radzi sobie jakaś gwiazda, jacyś celebryci, prawda?

A teraz widzimy u nich takie piękne, kolorowe życie i wtedy dotyka nas ta szara codzienność. Dlaczego ja tak nie wyglądam? Dlaczego nie radzę sobie z tym dzieckiem tak jak ona? Jest gwiazdą, ma małe dziecko, wszystko świetnie jej wychodzi, jeździ na wakacje, jest wspaniale, fantastycznie, ma szczęśliwy związek – ponieważ taki obraz oni kreują w sieci. Tak naprawdę wgląda to zupełnie inaczej. Ale teraz mamy zbyt wiele możliwości porównywania się, co wpływa bardzo mocno na zaniżanie naszej samooceny.

SM: To prawda. Bardzo wiele gwiazd, bardzo wiele osób, które posiadają konta na Instagramie, na Facebooku czy na social mediach, prezentują swoją rzeczywistość mocno podkoloryzowaną. Przedstawiają nam świat, który dla normalnej, przeciętnej kobiety jest bardzo często niedostępny. Ponieważ w natłoku zadań, w natłoku codzienności, obowiązków nie mamy czasu na codzienny piękny makijaż, zjedzenie 10 zdrowych przekąsek, przygotowanie sobie fit posiłków, pójścia na siłownię na dwie godziny, zadbania fantastycznie o dzieci, wysprzątania mieszkania z perfekcyjną panią domu. Też uważam, że te bodźce, które trafiają akurat do samych mam często są przytłaczające. Panie mówią „nie radzę sobie, bo…” i wymieniają miliony powodów, gdzie tak naprawdę zmagają się z najważniejszym – wychowują dzieci same.

AB: Dokładnie.

SM: Ale o tym bardzo często zapominamy, że ten priorytet, ta najważniejsza wartość, którą dajemy, gdzieś jest pomijana w bombardowaniu nas przez osoby z zewnątrz. Dlaczego zatraciłyśmy się w tym? Dlaczego nie potrafimy realnie popatrzeć na sytuację? Przecież jesteśmy świadome, jesteśmy w większości wykształcone, jesteśmy aktywne zawodowo. Mamy są w tym momencie spełnione, ponieważ mają dużo większe możliwości niż nasze babcie, niż nasze mamy. A mimo wszystko nie potrafimy realnie odciąć się od takich właśnie bodźców zewnętrznych, które nas gdzieś ściągają w dół. Dlaczego tak jest, że jesteśmy tak wrażliwe na te bodźce.

AB: Bardzo dobrym pytaniem jest, dlaczego tak jest, ale właśnie dlatego, że jesteśmy tym zarzucane tak naprawdę z każdej możliwej strony. Gdziekolwiek nie otworzymy jakiejś strony internetowej czy jakiegoś portalu społecznościowego, czy telewizji, wszędzie jesteśmy zarzucane tym obrazem, wspaniałej, radzącej sobie ze wszystkim kobiety, mającej świetną figurę, świetnie wysprzątany dom i jeszcze cudownie zadbane dziecko. A tak naprawdę rzeczywistość wygląda trochę inaczej. I nie dzieje się absolutnie nic złego, kiedy matka, dbająca o dziecko, nie ma po prostu realnie, fizycznie czasu posprzątać, nie ma czasu czasami nawet zadbać o siebie. Oczywiście powinna tego czasu poszukiwać jak najwięcej. Kiedyś ludzie w ogóle nie zwracali na to uwagi, to wszystko przychodziło naturalnie.

Teraz cały czas podnosi nam się poziom tego tzw. ja idealnego, czyli tego ideału, do którego pragniemy dążyć.

Kiedyś ważne było, że dziecko było umyte, najedzone, zrobiło lekcje i to wszystko. Miało się zająć samo sobą tak naprawdę. A dzisiaj chcemy wszystko, chcemy żeby dziecko grało na pianinie, miało wyjątkowe, wybitne oceny w szkole. Po prostu same budujemy sobie bardzo wysokie to ja idealne, do którego próbujemy dążyć. Z tym, że też mówi się jest takie powiedzenie, że wszelkie poradniki dla rodziców, których obecnie jest mnóstwo, mają w sobie jeden podstawowy błąd, otóż zakładają, że rodzice mają czas je czytać, tym bardziej samotne matki.

Ale właśnie przez to, że z każdej strony jesteśmy tym zarzucane, poziom naszego ja idealnego ogromnie wzrósł. Ogromnie wzrastają te ambicje, do których próbujemy dążyć. Chcemy jednocześnie rozwijać karierę, dbać o siebie, być jak najlepszą, jak najpiękniejszą. Bardzo przejmujemy się opinią innych ludzi na nasz temat. I to wszystko z biegiem czasu wpływa zwrotnie na naszą samoocenę, na nasze samopoczucie i na to jak funkcjonujemy na co dzień. To są takie rzeczy, które z każdej strony nas atakują, czy nawet rodzice. Odwiedzają i mówią „jak możesz mieć nieposprzątane? Ja miałam piątkę dzieci i w domu było zawsze ugotowane, czysto”. Z każdej strony jesteśmy zarzucane właśnie takimi informacjami o tym, aby być idealną. Idealną kobietą, idealną matką, którą tak naprawdę być nie musimy, bo cała nasza siła jest w tym, że radzimy sobie z sytuacją, że jesteśmy jakie jesteśmy, dbamy o dziecko, wychowujemy je bardzo często samotnie i już to powinno być dostrzeżone jako ogromna siła.

SM: Bardzo często jest tak, że mamy mają w sobie bardzo wiele pesymizmu. Życie je już wystarczająco mocno doświadczyło. Nie mają wiary w to, że będzie lepiej, bo zmagają się np. „mam trójkę dzieci, jestem po rozwodzie, dbam o dom, jestem aktywna zawodowo, ale nie śpię, coraz gorzej się czuję, wycofuję się z życia rodzinnego”. Gdzieś tam zaczynają też tracić nadzieję. Jest po prostu ciężko. Gdzie szukać wsparcia? Gdzie szukać pomocy? Jak samemu na początku próbować radzić sobie z tą sytuacją, żeby nie dopuścić do tych stanów depresyjnych, żeby nie dopuścić do zaostrzenia sytuacji?

AB: Przede wszystkim na początku powinniśmy zacząć obniżać sobie właśnie chociażby te ambicje. Wyznaczać sobie realne cele każdego dnia czy każdego tygodnia, z których będziemy dumne, że je zrealizowałyśmy. Nawet jeżeli miałoby to być wypisanie sobie takich rzeczy, które chciałbym w danym tygodniu zrobić, coś dla siebie – nauczyć się pięciu słówek z języka obcego, sprzątnąć kuchnię, cokolwiek. I zauważać te drobne sukcesy, zauważać w sobie tą ogromną siłę. Przypominać sobie o tym każdego dnia jak wielką i silną jestem kobietą. Mimo tego co mnie spotkało – czy rozwód, czy trudne doświadczenia.

Powinnyśmy cały czas doceniać w sobie tę siłę, że mimo pojawiania się jakichś gorszych dni, gorszych stanów, gorszych nastrojów my wciąż trwamy. Wciąż radzimy sobie, wciąż dbamy o dzieci, dbamy o dom, dbamy o sobie – lepiej lub gorzej – ale cały czas w tym trwamy.

Więc warto dostrzegać te małe pozytywne rzeczy, które wyznaczymy sobie. Chociażby na dany tydzień, do osiągnięcia i cieszyć się z tego, że udało nam się to osiągnąć. Oczywiście, kiedy te stany przechodzą już w takie trudniejsze i cięższe stany depresyjne, wtedy powinniśmy już szukać tej pomocy zewnętrznej. Czyli na początku można spróbować chociażby wygadać się, wyżalić się komuś bliskiemu. Ważne, żeby nie kumulować tych negatywnych emocji w sobie, czy to miałby to być smutek, żal, złość, czy wstyd, że nie do końca sobie radzę z czymś. Warto to wyrzucić, powiedzieć o tym komuś, bo każda taka kumulowana w sobie emocja jest taką mała kropelką, która w końcu jedna po drugiej spowoduje, że przeleje się ta tzw. czara goryczy i to wszystko wypłynie i odbije się już całkowicie na naszym funkcjonowaniu.

Dlatego powinnyśmy działać wtedy kiedy jeszcze jest to w małym natężeniu, rozmawiać z kimś. Nie wstydzić się prosić o pomoc, nie wstydzić się poprosić przyjaciółki, koleżanki, żeby chociażby przypilnowała dziecka, bo my chcemy iść do kosmetyczki, gdziekolwiek. Nie wstydzić się tego, żeby powiedzieć, że np. dziecko jest chore i ja sobie nie radzę. Boję się, że jest chore, boję się czy mogłabyś ze mną jechać do lekarza. Nie wstydzić się prosić o tą pomoc, nie próbować radzić sobie ze wszystkim samemu, bo właśnie to powoduje, że w którymś momencie ta nasza granica wytrzymałości może zostać przekroczona. A ta granica jest bardzo cienka.

SM: Kiedyś w rozmowie z jednym z naszych gości usłyszałam, że dla dziecka dysfunkcyjny ojciec jest mniej szkodliwy, dziecko mniej cierpi, niż przy dysfunkcyjnej matce. Matka, która nie potrafi być wsparciem dla dziecka to jest chyba najgorsze co dla tego dziecka może się zdarzyć. Czy Pani też by się pod tą opinią podpisała?

AB: Tak, ale nie zawsze tak jest. Od każdej reguły są oczywiście wyjątki, ale sama teoria przywiązania Bowlby’ego, która jest podstawą, jest taką podwaliną pod relację opiekuna z dzieckiem. Już na początku XX w. mówiła o tym, że zazwyczaj figurą przywiązania, czyli tą osobą, w stronę której dziecko kieruje wszelkie swoje uczucia, w której poszukuje poczucia bezpieczeństwa, ciepła, miłości, zazwyczaj tą figurą jest matka. I nawet prowadzono różnorodne badania nad dziećmi, które zostały pozbawione we wczesnym okresie życia kontaktu z matką. I te dzieci dwukrotnie częściej predysponowały do wykształcenia zaburzeń zachowania, zaburzeń opozycyjno-buntowniczych czy zaburzeń psychicznych. Ten kontakt z matką jest ogromnie ważny. Dlatego zgadzam się z tym, że dysfunkcyjna matka jest bardzo często gorszym dla dziecka niż dysfunkcyjny ojciec. Także jak najbardziej zgadzam się z tym stwierdzeniem.

SM: Pracuje Pani w gabinecie, trafiają do Pani różne osoby z różnymi dolegliwościami, z różnymi schorzeniami. Jakby mogła Pani zrobić taki przegląd statystyczny i wymienić trzy do pięciu takich najczęstszych problemów, które przewijają się w historiach ludzi, z którymi Pani pracuje na co dzień, to co by to było?

AB: Przede wszystkim problemy w relacjach i to jest bardzo, bardzo częste. Czy to w relacjach małżeńskich, czy w relacjach z rodzicami, czy w relacjach z dzieckiem, ale to jest taki pierwszy punkt. Najczęściej spotykam osoby, które mają trudności w radzeniu sobie z dogadywaniem się z drugą osobą. Poza tym również stany depresyjne, wahania nastrojów, huśtawki emocjonalne. Bardzo wiele osób spotykam, które doświadczają lepszych dni i później następuje taki mocny spadek bez względu na to, co dzieje się na zewnątrz. Bez względu na to, jaką mają aktualnie sytuację nie potrafią sobie radzić i następuje ten taki spadek nastroju. Oprócz tego także zaburzenia lękowe i pary, które trafiają na terapię par.

SM: Czy to jest tak, że osoby, które mają problemy z relacją, tutaj mówimy o rodzicach, o dzieciach, i później, docelowo, o partnerze w związku, to jest sytuacja, która wychodzi właśnie z jakichś zaburzeń związanych z problemami w dzieciństwie i przekłada się to później na dalsze nasze życie? I ten brak możliwości realnego oceniania sytuacji w związku, realnego oceniania sytuacji z dzieckiem, konflikty z rodzicami czy nadmierna ingerencja rodziców w nasze życie – dorosła osoba nie potrafi samodzielnie podejmować decyzji tylko dalej jest czy córusią mamusi czy córusią tatusia lub w drugą stronę maminsynkiem. To rzeczywiście wynika z tych problemów w dzieciństwie, że nie potrafiliśmy odciąć pępowiny albo ci rodzice byli toksyczni i przez to mamy dzisiaj jakieś zaburzenia? Mogłoby to być z tym kojarzone?

AB: Może to być jak najbardziej z tym kojarzone. Bardzo często jest tak, że właśnie problemy, które my powielamy w dorosłych relacjach, są tak naprawdę powtarzanymi schematami relacyjnymi z dzieciństwa. Czyli małe dziecko, które funkcjonuje z rodzicami czy z rodzeństwem w jakichś relacjach, w jego umyśle powstają takie małe schematy. Schematy tego, czego oczekiwać po innych ludziach. Czego oczekiwać w relacjach, czy spodziewać się miłości, czy spodziewać się odrzucenia, czy druga osoba spełni nasze potrzeby, czy będzie o nas dbała, czy będzie nas zdradzać, czy można jej zaufać. Te małe zalążki powstają już w okresie wczesnodziecięcym i powstają one na podstawie tego, jak rodzice reagują na potrzeby dziecka.

Taka naturalna frustracja potrzeb, czyli niespełnianie wszystkiego „na już” jest oczywiście jak najbardziej potrzebna. Ale kiedy pojawiają się toksyczne relacje i rodzice mimo wielokrotnych próśb dziecka nie spełniają ich lub jeszcze dziecko spotyka kara za wyrażanie swoich potrzeb, bo często też tak się zdarza, że za to, że grymasi albo czegoś chce, albo czegoś od nas potrzebuje dostaje, jeszcze za to karę w postaci odrzucenia, czy w postaci kary fizycznej – to wszystko zakodowuje się w umyśle dziecka i zostaje przechowywane przez wiele, wiele lat i wpływa na to, czego oczekujemy od drugiej osoby w przyszłości. Czy jej można zaufać, czy można oczekiwać od niej czegoś dobrego, czy będzie w stanie nam pomóc kiedy będziemy tego potrzebowali. Także te wczesnodziecięce schematy relacyjne, bo tak się one nazywają, mają ogromy wpływ na to jak my funkcjonujemy w przyszłości.

SM: Mam wrażenie, że bardzo często same mamy czy mamy samodzielne, nie tylko boją się pytać o pomoc czy prosić o pomoc. One już doświadczone związkiem nie pytają, bo nie miały wsparcia w tym związku lub w dzieciństwie też były pozostawiane same sobie – musiały sobie od wczesnych lat radzić same. I nauczone są po prostu takiego funkcjonowania przez pryzmat „ja sobie dam radę, ja muszę sobie dać radę, bo już ileś razy mnie ktoś zawiódł i lepiej jak sobie zrobię to sama, bo przynajmniej wiem, że będę miała zrobione”. Czy jak pozbyć się tego stygmatu, tego piętna, bo nie jest to łatwe. Bardzo wiele kobiet mówi „ja bym chciała, ale nie potrafię”.

AB: Oczywiście, bo to wynika z przekonań. Przekonania mamy w sobie: przekonania kluczowe i przekonania warunkowe. Te przekonania kluczowe, czyli np. one brzmią tak, że: muszę radzić sobie ze wszystkim sama, muszę dać radę, nie mogę prosić o pomoc. Te takie zakodowane głęboko w nas przekonania, że ja muszę dać sobie rade sama, bo inaczej będą się ze mnie śmiali, inaczej będą wytykali mnie palcami. Że ona sobie nie radzi, że jest złą matką być może, bo potrzebuje np. odpoczynku albo potrzebuje po prostu pomocy w czymkolwiek. Nie jest to absolutnie powód do wstydu, ale jak zmienić te przekonania. No właśnie, nie zmienimy ich, jeżeli nie uświadomimy sobie w pierwszym momencie skąd te przekonania wynikają.

Czy te przekonania są nasze czy te przekonania są kogoś, kto nam je przekazał? Na przykład matka – słuchaliśmy od maleńkiego kiedy mama mówi „musisz być silna, musisz sobie dawać radę, weź się w garść, musisz to robić sama, ja ci nie pomogę” itd. Więc uświadommy sobie skąd pochodzą te nasze przekonania, skąd one się wzięły i kogo są to przekonania. Czy one są moje czy np. mamy czy ojca, który właśnie je powtarzał, ubierał je w słowa i próbował zaszczepić we mnie tak bardzo, że one wchłonęły bardzo głęboko i zostały z nami na zawsze. Ale one nie zawsze są nasze, bo gdyby nie wpływ zewnętrzny, to być może wcale tak bym nie uważała. Być może dla mnie nie jest wstydem poprosić o pomoc, ale wstydem proszenie o pomoc było dla mojej mamy, która np. mówiła „tylko nikogo nie proś” itd. gdzieś tam w mieście czy na wsi, „nikogo nie proś”, „same sobie poradzimy”, „musisz być silna” itd. Te przekonania nie zawsze są nasze i warto sobie to uświadomić w pierwszym kroku do ich zmiany.

SM: Mam takie poczucie, że kobietom w większych miastach jest może troszkę łatwiej, dlatego że jest wiele organizacji, wiele możliwości spotkania się. W mniejszych miejscowościach ten wstyd jest bardziej potęgowany przez sąsiadów, księdza, środowisko szkolne, bo jest to mała miejscowość, więc tym kobietom jest trudniej ukryć pewne rzeczy. W mieście jesteśmy bardziej anonimowe i mniej osób interesuje się naszym życiem, bo sami mają milion swoich spraw. Na wsi jest społeczność skupiona na tym, co u sąsiadów się dzieje. A to przy kawce jedna sąsiadka z drugą poplotkują o pani x czy pani y, bo jej się akurat właśnie życie rodzinne sypie, a dziecko ma same jedynki w szkole itd., itd. Jeszcze jak chodziły panie do kościoła to: czy ty widziałaś, jak ubrana była ta czy ta osoba. Więc myślę, że to społeczeństwo, które nas otacza, mało wspierające, sprawia, że my zamykamy się w swoich czterech ścianach. Często też jest tak w rodzinach przemocowych, że jest po prostu poczucie wstydu, że mam tatę alkoholika, że mam przemoc fizyczną w domu. Jest strach przed tym oprawcą połączony ze wstydem. Tutaj służby, które mogą nam pomóc, czyli policja, punkty interwencji kryzysowej, czy dzielnicowy, bardzo często nie dostają informacji, dopóki nie wydarzy się gdzieś tragedia. Jest też problem z komunikacją. Często widzimy, że u kogoś dzieje się coś złego, ale po prostu milczymy, wolimy tego nie widzieć, bo jest łatwiej. Często chcielibyśmy pomóc, ale osoba, której ta pomoc jest potrzebna, to jeszcze boi się o nią poprosić. Nie jest na nią gotowa. W którym momencie przechodzimy tę granicę, kiedy mówimy już sobie dość, już czujemy, że więcej nie damy rady. W którym momencie musimy już poprosić o pomoc, żeby zachować ten komfort życia psychicznego? Już nie mówię o bezpieczeństwie fizycznym swoim czy dzieci. Mówimy tutaj w skali tej depresji – kiedy już to jest tak, że musimy zgłosić się do specjalisty, bo może się wydarzyć tragedia?

AB: Kiedy nasze cierpienie zaczyna oddziaływać na różne aspekty życia. Czyli na początku my czujemy się źle sami ze sobą. Mamy obniżone samopoczucie, mniejszą motywację, ale na razie oddziałuje to tylko na nas. Tylko później zaczyna przenosić się na różne dziedziny naszego życia: przestajemy mieć możliwość skupienia w pracy, przestajemy mieć w ogóle ochotę wychodzenia z domu, przestajemy dobrze opiekować się dziećmi z powodu właśnie tego jak się czujemy. Czyli w momencie kiedy zaczyna się to rozszerzać na różne aspekty życia, sytuacja robi się naprawdę niebezpieczna. I od tego jest krok już do naprawdę coraz gorszego samopoczucia, które w końcu może doprowadzić do tego, że nie będziemy już w stanie nawet o tą pomoc poprosić. I wtedy musimy już liczyć na to, że ktoś z bliskich zauważy, co z nami się dzieje i nam pomoże.

Tylko że ten moment kiedy powinnyśmy zaczynać szukać pomocy, jest tak naprawdę dosyć wcześnie. Wtedy kiedy zaczynamy czuć dyskomfort. Kiedy codzienne życie sprawia nam cierpienie, kiedy pojawia się niechęć, brak motywacji, brak radości życia, już wtedy powinnyśmy prosić o pomoc, a nie w momencie kiedy nie będziemy w stanie już funkcjonować w różnych dziedzinach naszego życia. Później docieramy już do takiego momentu kiedy może być za późno. Im wcześniej zareagujemy, tym jest większa szansa na to, że w krótszym czasie poradzimy sobie z tym co nam się w życiu dzieje. Dlatego nie warto absolutnie zwlekać do momentu, w którym to już inni zauważą co się z dzieje – przestałaś się opiekować dziećmi, przestałaś chodzić do pracy, przestałaś wychodzić z domu, leżysz i śpisz całe dnie. Wtedy dojdzie nam kolejna bardzo silna negatywna emocja jaką jest poczucie winy, że zaniedbuję wszystko dookoła.

SM: Niektóre matki powtarzają dzieciom, że wszystko da się zrobić i nie ma rzeczy niemożliwych. Czy takie sygnały, takie słowa są ważne dla dzieci?

AB: Ważne są dla dzieci, oczywiście. Przede wszystkim pokazanie im, że my w nie wierzymy, że wierzymy, że się uda, że pomimo porażek, które zdarzają się na ich drodze i tak wierzymy, że dadzą radę. Wierzymy w nich. Jesteśmy z nimi w każdej jednej sytuacji. Ale nie możemy przy tym zapomnieć o tym, żeby dawać również prawo do porażek. Dawać prawo do tego, żeby coś im się nie udało, żeby coś nie wyszło.

Bo w momencie kiedy będą takie komunikaty tylko jednostronne, czyli że wszystko na pewno się uda, że wszystko na pewno będzie wspaniale, w momencie kiedy pojawi się jakiś kryzys, czy dziecko sobie z czymś nie da rady, być może będzie się ono wstydziło, bo przecież ze wszystkim powinno dać sobie radę. Może będzie się wstydziło poprosić o pomoc. Dlatego komunikaty, że w nie wierzymy, że wszystko się uda, że są bardzo silni, wspaniali – jak najbardziej, ale przy tym nie zapominać o tym, żeby dawać im prawo do drobnych potknięć, do porażki, do gorszego samopoczucia czy gorszego dnia.

SM: Rzeczywiście jest tak, że jeżeli powtarzamy pewne słowa, to zaczynamy same w nie wierzyć. Nawet w sytuacji trudnej gdzieś to nasze poczucie, że będzie lepiej, ta nadzieja, zaczyna się w nas rodzić i zaczyna kiełkować ta pozytywna myśl, która przekłada się też na zmianę postrzegania otoczenia, sytuacji. Bardzo często mamy, które są w sytuacji trudnej, bo przytłacza je problem z ojcem dzieci, problemy z dziećmi w relacji, w nauce, w codzienności, w funkcjonowaniu, bardzo często mówią „kurczę, ja już nie dam rady, ja już nie mam siły, mnie to wszystko po prostu przerasta, ja mam dość”. I wtedy taka osoba z zewnątrz, która rozmawia, mówi „słuchaj, Boże, dziewczyno, ty tyle w życiu przeszłaś, dasz radę”. I rzeczywiście za chwilę wypijemy łyk herbaty, odetchniemy, zrelaksujemy się i gdzieś ta nasza perspektywa zaczyna się zmieniać. Chciałabym właśnie powiedzieć o tej osobie, która jest z boku, która nam może pomóc. Jak pomóc? Pomóc nam fizycznie, czyli rzeczywiście przyjść, pomóc nam uporządkować mieszkanie, porozmawiać z nami? W jaki sposób może nam pomóc osoba, jeżeli my już jesteśmy w tym stanie takiej może nie przewlekłej depresji, ale tych początków, takich załamań, stanów zniechęcenia, znużenia, odizolowania, odcięcia się? Co nasza przyjaciółka, mama, osoba wspierająca, może zrobić?

AB: Na początku, jeszcze w tym wczesnym etapie oczywiście przede wszystkim być. To jest taka podstawa. To jest „bycie” i swoją obecnością, czy taką po prostu duchową, czy wystarczy samo to żebyśmy wiedzieli, że jest ktoś komu na nas zależy, kto w nas wierzy, kto nie powie „co ty robisz? Weź się w garść. Czemu dom znowu nie jest posprzątany?”, tylko przyjdzie i powie „chodź pomogę ci, zrobimy to razem. Wiem, że jesteś zmęczona”. Ktoś, kto da nam prawo do tego samopoczucia. Kto nas zrozumie, a nie oskarży, czyli powie „rozumiem, że masz bardzo ciężko, rozumiem, podziwiam cię, że sobie z tym wszystkim radzisz sama. Chodź ci pomogę”. Czyli po prostu bycie jest bardzo ważne – bycie i trwanie przy kimś, na kogo możemy liczyć. Kto nie oskarży nas, czy nie zarzuci nas jakimiś oskarżeniami, że sobie z czymś nie radzimy, tylko właśnie pomoże.

Oczywiście trzeba pamiętać o tym, żeby nie wyręczać, a pomagać w wypełnianiu np. codziennych obowiązków. Bo to też może się utrwalić taki trwały schemat i też pogłębić wycofanie z codziennych aktywności w momencie kiedy ktoś zacznie to robić za nas. Czyli warto pomagać, ale nie wyręczać.

SM: Właśnie miałam takie pytanie, czego nie należy robić w kontakcie z osobą, która ma początki czy stany depresyjne, czy początki takich stanów wycofania się. No to już wiemy, że nie wyręczać. Czy coś jeszcze?

AB: Tak. Przede wszystkim wszystkie takie bardzo popularne pomocowe, pseudopomocowe tak naprawdę, komentarze typu „weź się w garść”, „inni mają gorzej”, „zobacz, na świecie ludzie umierają, na świecie ludzie tracą dorobek życia, ludzie chorują, a tobie nic nie jest. Masz dom, dzieci, o co tobie chodzi?”. Takie wszelkie komentarze mogą odnieść przeciwny skutek. Czyli wzbudzić poczucie winy w osobie, która doświadcza tych stanów depresyjnych. Takie poczucie, że coś ze mną jest naprawdę nie tak, że przecież tak jak ona czy on mówi – mam wszystko, mam dzieci, o co mi chodzi, co się ze mną dzieje. Zabiera to prawo tej osobie do doświadczenia takich stanów. A przecież jak każdy z nas ma prawo zachorować na jakąś chorobę fizyczną, somatyczną typu zapalenie gardła, tak samo każdy z nas ma prawo doświadczyć załamania psychicznego czy gorszych dni psychicznych. I warto o tym pamiętać.

Takie komentarze „pomocowe” typu: inni mają gorzej, o co tobie chodzi, masz wszystko czego potrzeba, przeczą zrozumieniu drugiej osoby. Więc tego robić nie należy. Nie należy również wyręczać czy zmuszać do różnych rzeczy. Czyli „no chodź, dalej, pójdziemy gdzieś tam to będzie ci lepiej”, „rusz się, a nie tylko leżysz w tym łóżku, siedzisz w domu”. Można zaproponować – to chodź coś porobimy razem, chodź pójdziemy do kina, aktualnie sytuacja trochę jest inna, ale można właśnie proponować, ale nie zmuszać, żeby ruszyła się i zaczęła coś robić taka osoba.

SM: Chciałam jeszcze nawiązać do tego, że bardzo często kobiety, które są w związkach doradzają samotnym czy samodzielnym matkom i to są takie „złote rady”. Często, rozmawiając z kobietami, słyszę „no ale przecież o co ci chodzi, wydziwiasz, ja też jestem sama, bo mój mąż pracuje jako kierowca zawodowy i jeździ po Europie”.

AB: To znów jest zaprzeczenie temu, że osoba ma prawo do takich stanów. Ma prawo do gorszego samopoczucia, ma prawo do złego samopoczucia. Ma prawdo do tego, żeby poczuć się gorzej, żeby sobie nie poradzić z czymś. I kiedy mówimy właśnie takie rzeczy, to zabieramy to prawo tej osobie, tak naprawdę, mówimy jej „ty nie możesz się tak czuć, nie możesz, nie czujesz się tak”. Zaprzeczamy temu, jej prawdziwemu cierpieniu – mniejszemu lub większemu, ale tego absolutnie nie należy robić, bo tylko dołożymy w ten sposób.

SM: Taki proces odchodzenia od ludzi, którzy właśnie nas nie wspierają jest bardzo trudny, ponieważ bardzo często my w tym środowisku funkcjonujemy od dzieciństwa. To są osoby w postaci mamy, babci, rodziców, przyjaciółek, sióstr. Mówię tu o kobietach, bo uważam, że kobiety potrafią być dla siebie mocno wspierające. Później osoby, które zaczynają dostrzegać sytuacje troszkę z innej perspektywy, zaczynają widzieć, że są częściej oceniane, niż wspierane. Może i chciałyby wyjść z tego otoczenia, może chciałby zrobić krok w przód, odsunąć się, ale jest ciężko, bo jak rozmawiać z mamą, żeby nagle przestała nas oceniać. Albo jak powiedzieć swojej przyjaciółce „weź uprzejmie się nie wypowiadaj na tematy, które nie dotyczą twojego życia, bo nie znasz tego życia od drugiej strony”, ale z drugiej strony jest to osoba, która nas zna praktycznie najlepiej. Więc jak to przejść?

AB: Przede wszystkim odizolowanie się od takich osób nie jest proste. To jest bardzo trudne. I bardzo często możemy nie dać rady odizolować się od nich fizycznie, ale możemy pracować nad tym, aby odizolować się od nich mentalne, czyli emocjonalnie. Czyli, że te rzeczy, które oni mówią, to są ich przekonania, ich wartości, ich zdanie, do którego oczywiście mają absolutne i całkowite prawo, ale nie mają już prawa do tego, żeby zmusić mnie, żebym powielała ich przekonania. Ja mam własne przekonania, własne poglądy na różne tematy i mimo tego że jestem fizycznie z tymi osobami, wcale nie muszę być z nimi emocjonalne.

Oczywiście nie chodzi o to, żeby okazywać jakieś zewnętrzne oznaki tego, że nas nie interesuje to co mówią, ale po prostu dać im prawo do tego, żeby wyrażali swoje poglądy, ale mnie to nie dotyczy. Ona mówi o sobie, mówi o swoich poglądach, swoich wartościach, nie o moich i nigdy o moich mówić nie będzie, bo nigdy nikt nie stanie na naszym miejscu. Nie da się wejść w nasze buty, że tak powiem, i przeżyć dokładnie, identycznie tych sytuacji, które my przeżywamy. Możemy te rady oczywiście brać do siebie. Te rady, które mają nas rzeczywiście wspomóc. Docenić to, że ktoś nam pomaga, ale absolutnie nie musimy wierzyć w każde z tych przekonań.

SM: Chciałam zapytać, czy taka postawa, taka opcja jak metamorfoza poprawia samopoczucie kobiety? Wiadomo, poprawia jej wygląd, jej nastrój, ale czy też wpływa na to, że rzeczywiście daje realne odniesienie do tych stanów w głowie i jest takim początkiem zmiany na dobre? Chcę nawiązać do tego, że SAMA-MAMA była jednym ze współorganizatorów metamorfozy mam, kobiet, które zamieszkują w domu samotnej matki. Tam był makijaż, zmiana fryzury, była sesja fotograficzna i te panie wychodziły po tych paru godzinach uśmiechnięte, zadowolone. Mówiły, że to było spełnienie ich marzeń, że nigdy w życiu nie przeżyły takiej przygody, że to było coś wyjątkowego. To było parę godzin tylko dla nich, gdzie mogły się zrelaksować. Gdzie mogły spróbować skorzystać ze swojej kobiecości troszkę w innym wymiarze. Czy rzeczywiście to wyjście do fryzjera, wyjście do kosmetyczki, kupienie sobie nowego ciucha – bluzki, spodni, apaszki, bo ja jestem pasjonatką – poprawia nam nastrój i przyczynia się do tego, że rzeczywiście jesteśmy w stanie poprawić to samopoczucie na tyle, żeby nie poddać się tym stanom depresyjnym? Czy to w ogóle nie ma wpływu i jedno z drugim się nie łączy?

AB: Ma to bardzo duży wpływ na nasze samopoczucie, bo kiedy czujemy się lepiej same ze sobą np. dzięki temu, że chociażby zrobiłyśmy sobie makijaż, paznokcie, nową fryzurę, kupiłyśmy nowe ubranie, czujemy się od razu bardziej atrakcyjne. I dzięki temu czujemy się, chociażby przez tę godzinę czy przez te pół godziny, lepiej same ze sobą. I to zwrotnie ma wpływ na to jak wygląda chemia naszego umysłu. Chemia mózgu, czyli jakie neuroprzekaźniki zaczynają się wytwarzać. Zwiększa się poziom serotoniny, czyli tzw. tego neurotransmitera, który odpowiada za dobre samopoczucie. I nawet odrobina czy taka godzinka dla siebie, czy zmiana czegoś we własnym wyglądzie już może wpłynąć na to jaka jest tzw. chemia naszego mózgu, czyli jakie wydzielają się tam neuroprzekaźniki czy hormony.

Dlatego ma to bardzo duży wpływ i zaleca się osobom z takimi stanami, oczywiście tak samo jak osobom po rozwodzie czy po jakichś trudnych wydarzeniach, żeby znalazły cokolwiek pozytywnego w tym co się wydarzyło. Cokolwiek co mogą teraz zrobić dla siebie. Co mogłoby pomóc im poczuć się lepiej, czy miałaby to być np. zmiana fryzury czy garderoby. Wszystko co miłość do siebie byłoby w stanie zwiększyć jest ogromnie ważne. Ale musimy pamiętać o tym, że to podziała na problemy z samooceną czy na drobne stany depresyjne, ale już nie na tą ciężką depresję. Wtedy już, niestety, mało co tak naprawdę jest nas w stanie wyprowadzić z tych stanów. I nawet wtedy zmuszanie takiej osoby do tego, żeby właśnie wzięła się w garść i poszła do fryzjera, czy kupiła sobie coś do ubrania i będzie dobrze, to już nic nie da. I o tym koniecznie trzeba pamiętać.

SM: W momencie, w którym jesteśmy już w tej ciężkiej depresji to gdzie szukać pomocy? Bo rozumiem, że tu już musimy się kontaktować z lekarzem. Tu już potrzebujemy wsparcia specjalistów, same nie jesteśmy w stanie sobie poradzić.

AB: No właśnie najgorsze jest to, że osoby w tym ciężkim epizodzie depresyjnym bardzo często już nie chcą tej pomocy. Nie wykonają już nic i wtedy cała rola spada na członków rodziny. Musimy koniecznie pamiętać o tym, że jeżeli dojdzie to już do takiego momentu, kiedy pojawiają się myśli czy zamiary samobójcze, czy jakieś próby samobójcze, czy jakieś zachowania samookaleczające, czyli osoba zaczyna stanowić zagrożenie dla swojego zdrowia i życia, wtedy na podstawie Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego z 1994 roku mamy prawo do tego, żeby skierować ją na przymusowe leczenie psychiatryczne. I tego też warto być świadomym. Jeżeli bylibyśmy w otoczeniu takiej osoby, która zagraża swojemu życiu, swojemu zdrowiu możemy po prostu wezwać pogotowie, wezwać lekarza, wezwać pomoc i skierować ją nawet na leczenie wbrew jej woli. A w momencie kiedy jeszcze nie ma tego stanu aż tak krytycznego, wtedy warto szukać pomocy w jakimkolwiek miejscu zajmującym się zdrowiem.

Dzisiaj nawet lekarz rodzinny jest w stanie rozpoznać symptomy stanów depresyjnych i wspomóc lub wystawić skierowanie do specjalisty czy do poradni psychologicznej, czy na psychoterapię oraz do psychiatry. Więc nie wolno wstydzić się tej pomocy. Nie możemy się tego wstydzić, bo to jest dokładnie to samo jak wstydzilibyśmy się anginy. Nikt nie wstydzi się tego, że zachorował na gardło, ale ludzie wstydzą się tego, że wezmą mnie za wariata, ponieważ chodzę do gabinetu psychologa. Takie stereotypy ciągle wśród nas funkcjonują. Szczególnie tutaj, bo na zachodzie wygląda to już troszkę inaczej. Tam wręcz powodem do dumy jest posiadanie własnego przewodnika duchowego, jak nazywają tych coachów, czy psychoterapeutów. Ale u nas to wciąż wstyd. U nas to wciąż ktoś kto idzie prosić tam o pomoc jest stygmatyzowany.

SM: Czy rzeczywiście jest tak, że kobiety, które są w sytuacji okołorozwodowej i czują, że jest im bardzo ciężko, nie radzą sobie z tą sytuacją, mogą zgłosić się do lekarza pierwszego kontaktu poprosić o skierowanie na NFZ do terapeuty, do psychologa, psychiatry, który pokieruje w dalszym etapie tą ścieżką, procesem i terapią?

AB: Tak. jak najbardziej, możemy się zgłosić. Lekarz pierwszego kontaktu może wystawić nam skierowanie. Może również wdrożyć jakąś farmakoterapię i możemy poszukać w naszym mieście czy miejscowości, przychodni, poradni zdrowia psychicznego i poszukać takiej pomocy na NFZ. 

Przy ciężkiej depresji potrzebna jest farmakologia oraz dobra terapia. Połączenie dwóch elementów. Do nieodpowiedniego specjalisty zdecydowanie łatwo się zrazić. Wielokrotnie się z tym spotykam, że osoby czasami wędrują po pięciu, dziesięciu psychologach i później mówią, że one już nie mają siły, szukać kolejnej osoby, bo znów będzie to ktoś im nie odpowiadający. Dlatego też powinnyśmy być świadomi różnych nurtów terapeutycznych w jakich pracują psychologowie. Nie każdemu będzie np. odpowiadał nurt psychoanalityczny czy psychodynamiczny. A komuś innemu może nie odpowiadać terapia poznawczo-behawioralna, więc warto zapoznać się mniej więcej na czym to polega. Oczywiście w stanach depresyjnych czy w stanach, kiedy nasze myślenie zaczyna iść w negatywnym, nieprawidłowym kierunku, najbardziej zalecana jest terapia psychoterapia poznawczo-behawioralna, czyli psychoterapia, która wpływa na zmianę naszego myślenia.

SM: Drogie czytelniczki na ten moment możecie otrzymać wsparcie specjalistów na naszej zamkniętej grupie Sama Mama i rozstanie (https://www.facebook.com/groups/5084724381599111). Jeżeli nie będziecie chciały być na forum, można też kierować te pytania anonimowo, bo rozumiemy, że bardzo trudno jest się upublicznić ze swoimi emocjami, ze swoimi problemami.

AB: Jeszcze powiem wszystkim mamom, kobietom i wszystkim z nas, którzy być może wstydzą się prosić o pomoc, że psychologa obowiązuje absolutna tajemnica zawodowa. Czyli wszystko o czymkolwiek byśmy nie rozmawiali na spotkaniach czy jakiekolwiek zadalibyście pytanie to wszystko pozostaje objęte absolutną tajemnica zawodową. I jest to wpisane po prostu w pracę.

Pamiętajcie, nie wstydźcie się prosić o pomoc, jesteśmy od tego, aby tej pomocy wam udzielić. Każda z was jest ogromnie silną kobietą i ma prawo do gorszych dni.

SM: Piękna puenta. Ja się pod nią podpisuję oczywiście. Pani Agato, bardzo dziękuję za przyjęcie zaproszenia i rozmowę.

AB: Bardzo dziękuję za dzisiejsze spotkanie i mam nadzieję, że będę mogła pomóc wielu wspaniałym, samodzielnym mamom. Do zobaczenia

SM: My również na to mocno liczymy. Do zobaczenia.

Transkrypcja i korekta – Ewelina Powierska (ewelina.powierska@gmail.com)

Zobacz także:

Czy to smutek, czy już depresja?