Detoks medialny – nauka medytacji

Od dłuższego czasu przestałam żywić się strawą, którą serwowały media. Jak wiele umysłów zaprzątniętych jest oddawaniem hołdu bezwartościowym treściom, przykazaniom, czy prestiżowi współczesnych trendów.  Jak wiele jest także głupoty wdzierającej się brutalnie w strefę publiczną, głównie dzięki internetowi i mediom społecznościowym. Codzienne transmisje dotyczące mody, kosmetyków, sprzedaży, bogacenia się, wielkich przemian zmusiły mnie do refleksji: gdzie w tym wszystkim mogę znaleźć coś dla siebie? Gdzie znajdę wartości, które wspomogą mój proces wyciszenia, a przede wszystkim spokoju? Do tej pory tego nie znalazłam, ale systematycznie zatruwałam się skrolowaniem prywatnych zdjęć, obnażaniem się ze swoich życiowych aspektów, zapominając, że to zwyczajnie niebezpieczne.

Media społecznościowe to najzwyczajniej w świecie publiczne pamiętniki. Już nie musimy zamykać niczego na klucz, żadnej treści, żadnego zdjęcia: wszystko podajemy na tacy, łącznie z lokalizacją, gdzie aktualnie się znajdujemy i jak wspaniałe życie prowadzimy. Ale czy oby na pewno jest nam to konieczne do szczęścia? 

Mnóstwo pytań mnożyło się w moim umyśle. Z tego myślenia narodziła się silna wola, że nie potrzebuję tego i mogę to bez dłuższego namysłu opuścić, odpocząć od pyszałkowatych, bombardujących mnie każdego dnia pustych sloganów.

Co mnie skłoniło do podjęcia owego detoksu? Nie jest to pierwszy tego typu reset, którego się podjęłam. Wcześniejszy trwał kilkanaście ładnych miesięcy, obecnie planuję znacznie dłuższy, przychylając się do pozostania w takiej medialnej stagnacji nawet na stałe. 

Obciążał mnie natłok wiadomości prywatnych, słabe treści popularnych niegdyś fanpejdży i chwalenie się prywatnymi zdjęciami. Uznałam, że cokolwiek bym nie wystawiała, czy to w formie cytatu czy prywatnego zdjęcia, narażam się jednak z dnia na dzień na pozostawienie śladu w sieci. A przecież Facebook nie zapomina, szczególnie zdjęć. Już dziś mogę spokojnie siebie wygooglować i znaleźć informacje o sobie. To oczywiste w przypadku, gdy jest się poniekąd twórcą i autorką. Postanowiłam jednak z większą świadomością pozostawiać po sobie ślad i budować treści, które będą służyły większości. 

Nie oglądam telewizji, w drodze do pracy słucham muzyki i zapowiedzi pogody, która od dawna nie napawa optymizmem. Wyszukuje tylko stron internetowych, które mnie inspirują, budują, pomagają poznać ciekawe osobistości.

Wpatrując się w horyzont nadchodzącego dnia, dostrzegam, w jak wielu miejscach zmuszona jestem dokonać właściwych wyborów. Poprzez zwiększenie czasu na medytację, przemyślenia i obserwację, staje się wolna od kompulsywnego planowania. A przecież przejawem pychy, która gromadzi się masowo w Internecie jest myślenie, iż życie powinno być wolne od porażek. 

Ja w bagnie swoich błędów ujrzałam piękny krajobraz. Czas, jaki mogę poświęcić na rozmyślanie, na teraźniejszość, pomimo przeprawiania się przez szlam zepsutego świata, dodaje mi siły i energii. Dostrzegłam problemy jako okazję do zaufania przede wszystkim samej sobie, ponieważ bardzo mi tego brakowało. Istotę mojego stanu najlepiej oddaje słowo „wypalenie”. Wszystkie mroki i postacie, które odebrały mi nadzieję, stawały cicho pod ścianą mojej czaszki, ograniczając mi swobodę. Potrzebowałam otuliny ciszy, aby wytrwać to, co jeszcze niewidzialne dla mych oczu i innych. Zdecydowanie uważam, że nadmiar bodźców zewnętrznych to współczesne przekleństwo. 

Nie potrzebuję być niewolnicą obrazów i dźwięków, które zmieniają się jak piaskowe wydmy.

Mój umysł bywa niespokojny, jakby na jałowym biegu, bardzo samotny.

Nauczyłam się śmiać z samej siebie i nie traktować swojej sytuacji zbyt poważnie. Akceptując swoje ograniczenia, nabieram wolności. Musiałam walczyć, aby stać się tym, kim jestem obecnie.

Przebywającym w mediach, borykającym się z podobnymi dylematami czy taka forma obecności Was rozwija czy psuje, mogę podpowiedzieć: jeżeli murarz będzie układał cegłę jedna na drugą bez planu, to nie wyjdzie z tego katedra.

Nie pozwalaj sobie na uciążliwe wycieczki personalne od osób, które tak naprawdę nie dorównują Twoim wartościom. Medytację zacznij od prostych pytań:

Jak działasz? Jak myślisz? Jak czujesz? Jak porządkujesz sobie każdy dzień?

Aby nauka i mocne postanowienia były skuteczne, porzuć własną niewiarę. Wzmocnienie Twojej świadomości to cisza i ufność. Spędź ten czas z dala od tego wszystkiego, czego wymaga codzienność, a zacznie ona naginać się na twoją korzyść. Przyjmij nowa perspektywę, w której zaczniesz wiedzieć, co jest dla ciebie ważne, a co nie. Wytresuj demony: niech robią pajacyki!

Nawet mroczne chwile są szansą, aby zajaśniało światło. Dziękuję za okoliczności, które zmuszają mnie do tego, aby się zatrzymać. Nie ulegam reklamom.