Jak ustawienia systemowe przywracają połączenie


Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że w starosłowiańskich praktykach, młode osoby, które były ze sobą „po słowie”, zanim oficjalnie przed społecznością sformalizowały swój związek, zarówno kobieta, jak i mężczyzna zamykali rozdział domu rodzinnego poprzez swojego rodzaju rozliczenie się z rodzicami tego, co od nich zabrali, a czego nie chcieli brać w nowe życie.

Taka praktyka polegała na wyczyszczeniu relacji z rodzicami z wszystkich żalów, krzywd, czy poczucia niesprawiedliwości, jakie młode osoby mogły mieć w sobie jako dzieci swoich rodziców. Polegało to również na wybaczeniu sobie i odpuszczeniu wszelkich zaszłości, polegało na podziękowaniu i uznaniu roli rodziców w wychowaniu młodego człowieka, polegało na pobogosławieniu przez rodziców młodego człowieka na nowe życie

Podobne praktyki były na porządku dziennym również innych rdzennych kulturach. Oczywiście daleko nam jest do powrotu do życia plemiennego, ale prawdą jest, że niezamknięcie rozdziału życia z rodzicami przenosi się nasze życie w relacji partnerskiej i romantycznej. Znajdujemy partnerów, którzy pomagają nam uzdrowić nas samych, poprzez odgrywanie ról, w jakich występowali dla nas kiedyś nasi rodzice.

O czym zapomnieliśmy, a co ma dalej wpływ na nasze życie pomimo rozwoju cywilizacyjnego?

Zapomnieliśmy o tym, że jako osoba składamy się w równym stopniu Jesteśmy TYM, kim była /jest nasza mama i kim był / jest nasz tata. Zapomnieliśmy o tym, jaką rolę każde z rodziców odgrywa w wychowaniu młodego człowieka. Mama uczy nas troski i miłości, tato uczy nas rozpychania się w świecie.

Neurobiologia to potwierdza. Dopiero niedawno zostało zbadane, że w korze przedczołowej każdego człowieka znajduje się replikacja neuronów naszych mam. Każdy z nas nosi w swojej korze przedczołowej około dwóch milionów neuronów, które są replikacją neuronów tego, kim była / jest nasza mama.

Świadomość tego, że codziennie odgrywamy w swoim życiu rolę według schematów, które otrzymaliśmy od mamy, a jej mama otrzymała jej od swojej mamy i tak kilka pokoleń wstecz z jednej strony może przerażać i powodować poczucie bezsilności i bezradności, z drugiej strony mając świadomość, że te schematy i przekonania są czymś, co możemy zmieniać, i nie są nam dane raz na zawsze, daje poczucie sprawczości i możliwość odzyskania własnego życia.

Oczywiście służą do tego różne nurty terapeutyczne, praktyki oraz po prostu życie. Natomiast ustawienia systemowe zwane inaczej konstelacjami rodzinnymi są tą formą praktyki, która pozwala na obejrzenie tych schematów i opowiedzenie i historii na nowo w relacji z drugim człowiekiem.

Bert Hellinger, który jest uważany za ojca ustawień systemowych, przeprowadził badania społecznościach rdzennych i nazwał oraz opisał schematy i porządki funkcjonowania w takich społecznościach. Hellinger przywracał prawidłowości, w miejscach, w których przepływ był zablokowany.

Ustawienia systemowe nie są nauką czy dziedziną zamkniętą, ale stale się rozwijają i neurobiologia znacząco wpływa na sposób, w jaki rozumiemy to, jakie mechanizmy zachodzą w ustawieniach.

Okazuje się, że najbardziej emocjonujące zdarzenia z naszego życia, w których czuliśmy się samotni i opuszczeni, w skrócie nazywane traumami, powodują unieruchomienie i zablokowanie przepływu w tych trudnych i niedających się objąć w tej sytuacji emocji w części mózgu zwanej ciałem migdałowatym.

Emocje, które nie są w stanie sprawnie przepłynąć przez ciało migdałowate, pozostają w człowieku wiecznie żywe do momentu, kiedy nie zostaną zaproszone do wyrażenia się. Takie emocje przenoszą się również na poziomie ekspresji genów przez kolejne pokolenia.

Bessel Van Der Kolk autor książki „Stach Ucieleśniony” mówi: „Trauma wraca jako reakcja, nie jako wspomnienie”.

Jeżeli w Twoim życiu zdarzają się sytuacje, w których reagujesz emocjonalnie i trudno jest Ci ustalić, skąd ta reakcja się wzięła, to może być to właśnie wywołane poprzez wypłynięcie na powierzchnię emocji z traumatycznej sytuacji.

To jest jednocześnie jedna z najkrótszych definicji tego, co dzieje się w ustawieniach, które ja praktykuję (bo są różne rodzaje ustawień). Zamrożone, trudne emocje z ciała migdałowatego poprzez opiekę, troskę, nazwanie ich, pozwolenie im na przepływ opowiadają nam historię tęsknot, potrzeb i intencji, dla których się pojawiły. Dopisując zakończenia do tych historii, zamykamy opowieść o krzyczących emocjach w budujące wspomnienie. W coś, co możemy ze spokojem opowiadać, a nie coś, czym żyjemy, pomimo tego, że wydarzyło się 30 lat temu.

Przykład z życia to ktoś, kto w młodości został oszczekany z zaskoczenia przez psa, albo nawet ten pies się na takie dziecko rzucił i ugryzł je, może reagować strachem i bać się każdego kontaktu z jakimikolwiek psami. Co spowodowało, że takie dziecko „zaprogramowało” sobie strach jako reakcję obronną? Najprawdopodobniej to, że było w tej sytuacji samo, to, że rodzic zignorował fakt, że dziecko się przestraszyło, to, że rodzic próbował załagodzić sytuację
• pomijaniem uczuć: „no nie mów, że boisz się takiego psa”,
• ocenianiem: „taki duży chłopiec / duża dziewczynka, a boi się takiego małego pieska,”
• pomniejszaniem sytuacji: „no przecież nic się nie stało”,
• odwracaniem uwagi: „chodź, idziemy na lody”.

Dziecko w takiej sytuacji się boi i dorosły, który opiekuje się takim dzieckiem, jest odpowiedzialny za nauczenie dziecka słownika emocjonalnego i wsparcie w nazywaniu i przeżywaniu emocji.
Bo oczywiście, że to dziecko się boi. I właśnie takiego nazwania potrzebuje w pierwszej kolejności, a potem potrzebuje przytulenia, ochrony, opieki. Troski ze strony dorosłego. „Ojojania”.

Kiedy takie wydarzenia i emocje są ignorowane – zamrażają się w ciele migdałowatym. Zamrażają się w ciele człowieka i czekają na odmrożenie latami. Jeśli trauma dotyczy poważniejszych wydarzeń niż oszczekanie przez psa — jej efekty są długotrwałe i przenoszą się międzypokoleniowo na poziomie ekspresji genów (epigenetyka bada to zjawisko). Jeśli trauma dotyczy przeżytych przez naszych przodków wojen, przesiedleń, utraty ziemi, domu, bliskich – to również jest przekazywana na kolejne pokolenia. Okazuje się, więc, że zjawisk, które nas kształtują, jest więcej niż te dające się opisać przeżytym przez każdego dotychczasowym życiem, że nosimy w sobie historie naszych rodziców, dziadków i pradziadków.

Jak w takim razie mając taki bagaż układać swoje relacje z partnerami, z rodzicami, ze światem zewnętrznym?

Zadawałaś sobie kiedyś pytanie „Dlaczego ja przyciągam tylko takich dziwnych facetów? Dlaczego nie mogę spotkać się z kimś normalnym?”

Istnieje w psychologii schemat wg, którego dobieramy takich partnerów, dzięki którym możemy uleczyć zaszłości z rodzicami, w szczególności z mamą. Jeśli sami szukamy uleczenia w sobie jakiejś części siebie, dobierzmy sobie do tego ludzi, którzy nam w tym pomogą.

Skąd tak silne połączenie z mamą? Niby on jest naturalne, bo mama nas urodziła, wychowała, ale niewiele z nas świadomie i z poziomu poznania umysłem, ciałem i duszą pamięta o tym, że mama była pierwszą osobą, w której się zakochaliśmy.

Dla każdego z nas mama jest pierwszą osobą, w której się zakochujemy.

To ważne powtórzenie. I zakochując się w mamie, przyjmujemy ją z całym dobrodziejstwem – z jej zaletami i wadami. Z tym, jak potrafi kochać i tym, jak potrafi okrzyczeć, złościć się, smucić. Przez pierwsze miesiące życia mama uczy nas siebie poprzez odwzorowania, poprzez niewerbalne komunikaty, które od niej odbieramy. I z tej miłości decydujemy się składać naszym mamom prezenty w postaci przepływu naszego układu nerwowego. Jeśli mama jest smutna, to dziecko jest smutne razem z nią. Jeśli mama się złości, to dziecko krzyczy.

Dożywamy emocje i stany naszych rodziców z miłości do nich.


Miałam znajomą, której trzymiesięczna córeczka darła się w niebogłosy codziennie po południu. Bez powodu, nic nie pomagało. Ani lekarstwa przeciwkolokowe, ani spacery, ani szum suszarki do włosów. Okazało się, że mama była po prostu codziennie po południu zła i zmęczona tym, że przez cały dzień spędza z dzieckiem w domu. I o ile w biurze dawało się o 17 wyjść z pracy, o tyle z domu z małym dzieciaczkiem to nie był „koniec pracy”, to był dalszy ciąg bardzo wyczerpującego maratonu. Nazwanie tych emocji dla tej konkretnej mamy, zaopiekowanie się jej zmęczeniem emocjonalnym i mentalnym przyniosło ulgę i mamie i w konsekwencji dziecku.

Natomiast dziecko w tej historii odegrało rolę symptomu, latarki, która naświetliła problem. Każde dziecko – szczególnie małe dziecko – jest w stanie zrobić dla mamy wszystko – z miłości. Takie schematy z dzieciństwa często zostają z nami na całe życie. I mają wpływ na wszystkie relacje, w jakie wchodzimy.


Znajomość wpływu schematów rodziców na życie dziecka daje poczucie wpływu i sprawczości. Uwolnienie się od nich jest dniem narodzin dorosłego.



Kiedy patrząc w lustro po raz pierwszy, widzimy w sobie swojego rodzica, najczęściej pojawia się złość „ale jak to?”. Szczególnie jeśli gdzieś głęboko mamy zakorzenione z okresu dojrzewania zobowiązania „nie będę taka jak ona”, „nie będę powtarzać historii rodzinnej”.

Sama pamiętam własne doświadczenie, które zafundowała mi moja 18 -letnia córka, które było kopią i powtórzeniem tego, co ja wywinęłam mojej mamie w dokładnie tym samym wieku. Dokładne powtórzenie tego samego doświadczenia tylko ja teraz była w roli mamy, a nie w roli córki. Byłam w szoku. Zaskoczeniu. Wściekłości. „Jak ona mogła mi tak zrobić?!”, „Przecież miałam nie powtarzać tych schematów”.

Zauważenie tego schematu, świadomość, że jestem cały czas pod jego wpływem, była okazją do wzięcia go na tapetę i przerobienia.

W relacjach partnerskich nie będziemy odwzorowywać całości relacji z mamą, ale te aspekty, które zdecydowaliśmy się wybrać dla niej i dla siebie do uzdrowienia.

Jeśli mama była zdradzana przez partnera i nie przepracowała traumy z tym związanej, jako córki wybieramy takich partnerów, którzy zdradzając nas, pozwalają nam przepracować tę traumę za mamę.

Sam fakt, że dzieci poznają ten schemat – jest jedną częścią zmiany w relacji z rodzicami. Często nie wiemy, co stoi za zachowaniem rodzica, który wydaje nam się, że jest złośliwy, krzywdzący. Niesprawiedliwy. Poznając schemat i odkrywając powody, dla których rodzic taki się stał – jesteśmy skłonni do współodczuwania, empatii dla tego rodzica. I czasami to wystarczy. Drugi etap zmiany, jaki bywa potrzebny to zadanie pytania rodzicowi – „Czy Ty mamo / tato chcesz, abym żył Twoim życiem?”, „Czy chcesz, żebym powtarzał_a Twoje błędy, żeby ogarniały mnie te same lęki?”. Jeśli udało nam się przejść przez pierwszy etap z empatią i w połączeniu, to taki rodzic najczęściej na tak wprost zadane pytanie odpowiada „oczywiście głuptasie, że chcę, abyś żył_a swoim życiem.”

Piękno ustawień systemowych polega na tym, że nie angażując w realne spotkanie „głównych aktorów”, pozwala poznać schematy, uwolnić zamrożone emocje i odzyskać wolność pracując jedynie dla osoby, która pragnie takiego uwolnienia. Mózg jest neuroplastyczny przez całe nasze życie i taka zmiana jest możliwa w każdym momencie.

Będąc wolnymi dorosłymi ludźmi, stajemy się w relacji partnerami. Wychodzimy z roli ofiary-kata. Wychodzimy z poczucia krzywdy. Stajemy w relacjach, jak równy z równym. Wchodzimy w partnerską relację.


Partnerska relacja to taka, w której nikt nie czuje się zależny, nikt nie czuje się katem, nikt nie czuje się ofiarą, nikt nie jest skrzywdzony.

Partnerska relacja to relacja, w której nie odgrywamy ról, ale jesteśmy sobą z akceptacją i życzliwością dla siebie nawzajem. Mój ulubiony filozof mówi, że dojrzała relacja to taka, w której zamiast wrzeszczeć ze złością „WYSZŁAM ZA IDIOTĘ” jesteśmy w stanie spojrzeć na tego samego człowieka i powiedzieć sobie w myślach „mój kochany idiota”. Na szczęście to, czy tak powiemy, nie zależy od tego, czy „idiota” się zmieni. Najwięcej zależy od tego jak będziemy na niego patrzeć i czy będziemy patrzeć na siebie, jak na dojrzałą kobietę, czy jak na małą dziewczynkę, która potrzebuje miłości.