Gdy brak wsparcia – dalsza część rozmowy z Elizabeth Maziakowską

Rozmowę prowadzi Anna Wieczorek

AW: Czujesz się spełniona?

EM: Ogólnie nie. Nie czuję się spełniona tak na 100% ani na drodze zawodowej, ani osobistej – jeszcze za szybko na takie deklaracje. Raczej jestem dumna z tego, co potrafię ogarnąć i na tym się skupiam. Jeszcze dużo pracy przede mną.

Czego brakuje Ci w życiu zawodowym i prywatnym, by czuć się spełnioną?  

Marzyłam o pracy z domu na moich zasadach, z moja przestrzenią, ale nie udało się – nie jestem w stanie się utrzymać z pisania. Osobiście brakuje mi więcej zrozumienia i działania, więcej zdrowego egoizmu. 

Kto Cię wspiera w osiąganiu Twoich sukcesów?

Przyjaciółki: Anna, Margaret i Marta Juroszek to moja trójca konsultacyjna. Z Anną kontakt jest najbardziej frywolny i dzięki temu powstają prześmiewcze teksty. Oczywiście moja mama również daje mi ogromne wsparcie.

Co mąż, córka, przyjaciele, najbliżsi myślą o Twoim pisaniu?

Córka jest humanistką, odziedziczyła po rodzicach część pasji i też dużo pisze. Tak naprawdę nie wiem, co kto myśli, nie mam takiej mocy, żeby zrobić wgląd w te myśli. Nikogo tym nie krzywdzę, pisanie mnie uspokaja, jak to stwierdził mój mąż; ale ponieważ się na tym nie zna – jak twierdzi – nie wtrąca się w to. Najbardziej zainteresowani to znajome mole książkowe. 

Na pewno w domu nikomu nie zawadzam swoją pasją, ale też, tak jak wspomniałam, nie czytam mężowi nic z tych rzeczy, bo jego to nie interesuje. Mam od tego inne osoby, które się na tym bardziej znają.

Spytałaś? Może warto zapytać?

Oczywiście, była szczera rozmowa, z której właśnie wyniknęło, że mąż się na tym nie zna, ale jest w stanie ocenić wizualnie – gdy np. nie podoba się okładka itp. Związek, gdzie brak zainteresowania, co teraz tworzę, co robię, jaką mam koncepcję, jest bardzo trudny, bo muszę tą pasję dzielić na odległość z tymi, którzy to rozumieją, ale nie mogą być blisko. Nie chcę się tym zadręczać, bo zdaję sobie sprawę, że to hobby – z tego nie mam chleba.

W jednym z artykułów mówisz o braku wsparcia, braku zrozumienia czy zainteresowania ze strony męża w swoich działaniach, Czy trudno jest realizować swoje pasje i marzenia bez wsparcia najbliższej osoby, jaką jest mąż? Jak sobie z tym radzisz? Jak to jest mieć u boku osobę, która nie pcha nas ku celom, nie doradza, a cieszy się szczęściem i sukcesami? To możliwe?

Brak wsparcia wiąże się z brakiem poczucia akceptacji. Kiedy pracuje się na etacie i wraca do domu i przychodzi czas, że coś jest wydawane i wiszę na telefonie, komunikatorze i nawijamy z ekipą o szczegółach, to może być frustrujące i nie najlepiej wyglądać z boku. 

Nie czujesz się akceptowana w relacji mąż – żona? Czy to czasem nie przejaw zazdrości, że coś Ci się udało? 

Wyobraź sobie, że w takim przypływie ktoś sprowadza cię do takiej temperatury minus, bo tytuł nie taki, okładka nie taka itp., czyli tak jak twierdzi mój mąż: z jednej strony nie zna się na tym, a z drugiej jednak krytykuje. Nie czuję się z tym super, bo nie potrafię określić, czy to zazdrość, czy rzeczywiście chodzi o narażenie swojej reputacji. To wygląda wtedy tak, że gwiazda chce się wybić, coś tworzy, nic z tego sensownego nie ma, najbliżsi przyklasną, pogratulują i wszystko. Trzeba w każdej pasji dostrzec głębię i nie musisz tego chwalić, ale szanować. Mąż jest podobnego zdania, że w życiu jest przeznaczenie i droga prędzej czy później zaprowadzi nas do obranego celu. Przekonał się o tym na swojej ścieżce pracy.

Czy w takich chwilach jest Ci przykro? Co wtedy czujesz?  

Nie ma sytuacji, w których mąż zapytałby: O czym piszesz? Co to za projekt? Jest mi przykro, oczywiście, bo liczę się ze zdaniem najbliższych, ale nie mogę się od męża niczego sensownego dowiedzieć. Z jednej strony ufa mnie i moim pomysłom, a z drugiej strony poza ostatniej niedoszłej publikacji miałam straszną awanturę w domu: za okładkę, za tytuł, za nieszanowanie się z opinią najbliższych, a nawet narażenie swojego wizerunku. To mnie początkowo rozszarpało wewnętrznie. 

 Wspierasz swojego męża?  

Ja bardzo dużo poświęcam  dla najbliższych, dla męża również. Oczywiście to nie jest tak, że jestem jak święta Elżbieta męczennica – wszystko dla wszystkich, a dla mnie nic, jednak jako kobieta dołożyłam tych starań często ponad swe siły i ponad miarę. Ponoć razem z mężem z prokreacji wskoczyliśmy na pasję i to tak różne, że po drodze pojawiły się komplikacje. Z tym, że ja męża w jego pasji wspieram, słucham z ciekawości, nie z przymusu, natomiast ja tego nie mam. Muszę pytać o zdanie recenzentów, szukać, badać.  

Kto jest więc pierwszym krytykiem, gdy powstaje jakiś tekst lub pomysł? Z czyim zdaniem liczysz się najbardziej?

Z psychologiem Martą Juroszek, wydawcą i Anną – to są osoby, które zawsze są pytane o moje pomysły i staramy się razem przedyskutować moją twórczość. To bardzo trudne zadanie, bo ja mam taką wolną duszę artystyczną. Później ktoś, kto jest bardziej techniczny, musi to odwzorować, a ja mogę sobie tylko mówić, o co mi chodzi w całej tej pracy. Na początku, kiedy coś jest krytykowane, ale w sposób konstruktywny, strasznie się burzę: poświęciłam na coś mnóstwo czasu i wizji i muszę podjąć decyzję, czy polegać na ekspertach, czy oddać wodze swej fantazji. Decyzji w sprawach spornych nie podejmę od razu, muszę przemyśleć i rozłożyć wszystko na czynniki pierwsze. Najważniejsze, żeby w czasie twórczości nikogo przypadkiem nie obrazić, nie uprzykrzyć i nie dopuścić do publikacji czegoś, co mogłoby kogoś w jakiś sposób poniżyć. Od tego mam zaufane osoby. 

Czym interesujesz się poza pisaniem? Co lubisz robić w wolnym czasie? 

Bardzo lubię spać i śnić, bo sny wiele mi mówią. Coraz lepiej radzę sobie z ich interpretacją. Interesuję się duchowością, kartami Lenomard i numerologią.

Natomiast nie popadam przy tym w fanatyzm.

Co chciałabyś przekazać swoim czytelnikom, innym mamom, które też piszą do szuflady, lub robią inne cudowne rzeczy w zaciszu domowym?

Jeżeli pasję wykonujemy tylko dla pieniędzy, to nie osiągniemy tej radości, tej adrenaliny, ale też tego całego kunsztu twórczości, w której liczy się drugi człowiek, jego odbiór, jego uczucia, jego zachowanie. To, co robimy –  czy to pisanie, rękodzieło, tworzenie muzyki – powinno płynąć z formy terapii siebie. Mnie na przykład sprawia radość pisanie bez względu na profity i dalej to robię, chociaż w koło się słyszy, że dziś więcej autorów i pisarzy niż czytelników. Przecież treść pisana, a później produkt uboczny tego procesu, jakim jest książka, to wciąż najtańsza forma zdobywania wiedzy. Biorąc pod uwagę wkład pracy, jaką autor włożył w cały proces, byłoby mało satysfakcjonujące, gdyby wynagrodzenie miały być wyłącznie finansowe. To samo dotyczy rękodzieła, które nie jest chińską taśmą z produkcji. Moja rada będzie krótka: po prostu rób to, co kochasz.

Dziękuję za rozmowę!

Na kolejną część wywiadu z Elizabeth zapraszamy wkrótce!