„Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta”, słyszymy to zarówno w naszych telewizorach jak i naszych głowach. Napędzanie siebie i całej machiny świątecznej nie pomaga nam w życiu codziennym. Dlaczego nie pozwalamy sobie na ten moment, w którym uświadomimy sobie, że to nie o to w świętach chodzi.

Spójrzmy na dzieci. Potrafią cieszyć się, że idą święta przez pryzmat najmniejszych rzeczy, śniegu, choinki a nawet światełek na tej choice. Potrafią rozsypać mąkę i uznać, że to zabawne, mało tego, przekują to w coś co daje podstawy do czegoś innego. Dlaczego my tracimy tą radość i same wpędzamy się w jakieś poczucie winy. Czy potrzebnie? Jeśli masz przekonanie, że musi wszystko wyglądać idealnie, masz przekonanie, że musi być czysto, kilka ciast, dużo jedzenia to gdzie w tym wszystkim chcesz szukać tej radość.

Jeśli się na coś naprawdę uprę to zrobię to – pomyślałam, kiedy wieszałam pranie. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Potrzebuję tylko dobrego planu. Usiadłam i w swoim uporze zaczęłam rozpisywać, poniedziałek: zakupy, sprzątanie garażu. We wtorek dzieci późno wracają więc mogę ogarnąć salon, ale muszę je też odebrać… Nic nie pasowało do kolejnego punktu w planie, chciałam zrobić pierogi wcześniej, ale jest jeszcze makowiec, jeszcze tylko pościel muszę zmienić. Może okna pomoże myć mi siostra, przylatuje z Londynu. Mam jeszcze jechać do banku.

Miałam wrażenie, że miałam do wykorzystania 5 dni, na dodatek wzięłam urlop trzydniowy,  ale cholera jasna w moim kalendarzu pozostało już niewiele miejsca a musiałam dopisać ubranie choinki, domu, wieniec. Tak, to mogę zlecić bratu, nie, nie mogę on się nie zna, nie ma gustu, tak to totalne bezguście. Jeszcze będzie miał ochotę robić to z moimi dziećmi albo co gorsza z sąsiadem i po co nam problemy. Niedomówienia przed świętami.

Zrobię to sama albo zrobię to z nim, jak bardzo będzie chciał mi pomagać. Co dalej?

Karpia chciała zrobić ciotka, nie to już całkiem odpada. Jeszcze może jakby chciała moja mama, ale nie, też nie. Ryba musi mieć odpowiednie kształty, musi wyglądać. Zawsze mogę to zrobić z samego rana w wigilię, tylko wtedy nie zdążę pojechać odebrać wina na wieczór. Im dłużej robiłam plan tym byłam w gorszym nastroju. I że też musi być 10 potraw i jeszcze sałatka jarzynowa. Wykończyło mnie samo planowanie. Jak ja sobie poradzę? Patrzyłam zła na kubek kawy. Co tam robisz?- kiedy mój brat zapytał mnie o to, poczułam, że najchętniej zabiłabym go bo… właśnie nie wiem dlaczego.

Przecież nic złego nie zrobił. Przynajmniej uważam, że nie chciał. Ale ja go zabić chciałam. Nic, nie widzisz, gdybyś chociaż raz w życiu chciał mi pomóc to może święta nie byłyby dla mnie traumą, z którą potem żyje cały rok. Co Cię ugryzło? – oburzył się i kontynuował. Każdego roku chcę Ci pomóc od kiedy mieszkam w tym samym mieście. Chciałem zajmować się czymś więcej a nie tylko tym, żeby dzieci nie wchodziły Ci w drogę. Chcieliśmy ubrać choinkę rok temu, chciałem jechać  na zakupy, ale chyba nie jestem godny tego, żeby kupić mak. Sama robisz sobie tą krzywdę.

Mama zaprosiła nas na Wigilię, odmówiłaś. „Nie po to budowałam swój dom, żeby akurat tej nocy jeździć po ludziach.” Przecież to Twoje słowa, czekałem aż powiesz o innych ludziach. Nie chcesz mieć pomocy, tak, to ty jej nie chcesz. Mój brat wstał i wyszedł. A ja pomyślałam: tak akurat ty chcesz mi pomóc, jakbym Ci coś kazała robić to byś nagle miał sto pomysłów na to co akurat ty musisz wtedy zrobić.

Do mamusi chce jechać? A jedź. Czemu święta nie mogą być zabronione?

Chciałabym, żeby to wyglądało inaczej. Może jest inny sposób…sama nie wiem. Przecież to nic złego, że jedzenia będzie mniej. Nie wyrzucimy tyle. Każdego roku mamy pełne kosze. Może ten garaż nie musi lśnić na święta. Może wigilia u mamy to nie jest zły pomysł, albo chociaż upiecze karpia, dzieci ubiorą choinkę, a brat zawiesi mi ozdoby. W końcu moje dzieci to nie maluchy i powinny pomagać. Nie wiem czemu wszystko chce mieć takie idealne.

Najidealniej byłoby wieczorem usiąść z kubkiem kakao i móc odpocząć za cały rok ciężkiej pracy na etacie. Borykania się z życiem i ciągłymi problemami. Mieć chwilę na wieczorna kąpiel bez myślenia, że jeszcze to i tamto. To mógłby być taki zwyczajnie niezwyczajny wieczór, w którym poczułabym, że właśnie na to czekałam cały rok. A ja siedzę i po raz kolejny zakładam, że będzie źle i co gorsza rozpisuje to zło na kartce, żeby dawkować je sobie wraz z każdym dniem przed. Nie jestem z tego dumna. Ja właśnie uświadomiłam sobie, że nie pamiętam świąt, żeby było inaczej.

Ostatnie takie święta spędziłam z rodzeństwem w domu rodzinnym. Kiedy ucierałam mak, miałam z tego frajdę, dziś jak o tym pomyśle wydaje mi się, że nic gorszego mnie nie może spotkać. Zimne ognie, jaka to była magia. Dziś nie chce magii a zimne ognie leżą w kotłowni kupione kilka lat temu i zapomniane. Warto swoim dzieciom pokazać inną wartość świąt, niż to jak matka jest wkurzona, zarobiona umęczona. Nie mam na to siły – pomyślałam rzuciłam kartką i długopisem. Po co mi plan każdego roku…? Są święta a ja każdego roku mam je zrobione. Tylko tym razem zrobię je też dla siebie a nie tylko dla świata. Nie przetrwam a przeżyje, żebym nie musiała walczyć z niechęcią kolejny rok, tylko abym poczuła, że było w tym choć trochę magii. Przetrwam a przeżyje to dwa sposoby, wiem jak wygląda ten pierwszy, w tym roku spróbuje ten drugi.

Właśnie przetrwam. Ile kobiet odnajduje siebie teraz w tym opisie?

Pewnie kilka uzna, że jest on przerysowany i może nawet nie do końca prawdziwy. Tak, zgodzę się z tym, czy my kobiety nie możemy zmienić tego myślenia? Co musi się takiego wydarzyć, żebyś zaczęła myśleć inaczej. Święta mamy co roku, każdego roku chcesz mieć ten sam scenariusz? Czy on Ci się nie znudzi? Czy może znudził Ci się już dawno a Ty sama o tym nie wiesz? Może wiesz tylko nie szukasz sposobu, żeby przeżyć je choć raz tak aby było w tym trochę magii? A może chcesz, żeby to tak wyglądało? To wiele mocnych pytań, odpowiedź pozostawiam Tobie. Przemyśl, idą święta może warto coś zrobić już w tym roku…

Polecane artykuły: