Cześć, mam raka. Wywiad z Paulą Palenicą

Ma 35 lat, jest mamą ośmiolatka, żoną, przyjaciółką. Na nowotwór piersi zachorowała w 2017 roku. Na co dzień pracuje z dziećmi i prowadzi bloga, wspierając inne kobiety w chorobie. Prowadzi również własną działalność.

Anna Wieczorek: Masz niebieskie włosy. Czy to pewnego rodzaju bunt, czy sposób wyrażania siebie? Skąd ten pomysł?

Paula Palenica: Od dawna chciałam mieć, ale mój fryzjer się buntował. Teraz już wie, że w sumie za chwilę mogę znów nie mieć włosów – zatem po co czekać? Lubię je.

AW: Jednym z etapów choroby jest utrata włosów. Dla kobiety to bardzo ważny aspekt wyglądu. Jak było u Ciebie, gdy nadszedł ten dzień?

PP: Próbowałam się na ten dzień przygotować, miałam umowę z mężem, że jak zaczną wypadać, to tniemy na zero. Po pierwszej chemii, resztkami sił pojechałam do mojego fryzjera, żeby ściąć włosy na krótko – wówczas miałam gęste, rude włosy. Chciałam zmniejszyć traumatyczny widok garści wypadających włosów. Po dwóch tygodniach od pierwszej dawki chemii zaczęły wypadać.

Zgodnie z umową, mąż zgolił mi włosy – leżałam z głową w zlewie i wyłam – bo nazywanie tego płaczem byłoby zdecydowanie nie na miejscu.

AW: Najtrudniejszy etap choroby?

PP: Zdecydowanie wypadanie włosów. Publiczne przyznanie się do choroby.

AW: Co poza tym było najtrudniejsze dla Ciebie i Twoich bliskich, gdy nadeszła diagnoza: nowotwór piersi?

PP: Wydaje mi się, że najtrudniejsze z początku było zaakceptowanie sytuacji. Dopóki ta choroba nie dotyczy nas samych, albo kogoś z naszych bliskich, to raczej nie rozmyślamy, co by było, gdyby. W momencie, w którym nagle pojawi się w Twoim otoczeniu, jedyne, co masz w głowie, to strach, że umrzesz.

AW: Wiadomość o chorobie jest na pewno trudna nie tylko dla osoby chorej, ale też dla bliskich. Powiedziałaś od razu wszystkim? Synowi?

PP: Tak, w ciągu dwóch dni wiedzieli wszyscy, którzy powinni; natomiast synowi podawaliśmy informacje tak, aby był w stanie je zrozumieć: mama jest chora, boli ją brzuch, głowa, itp. To było wystarczająco dla pięciolatka.

AW: Co dawało Ci największą siłę, by rano wstać, uśmiechać się, być mamą, żoną ?

PP: Ludzie. Jestem zwierzęciem stadnym, wiara i siła, które dostawałam od ludzi, dawały mi moc zawsze wtedy, kiedy mi jej brakło. Ale były też dni, w których leżałam, płakałam i musiałam sama sobie dawać na to przestrzeń.

AW: Kto był najbliżej Ciebie w tym trudnym czasie?

PP: Nie mogę wymienić jednej osoby, bo byłoby to mocno niesprawiedliwe – miałam sztab ludzi, bez których wiem, że nie dałabym rady.

AW: Co choroba zmieniła w Twoim życiu?

PP: Na szczęście wiele: szybciej podejmuję decyzje, nie przejmuję się pierdołami, doceniam jeszcze bardziej małe szczęścia.

AW: Czego bałaś się najbardziej?

PP: Poza tym, że umrę, jedynie tego, że mój syn jest na tyle mały, że nie będzie mnie pamiętał. A ja go tak bardzo kocham.

fot. Emil Palenica Photography

AW: Gdybyś miała zapamiętać jedną lekcję, jakiej doświadczyłaś podczas choroby; jedną wartość, jaką z niej wyciągnęłaś – co by to było?

PP: Wsparcie ludzi – przyjaciół, rodziny ale także zupełnie obcych. Koncert, który był dla mnie zorganizowany – kosmos. Niesamowita energia, niesamowita moc, niepowtarzalne doznania. Wiem, że popełniłam w życiu kilka błędów – jak każdy, ale najwyraźniej też coś mi się udało.

AW: Miałaś momenty, kiedy czułaś, że dalej nie dasz rady?

PP: Oczywiście, że tak. Chwile załamania są chyba normalne – jednak to jest choroba, na którą się umiera.

AW: Jak w ogóle zmotywowałaś się do walki o siebie, kiedy już ją zaczęłaś?

PP: Nie wiem – tak całkiem serio. Któregoś dnia stanęłam przed lustrem, popatrzyłam sobie głęboko w oczy i zadałam pytanie: Chcesz żyć, czy umierasz? Od tego dnia zaczęłam o siebie walczyć.

AW: Czy były jakieś słowa, które podczas choroby dawały Ci najwięcej siły ?

PP: Słowa raczej nie – bardziej czyjaś obecność. Nie musiałam rozmawiać, wystarczyło, że ktoś był obok – tak po prostu.

AW: A Twoja recepta na życie?

PP: Recepta? A jest taka? Dziś mogę powiedzieć: rób swoje, nie krzywdź innych, spełniaj marzenia.

AW: Pytam o to, bo wspierasz inne kobiety w chorobie na swoim fp/ Cześć – mam raka. Skąd ten pomysł i siła, by im towarzyszyć w tym trudnym czasie?

PP: Blog jest, był, terapią dla mnie i jak się okazało – pomocą dla innych. Ponadto – na samym początku moja mama sugerowała psychologa, psychiatrę, natomiast moi bliscy popatrzyli na nią i skomentowali: Mhm, już widzimy Paulę leżącą na kozetce – jeśli cokolwiek będzie z tym rakiem robić, to krzyczeć i zachęcać innych do leczenia.
I tak się stało.

AW: Co Cię najbardziej dotyka, gdy czytasz o innych chorych, kobietach które wspierasz?

PP: Każda z nich jest zazwyczaj na etapie strachu i zwątpienia. Ja nie jestem lekarzem – ja pomagam odnaleźć im siebie w sobie na nowo, zaakceptować i zacząć bitwę o siebie.

Niestety kilku kobiet poznanych w trakcie leczenia już z nami nie ma – i każdą z tych śmierci przeżywałam bardzo.

AW: Pracujesz z dziećmi jako animator, realizujesz wiele projektów. Czy to Twój sposób na życie w chorobie?

PP: To mój sposób na życie – zaczęłam długo przed chorobą. Realizuję się w tej pracy i bardzo ją lubię – no a w życiu chyba chodzi o to, żeby robić to, co się lubi.

AW: Lubisz siebie? Za co? Dlaczego?

PP: Tak, nawet bardzo lubię. Są oczywiście kwestie, nad którymi muszę popracować, ale przecież nikt nie jest idealny. Doszłam do tego etapu, w którym się akceptuję. Lubię swój wygląd, lubię swoją wewnętrzną moc.

AW: Kim dziś jest Paula? Kogo dziś widzisz, patrząc w lustro?

PP: Jestem tą samą Paulą, tylko trochę bardziej zdecydowaną i silniejszą.

AW: Jak dziś postrzegasz życie?

PP: Cały czas tak samo. Życie jest piękne, świat jest piękny, trzeba go tylko poznawać!

AW: „Sobą ze sobą” – zdradź kilka słów o swoim projekcie

PP: To jest projekt, który zaczynam. Na Cześć – mam raka coraz mniej mojego chorowania –  na szczęście 😉 a zagubione kobiety, nie tylko chore, cały czas są – mają problem z akceptacją siebie, bardziej przejmują się zdaniem innych, niż swoimi potrzebami – a to chyba nie tak powinno wyglądać. Może wspólnie uda nam się odnaleźć piękno.

AW: O czym marzysz?

PP: O domu. Marzę o własnym kącie z ogrodem.

AW: Co ci pozwala zachować pogodę ducha?

PP: W dużej mierze praca, choć covid mocno mi to utrudnia – ale ludzie, to ludzie są siłą.

AW: Czego Ci życzyć?

PP: Zdrowia – z resztą świetnie sobie poradzę.

AW: Kilka słów, które chciałabyś przekazać naszym Czytelniczkom?

PP: Żyj pełnią życia, ciesz się małymi rzeczami, badaj się, znajdź czas dla siebie – nikt
o Ciebie nie zadba, jeśli Ty nie zadbasz o siebie!

Rozmowę z Paulą Palenicą przeprowadziła Anna Wieczorek.